10 lat dyrektora Franka. „Prezydent sobie znalazł kozła ofiarnego”
10 lat za sterami
Łukasz Franek odpowiadał za sprawy transportu w Krakowie od niemal 10 lat. 22 lutego 2016 miasto poinformowało, że został zastępcą dyrektora Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu ds. transportu. Wcześniej był pracownikiem Politechniki Krakowskiej, asystentem w Zakładzie Systemów Komunikacyjnych.
Szybko stanął przed kilkoma trudnymi zadaniami. Jednym z nich była organizacja transportu w mieście podczas lipcowych Światowych Dni Młodzieży, kiedy krakowskie autobusy i tramwaje musiały w ciągu dni przewieźć setki tysięcy dodatkowych pasażerów.
Po ŚDM wybuchł słynny konflikt o separatory na ul. Kalwaryjskiej, które miały usprawnić przejazd tramwajów, ale wiązały się z ograniczeniami dla kierowców. Spór na tej linii w różnych odsłonach wracał jak bumerang w różnych częściach miasta, a dla grupy krytyków nazwisko Łukasza Franka stało się synonimem wszystkiego co złe w mieście – nawet jeśli sam dyrektor czy jego podwładni nie mieli z daną sprawą nic wspólnego.
Z Łukaszem Frankiem kojarzona była m.in. duża reorganizacja w strefie płatnego parkowania, która wiązała się z uwolnieniem chodników od parkujących samochodów, ale też zmniejszeniem liczby dostępnych miejsc i montażem słupków.
Wojny o cięcia kursów
W międzyczasie ZIKiT podzielił się na kilka jednostek, a Łukasz Franek został dyrektorem jednej z nich: Zarządu Transportu Publicznego. To jeden z kluczowych obszarów funkcjonowania miasta, ale i budzący gorące dyskusje. Wybuchały one zwłaszcza przy okazji podwyżek cen biletów czy ograniczeń kursowania określonych linii. W odpowiedziach ZTP zwykle bronił się argumentem, że układa siatkę połączeń w takim zakresie, na jaki pozwala mu przydzielony na ten cel budżet.
Równocześnie na przestrzeni 10 lat komunikacja miejska w Krakowie przeszła dużą zmianę. Jednym z podkreślanych mocno przez ZTP celów było skierowanie linii autobusowych do osiedli, które do tej pory były pozbawione dostępu do komunikacji. Stąd m.in. linie obsługiwane najmniejszymi pojazdami, które mogą wjechać tam, gdzie nie poradziłyby sobie większe pojazdy.
Dużą zmianą była nowa umowa z firmą Mobilis, za którą poszło m.in. więcej kursów, zmiana malowania autobusów czy wprowadzenie nowego rodzaju automatów biletowych, znanego z wielu europejskich miast – choć początkowo mocno krytykowanego.
Łukasz Franek przez długie lata unikał zwolnienia. Prezydent Jacek Majchrowski pozostawiał go na stanowisku, choć pojawiały się różnego rodzaju petycje czy protesty. Gorące były też dyskusje podczas sesji rady miasta kolejnych kadencji – również z radnymi rządzącej koalicji. Do grona oponentów Łukasza Franka zaliczał się też jego bezpośredni szef, wiceprezydent Stanisław Kracik, który w wielu przypadkach miał inną wizję komunikacyjnych rozwiązań, a w sytuacjach napięć pomiędzy ZTP a MPK bliżej mu było do miejskiego przewoźnika. Zlecił nawet zewnętrzny audyt budżetu ZTP, dystans widać było również w publicznych wypowiedziach.
SCT i referendum
Ostatnie miesiące upłynęły w Krakowie pod znakiem wojny o strefę czystego transportu i to kolejny taki spór, w którym swoją rolę odgrywał Zarząd Transportu Publicznego, a więc także i kierujący nim Łukasz Franek.
Decyzja o dymisji dyrektora zapadła jednak dopiero teraz, kiedy rozpędu nabrała akcja zbierania podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Temat SCT przewija się jako jeden z głównych zarzutów wobec prezydenta – i właśnie na uwagi dotyczące strefy Aleksander Miszalski zwrócił uwagę we wpisie o odwołaniu Łukasza Franka.
Duże zaskoczenie
Ogłoszenie decyzji wywołało ogromne poruszenie, choć być może nie takie, jakiego oczekiwałoby otoczenie prezydenta Aleksandra Miszalskiego. – Jako radni opozycji mówiliśmy, że SCT w tej wersji jest nie do przyjęcia. Składaliśmy poprawki. Ostrzegaliśmy przed chaosem. Cieszy odwołanie dyrektora Franka, ale decyzje podejmuje prezydent i to on bierze za nie odpowiedzialność – komentuje dla LoveKraków.pl radny klubu Prawa i Sprawiedliwości Michał Ciechowski. – Referendum i tak się odbędzie – dodaje.
– Jesteśmy zaskoczeni – przyznaje w rozmowie z nami Kamil Bieniek z Platformy Komunikacyjnej Krakowa. Grupa pasjonatów tworzących popularny wśród pasażerów fanpage wielokrotnie krytykowała decyzje w dziedzinie komunikacji miejskiej, ale odwołanie Łukasza Franka wywołało obawy co do przyszłej polityki miasta w sprawach transportu.
– Dyrektor Franek pracował 10 lat. Owszem, przez ten czas mieliśmy wiele uwag, co do działalności ZTP, były słabe momenty, ale również wiele rzeczy udało się zmienić na plus w kwestii transportu zbiorowego. Jesteśmy bardzo zaskoczeni taką nagłą decyzją i nie jesteśmy pewni, czy została ona dobrze przemyślana – komentuje Kamil Bieniek.
„Popełnił kilka rażących błędów”
Decyzji prezydenta broni Przewodniczący Rady Miasta Jakub Kosek. Jak mówi, spodziewał się jej i ocenia ją jako odpowiedzialną. Wskazuje przy tym na niedociągnięcia w uchwale o SCT i zapowiedź korekt. – Ktoś za to odpowiadał w urzędzie i jeśli był to dyrektor Franek, to bardzo dobra decyzja prezydenta – komentuje. – Uważamy, że należy wsłuchiwać się w głos mieszkańców i jeśli coś jest źle, należy to poprawiać.
W jego ocenie Magdalena Musiał, która przejmie obowiązki dyrektora ZTP, poradzi sobie w tej roli.
O dwa projekty SCT za późno
Lektura komentarzy w mediach społecznościowych może wskazywać, że dymisja Łukasza Franka została odczytana przede wszystkim jako krok związany z planowanym referendum. Stąd nawet przeciwnicy kierunku działań Łukasza Franka oceniają tę decyzję jako spóźnioną lub jako próbę ratowania wizerunku.
– Dobra wiadomość, natomiast trzeba podkreślić, że to o dwa projekty strefy czystego transportu za późno. Wizjoner Łukasz Franek powinien stracić swoje stanowisko już w 2022 r. kiedy objął strefą czystego transportu cały Kraków bez możliwości dojazdu do szpitali – komentuje na portalu X Piotr Bartosz z Konfederacji, zaangażowany w akcję referendalną.
– Owszem, to Franek odpowiadał za kształt projektów SCT, ale nie działał w próżni – robił to na zlecenie prezydenta Miszalskiego. Przerzucanie winy na urzędnika nie zmienia faktu, że polityczną odpowiedzialność za te decyzje ponosi włodarz miasta – komentuje Konrad Krajewski z Nowej Nadziei.
Kogo to przekona?
Na odpowiedzialność prezydenta zwraca uwagę również radna Aleksandra Owca. – Widzimy chyba wszyscy, że prezydent sobie znalazł kozła ofiarnego. Ale to nie dyrektor Franek wprowadzał SCT z półrocznym wyprzedzeniem, to nie dyrektor Franek nie komunikował w żaden sposób tego, jak to zostanie wprowadzone. I nie sam dyrektor Franek jest podstawą tej złości mieszkańców, która nie odnosi się przecież tylko do kwestii związanych z komunikacją, ale też do kolesiostwa, podwyżek i bardzo nieudolnej polityki Aleksandra Miszalskiego – mówi w rozmowie z LoveKraków.pl współprzewodnicząca partii Razem.
Od prawa do lewa
Dalej wątek kozła ofiarnego powtarza się w wielu komentarzach, od prawej do lewej strony. – Czyli oprócz wkurzania niemałej części Mieszkańców Krakowa prezydent Miszalski postanowił zdenerwować też swoich najbliższych współpracowników ścinaniem głów kozłom ofiarnym – napisał publicysta Wojciech Mucha.
Ocena decyzji prezydenta połączyła dziś niektóre środowiska z całkowicie przeciwległych biegunów.
– Wygląda na to, że zaczynają się paniczne ruchy. Był już taki polityk, bodajże Trzaskowski, który przekonał się, że to nie działa – utwierdza przeciwników w tym, że mają rację, a zwolenników zniechęca. Gratuluję skuteczności skrajnej prawicy, to wam da jeszcze większy booster – skomentował radny Maciej Fijak, radny z Podgórza.
– Kraków wybierał w drugiej turze między dwoma progresywnymi kandydatami. A teraz wygląda na to, jakby obaj o tym zapominali – oceniła posłanka Daria Gosek-Popiołek, odnosząc się do wpisu prezydenta.
Co dalej? Rzeczniczka prezydenta Joanna Krzemińska przekazała nam, że miasto nie komentuje dziś sprawy ani nie podaje żadnych dodatkowych szczegółów poza informacjami przekazanymi w komunikacie. Prezydent ma się odnieść do tego tematu podczas czwartkowej konferencji prasowej.