115-lecie nie zmieściło się w jednym dniu. „To muzeum nie zamyka przeszłości w gablotach”
Muzeum, które widzi więcej
Dokładnie 19 lutego, w mroźny zimowy wieczór, swoje drzwi otworzyło Muzeum Etnograficzne. – Jesteśmy 115 lat po otwarciu muzeum – i dokładnie o tej samej godzinie – przypomina Monika Dudek, dyrektorka Muzeum Etnograficzne im. Seweryna Udzieli w Krakowie.
Dla niej i zespołu to nie tylko symboliczna data, lecz dowód ciągłości: pasji, pracy i uważności na drugiego człowieka.
– Żeby pracować w muzeum, które bywa postrzegane jako skostniała instytucja, trzeba mieć pasję. My ją mamy, bo widzimy więcej – mówi Dudek.
Więcej, czyli to, co kryje się w magazynach, piwnicach i na strychach ratusza na Placu Wolnica. Tam przechowywane są historie zapisane w przedmiotach: od drobnej łyżeczki po sanie, skrzynie wienne i wozy.
Od Seweryna Udzieli do Kazimierza
Historia muzeum zaczęła się na długo przed 1911 rokiem. Seweryn Udziela – pedagog, społecznik i wizjoner – już na początku XX wieku marzył o instytucji, która dokumentowałaby codzienne życie ludzi. Najpierw były trzy pokoiki przy ul. Studenckiej, potem Wawel, aż wreszcie – po wojnie – dawny ratusz kazimierski.
To właśnie tu, w sercu starego Kazimierza, muzeum zapuściło korzenie na dobre. Przez dekady rosły zbiory, zmieniali się dyrektorzy, ale jedno pozostało niezmienne: koncentracja na człowieku.
– Nie wiem, czy może być coś ciekawszego niż człowiek w roli głównej – i wszystko to, co wytworzył, w co wierzy i czym żyje – podkreśla dyrektorka.
86 tysięcy muzealiów i milion opowieści
Dziś kolekcja liczy ponad 80 tysięcy obiektów i setki tysięcy archiwaliów. Każdy przedmiot był czyjś. Ktoś go dotykał, używał, przechowywał.
Zbiory muzeum są globalne: od Igołomi i Krzeszowic po Mongolię, Peru, Indonezję i Afrykę. Czasem – jak przyznaje dyrektorka – okazuje się, że jedyny zachowany ślad po jakiejś kulturze czy grupie etnograficznej znajduje się właśnie w Krakowie.
– Wtedy naprawdę czujemy odpowiedzialność – dodaje.
Jubileusz, który trwa cały rok
115-lecie nie zmieściło się w jednym dniu. Muzeum świętuje przez cały 2026 rok – zawsze 19. dnia miesiąca. Cykl „15 na 115. Ludzie, rzeczy, miejsca” to bezpłatne spotkania, wykłady i spacery po Krakowie śladami muzealnych siedzib: od Wawelu po Kazimierz.
Są też warsztaty „To się udziela”, podczas których można własnoręcznie rzeźbić, wiązać, tworzyć – tak jak dawniej. I drugi, bardziej radosny nurt jubileuszu: „Weselmy się!”.
Rok 2026 to bowiem Rok Andrzeja Wajdy, a muzeum posiada około 90 obiektów z filmu „Wesele”. Kulminacją będzie prawdziwe krakowskie wesele – z tańcami, śpiewem i pochodem na placu Wolnica.
– Chcę, żeby ludzie przyszli i powiedzieli: aha, to nie jest tylko kultura polska i dwie izby. To jest nieprawdopodobny potencjał zbiorów – mówi dyrektorka.
Powrót do korzeni – na nowych zasadach
Zainteresowanie muzeum rośnie. I to nie z sentymentu do cepelii.
– Dziś szukamy tego, co nas naprawdę identyfikuje. Przychodzą samorządowcy i mieszkańcy, pytają: czy macie coś z naszej wsi, z naszej gminy? – zauważa Dudek. Szczególnie cieszy ją obecność rodzin. Weekend w muzeum zamiast galerii handlowej? To już się dzieje.
Głosy zwiedzających
Przy Placu Wolnica 1 spotkaliśmy kilka osób, które chciały skorzystać z oferty Muzeum Etnograficznego i obejrzeć wystawę stałą. Zapytaliśmy je nie tylko o wrażenia, ale również o to, jak instytucja wpisuje się w ofertę kulturalną Krakowa.
Anna, 34 lata, architektka: – Przyszłam tu z ciekawości, a wyszłam z poczuciem, że ktoś opowiedział mi historię mojej prababki. Bez patosu, za to bardzo blisko.
Marek, 62 lata, emerytowany nauczyciel: – To muzeum nie zamyka przeszłości w gablotach. Ono ją uruchamia. Człowiek nagle zaczyna myśleć o sobie jako o części dłuższej opowieści.
Zosia, 19 lat, studentka kulturoznawstwa: – Najlepsze są warsztaty. Kiedy robisz coś rękami, rozumiesz więcej niż z książki. I nagle folklor przestaje być nudny.
Muzeum, które żyje
115 lat to wiek dojrzały, ale w Muzeum Etnograficznym w Krakowie czuć energię. – Czuję się zaszczycona, że mogę tu być codziennie – przyznaje Monika Dudek.
I trudno się dziwić. Bo to miejsce, w którym historia nie stoi w miejscu. Ona się udziela.