15-latek nie rzucał się w oczy

To dobrze o nim świadczy, bo nie popełnił dużych błędów. Daniel Hoyo-Kowalski bez kompleksów wchodzi do seniorskiej piłki.

Obrońca Wisły Kraków nie ma nawet 16 lat, urodziny będzie obchodził dopiero 12 lipca. Za nim egzamin gimnazjalny i dwa mecze w ekstraklasie z Zagłębiem Sosnowiec i Śląskiem Wrocław.

Na początek suche liczby. W Sosnowcu przebiegł prawie 10 kilometrów, raz faulował i był faulowany, zaliczył jedno kluczowe podanie (do partnera, który jest w sytuacji bramowej). 83 procent jego zagrań było celnych, wygrał połowę pojedynków. Cztery razy stracił piłkę, pięć razy nabył. Przy drugiej straconej bramce nie miał szans w fizycznym pojedynku z napastnikiem Zagłębia.

Trzy dni później przy Reymonta: ponad 10 kilometrów w nogach, bez faulu, 96 procent celnych podań. Przegrał wszystkie pojedynki (w powietrzu), zanotował dwie straty i trzy nabycia piłki. W pierwszej połowie odważnym podaniem do Rafał Pietrzaka zapoczątkował akcję, po której gola zdobył Marko Kolar.

Szybko w górę

Piłkarz z rocznika 2003 jest zadowolony z występów. Podkreśla, że rok temu stał za bramką lub linią boczną i podawał piłkarzom piłki. Dziś może z nimi grać w ekstraklasie, a piłki podaje mu brat Damian, rocznik 2006, także zawodnik Wisły. Jest bramkarzem i gra w klubowej akademii.

– Bardzo szybko się to zmienia. Wciąż nie dowierzam, że to się dzieje – mówi skromnie najmłodszy debiutant w historii klubu.

Chwalą go koledzy. Lukas Klemenz, który w niedzielę tworzył z nim duet środkowych obrońców: – Daniel nabiera pewności siebie, zaczyna szybciej myśleć.

24-latek podkreśla, że młodzian wychodzi na boisko bez kompleksów. – Oby dalej tak się starał. Musi ćwiczyć na siłowni i przybrać na masie. Na wszystko jednak przyjdzie czas, bo musimy pamiętać, że ma niecałe 16 lat – zaznacza Klemenz.

Z meczu na mecz coraz lepiej

Reprezentant Polski do lat 16 nie jest jednym młodym zawodnikiem, który w ostatnim czasie otrzymał szansę od trenera Macieja Stolarczyka. Na wiosnę grał już kilka miesięcy starszy Aleksander Buksa czy Dawid Szot z rocznika 2001. Nie brakuje też piłkarzy urodzonych w 2000 czy 1999 roku.

Do takich ruchów szkoleniowca trochę zmusiła sytuacja kadrowa i kontuzje podstawowych graczy. Z drugiej strony nie próbował zmieniać pozycji innym zawodnikom, tylko odważnie postawił na nastolatków.

– Z meczu na mecz funkcjonują coraz lepiej. Tylko dzięki grze w ekstraklasie mogą nabrać cennego doświadczenia – podkreśla Stolarczyk.