2,5 roku więzienia za oszustwo na ponad milion złotych

W tym układzie wszyscy chcieli zarobić. Właściciel kantoru na obrocie pieniędzy i jego klienci na wymianie walut po bardzo korzystnym kursie. Brak odpowiedniej logistyki, szereg błędnych decyzji i ignorowanie czerwonej lampki, palącej się z tyłu głowy, zaprowadził Arkadiusza R. do więzienia, a kilku ludzi pozbawił oszczędności życia.

Arkadiusz R. zarobił trochę grosza podczas pobytu w Szkocji. Pieniądze te chciał zainwestować, a najlepiej jakby jeszcze same zarabiały. Wybrał opcję kantoru internetowego, głównie dla Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii.

Swoją działalność rozpoczął w 2013 roku. I choć stworzył profesjonalną stronę internetową i marketingowo był bardzo sprawny,  skończył – i to marnie –  trzy lata później, kiedy zainteresowała się nim prokuratura. W akcie oskarżenia znalazło się 199 zarzutów, z czego 135 dotyczyło posługiwania się podrobionymi dokumentami.

Co nie wyszło?

Jak mówił podczas uzasadnieniu wyroku sędzia Maciej Czajka, oskarżonemu zabrakło przygotowania do prowadzania takiego biznesu jak kantor internetowy. Sąd ustalił, że od początku chciał działać zgodnie z prawem, ale popełnił kilka błędów. Między innymi obracał pieniędzmi z prywatnego konta bankowego. Od tego zaczęły się problemy, ponieważ brytyjskie służby uznały, że może dochodzić do prania brudnych pieniędzy.

Jego konta zaczęły być więc blokowane, ale to nie zraziło Arkadiusza R. Założył jeszcze kilka innych rachunków. W pewnym momencie jednak piramida zaczęła się kruszyć. Osoby, które wpłacały małe kwoty – kilkusetzłotowe lub kilkutysięczne otrzymywały je zgodnie z umówionym kursem. Choć to też nie była norma. Jednak ci, którzy powierzyli oszczędności rzędu 40 czy ponad 200 tysięcy złotych, do tej pory nie zobaczyli tych pieniędzy na oczy.

A to wszystko dlatego, że oskarżony nie potrafił sobie powiedzieć: stop! I przyznać, że wpędził się w kłopoty, kiedy jeszcze sytuacja mogła zostać opanowana. Tego jednak nie zrobił, dalej przyjmował pieniądze, wiedząc, że nie będzie w stanie ich później oddać. Jak uznał sędzia Czajka, było to spowodowane jego skłonnościami czy wręcz uzależnieniem od ryzykownych inwestycji na giełdzie.

W pewnym momencie wraz z żoną poprosił o pożyczkę znajomego rodziców Wiesława K. Mężczyzna ostatecznie stracił ok. 200 tys. złotych, a Arkadiusz R. zamiast przyznać, co się stało, posługiwał się podrobionymi dowodami wpłat, robił wymówki, że z winy banku przelew nie przeszedł. Uznał też, że wizyta papieża spowodowała, że pieniądze nie przyszły na czas.

Okoliczności łagodzące

Ale mimo wszystko czyn ten sąd uznał za okoliczność łagodzącą. W końcu pieniądze te trafiły do części osób, które korzystały z kantoru.

Właściciel Infokantory24 przyznał się do wszystkich zarzutów, wyraził również skruchę i chce oddać pokrzywdzonym pieniądze. To jednak nigdy do końca nie naprawi szkód, jakich dokonał.

Jak mówił sędzia Maciej Czajka, kilka osób powierzyło mu oszczędności życia zarobione ciężką pracą, które miały zaprocentować podczas ich najlepszych lat życia. – Czas mija, człowiek się starzeje, a pieniędzy nie ma – mówił. I technicznie trudno będzie taką sumę Arkadiuszowi R. zwrócić ludziom, których oszukał.

Wraz z Arkadiuszem R. została skazana jest żona. Sąd wymierzył jej karę 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu. To właśnie ona, próbując ratować sytuację, razem z mężem zaciągnęła pożyczkę. I choć również widziała, co się dzieje, nie powstrzymała swojego partnera przed zabrnięciem w jeszcze większe tarapaty.

Wyrok jest nieprawomocny.