270 minut prawdy o Kulawiku
Już w najbliższy weekend na boiska wracają piłkarze T-Mobile Ekstraklasy. Dla tych z Krakowa oznacza to rozpoczęcie batalii o zachowanie twarzy w beznadziejnym jak na razie sezonie. Dla ich trenera - prawdziwe zderzenie z najwyższą klasą rozgrywkową nad Wisłą. Ze wszystkimi jej blaskami, ale i kompletem cieni.
Do tej pory Kulawik wbrew pozorom znajdował się w całkiem komfortowej pozycji. Wprawdzie w środku rundy przejął rozbity, skonfliktowany z Probierzem zespół, ale w zamian otrzymał spokój, jakim nie dysponował żaden poprzedni szkoleniowiec w erze Cupiała. Nikt nie wierzył, że Wisłę przed końcem rundy można poskładać do kupy, więc nikt nie wymagał od "Kuli" natychmiastowych wyników. W trakcie dziewięciu ligowych spotkań miał okazję dowolnie rotować składem ze świadomością, że tylko absolutna katastrofa może pozbawić go roboty.
Co więcej, niepowodzenia mógł z łatwością zrzucić na głowę poprzednika, z czego zresztą chętnie skorzystał (w poniższym materiale od ok. 1:25).
Mityczne w polskich realiach przygotowanie do rundy, jest dla postronnych nie do zweryfikowania, więc trenerowi trzeba było wierzyć na słowo.
Teraz nadszedł moment, w którym nie tylko włodarze klubu, ale i dotychczas wyrozumiali kibice powiedzą: sprawdzam. W dodatku terminarz ułożył się w taki sposób, że z oceną umiejętności trenerskich Kulawika nie trzeba będzie się długo wstrzymywać. Wystarczy 270 minut rundy wiosennej.
Biała Gwiazda zacznie spotkaniami z GKS-em Bełchatów, Podbeskidziem Bielsko Biała i Polonią Warszawa. Na pierwszy ogień pójdą więc outsiderzy, którzy w zgodnej opinii obserwatorów już dawno solidarnie złożyli się w trumnach i czekają aż pozostali ligowcy kolejno przybiją wieko ozdobnymi gwoździami. A następnie możliwości Wisły przetestuje (nie)wesoła, targana wewnętrznymi konfliktami ferajna Piotra Stokowca. Pozornie zespół z ligowego podium, ale pozbawiony zimą pięciu zawodników z podstawowej jedenastki, z dwoma najlepszymi strzelcami na czele.
Czego należy więc oczekiwać od drużyny dowodzonej przez Kulawika? Kadrowo, mimo sprzedaży Meliksona, to ciągle przynajmniej ligowy średniak, z potencjałem na dolne rejony górnej połowy tabeli. Stąd dziewięć lub siedem punktów w trzech pierwszych kolejkach trzeba będzie uznać za wynik bardzo dobry. Sześć, a nawet pięć - niezły. Wszystko poniżej będzie katastrofą.
Sytuacja Kulawika przypomina podróż owocami pracy polskich drogowców. Do tej pory jechał autostradą. Może niezbyt długą, może gdzieniegdzie z sypiącym się zbyt cienkim asfaltem, ale komfortową i bezkolizyjną. Teraz wyrosły przed nim dwa nieoznakowane zjazdy, z których jeden prowadzi do przyzwoitej krajówki, a drugi na wyboistą ścieżkę w szczerych polach. Jeśli będzie potrafił wybrać właściwy, może pójść w ślady Kazimierza Moskala i po nieuchronnym zwolnieniu z Wisły zahaczyć się w co najmniej przyzwoitym klubie I ligi. Jeśli nie - na długi czas zakopie się po uszy w rozgrywkach o mistrzostwo Młodej Ekstraklasy. Kierownica jest w jego rękach.