5 lat na to, aby zakaz nie musiał być stosowany [Komentarz]
Wyczerpująca debata w sejmiku województwa (na której mam wrażenie, że wszyscy mówili o tym samym, używając różnych słów) poprzedzająca głosowanie nad zakazen stosowania paliw stałych w Krakowie doprowadziła do wyautowania węgla. Czy to dobrze, czy to źle – przekonamy się i tak nie wcześniej niż za 5 lat. A co do tego czasu?
Nic się nie zmieni…
Scenariuszy jest kilka. Najmniej optymistyczny mówi, że do początku obowiązywania zakazu, Kraków będzie dymił jak dymi, a my jeszcze trochę będziemy wdychać wyziewy z kominów. Równie pesymistyczny jest ten, w którym obecni użytkownicy kotłów węglowych mają – za przeproszeniem – gdzieś zakaz i wciąż palą węglem. No bo jaki dostaną mandat i ile ich będzie? Jeden na miesiąc, dwa, może trzy na cały sezon grzewczy?
Trzeci negatywny dla naszego zdrowia jest scenariusz, kiedy to krakowianie stają się ludźmi zamożnymi i kupują kominki, montują je i palą drewnem. Bo można w kominku. Fakty są takie, że te otwarte produkują największą ilość pyłu PM2.5 na wytworzony GJ ciepła. Przebijają wszystko. To one, oprócz rozbudowanego do granic możliwości przemysłu brytyjskiego i permanentnej mgły, były głównym źródłem smogu, który na początku lat 50. XX wieku zabił kilka tysięcy londyńczyków. Podsumowując – za pięć lat nic się nie zmienia. Przybywa samochodów, przybywa mieszkań, domów (z kominkami), ludzie są uparci, zbuntowani, a gmina nie potrafi egzekwować prawa. Porażka, smog, dym, zwątpienie.
Czy będzie lepiej?
Ale można też założyć pozytywne scenariusze. Po pierwsze, trwająca już wymiana pieców węglowych finansowo wspomagana przez miasto doprowadzi do tego, że za pięć lat z (według różnych szacunków) liczby 30-60 tys. palenisk węglowych zostanie np. 10%. Albo jeszcze mnie. Wczoraj jeden z radnych (bodaj z PiS) przewidywał, że w takim tempie i z takimi środkami pieniężnymi pochodzącymi z NFOŚ i WOFŚ, gmina powinna sobie poradzić z problemem pieców węglowych właśnie do 2018 roku.
Po drugie, za pięć lat w gospodarstwach domowych „rządzić” będą obecni 20-kilku latkowie. To taka, mam nadzieję, najbardziej świadoma grupa mieszkańców miasta, która aktywnie uczestniczy w jego życiu. Właśnie ta grupa wiekowa w badaniach opinii publicznej przeprowadzonych dla „GW” jasno i zdecydowanie powiedziała „nie” węglowi. Dlatego głęboko wierzę w to, że skończy się palenie śmieciami, które teraz się zdarza, ponieważ starsi ludzie, wychowujący się w zupełnie innych czasach, kiedy w Polsce ekologia nie istniała nie mają w głowie schematu: „Wrzucę butelkę z PET-u, spali się, wyprodukuje z tego mnóstwo trucizny, którą za chwilę będę oddychał ja i moje dziecko”. Wrzucają śmieci do ognia, usprawiedliwiając się tym że "sąsiad pali pampersami, to i ja wrzucę butelkę, nic się przecież nie stanie".
Po trzecie, zapowiadane rozszerzenie sieci MPEC z obecnych (tak mówią władze miasta) 60% do 80% również będzie miało wpływ na decyzję o zmianie źródła ogrzewania. Więcej odbiorców powinno zmniejszyć ceny usług. Na razie jednak to plany. Z doniesień medialnych wynika, że elektrociepłowniom nie opłaca się podłączać instalacji do pojedynczych domów. Sam mieszkam blisko elektrowni Skawina i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak wyglądałoby to od strony technicznej, aby np. podłączyć os. Tyniec do sieci ciepłowniczej. I kto za to zapłaci. Elektrownia? Miasto, które nie stać na kilka dodatkowych kursów autobusów i ludzie wybierają samochody, aby dostać się do centrum?
Słowo o dopłatach
Tak, skorzystają z nich najbiedniejsi, tak, ci troszkę bardziej zamożni też. Żyjący w mieszkaniach z pokojem, kuchnią i łazienką. 50 metrów kwadratowych. Ile na obrzeżach Krakowa jest domów, starszych budynków, nieocieplonych, gdzie 50 mkw. to dwa pokoje + łazienka? Myślę, że sporo. I to właśnie mieszkańcy obrzeży, najboleśniej odczują ten zakaz i jako pierwsi mogą się nie podporządkować. Bo taniej im wyjdzie zapłacić kilka mandatów, niż bulić przez cały sezon grzewczy kilka tysięcy złotych więcej, których przecież nie wyczarują, a zarabiają kilka złotych za dużo, żeby się złapać na jakiekolwiek dopłaty. Władze powinny myśleć o ludziach, którzy wymienią piec, ale nie będą mieć żadnych dopłat. Wtedy będzie trzeba poszukać dodatkowych rozwiązań. Może ulgi rodzinne, ulgi na MPK, może dopłaty do ocieplenia budynku? Możliwe też, że do 2018 roku ruszy się sprawa z łupkami i gaz będzie tani jak barszcz instant.
Dlatego te 5 lat to czas dla władz lokalnych i regionalnych, aby możliwe jak najlepiej przygotować mieszkańców na zakaz. Bo ten zakaz to nie jest cel, a raczej środek i bodziec, który powinien wywołać pozytywne reakcje. Inaczej będzie tak, jak opisał to Andrzej Ziemiański w Ucieczka z Festung Breslau: „– (...) Jak Niemcowi powiesz zakazane, to znaczy zakazane. Jak Ruskiemu to powiesz – to samo. Spróbuj powiedzieć to Polakowi. Zakazane to są dla niego od razu trzy możliwości: częściowo zakazane i trzeba ściemniać, zakazane, ale nie do końca, tak jakby zakazane i niezakazane jednocześnie. I najprostsza możliwość. Zakazane? Aha, to znaczy nikt nic nie wie i rób, co chcesz”.