Akcja „Smoleńsk”. Sąd uniewinnił czterech krakowian
Zdaniem warszawskiej policji, uczestnicy kontrmanifestacji smoleńskiej zagłuszali przebieg uroczystości 10 sierpnia 2017 roku. Jednak krakowski sąd uznał, opierając się o materiał video, że absolutnie nie doszło do zakłócenia przemówień. Tym samym uniewinnił cztery osoby od kary grzywny.
Ostatnia rozprawa dotycząca czwórki obwinionych o zakłócanie legalnego zgromadzania rozpoczęła się od przesłuchania świadka, funkcjonariusza stołecznej policji, który wylegitymował bębniarzy z Krakowa. Policjant miał problem, aby od razu powiedzieć, ile ma lat. Po chwili policzył, że 28.
Funkcjonariusz M. sam nie podjął wobec obwinionych interwencji. Taki rozkaz otrzymał od dowódcy Akcji „Smoleńsk” (taki kryptonim policja nadała zabezpieczeniu miesięcznicy). Wylegitymował ich, a następnie zwolnił. Później sprawa trafiła do sądu w Warszawie, a stamtąd została przeniesiona do stolicy Małopolski.
Taśma prawdy
Dowodem w sprawie był materiał video, sporządzony przez Telewizyjną Agencję Informacyjną. Na filmie słychać było, że osoby te zaczęły bić w bębny dopiero po oficjalnym zakończeniu miesięcznicy smoleńskiej. Dodatkowo, osoby, które przyszły pod pałac Prezydencki krzyczeli do kontrmanifestacji „Targowica, Targowica!”. Policjant przyznał też, że do momentu rozwiązania zgromadzenia nie słyszał żadnych bębnów.
Sędzia Tadeusz Cichoń uniewinnił bębniarzy. Stwierdził, iż w świetle dowodów nie doszło do zakłócenia legalnego zgromadzania przez drugie legalne zgromadzenie. – Prawdą jest to, co mówili obwinieni, że mieli zasady i się ich trzymali – powiedział sędzia. Te żelazne zasady mówią o nieprzeszkadzaniu modlącym się i przemawiającym na miesięcznicach.
Sąd kosztami obrony krakowian obarczył Skarb Państwa. Wyrok jest nieprawomocny.