Aleksander Miszalski po odwołaniu: Może nas czekać 2,5 roku burzy i chaosu
Aleksander Miszalski pojawił się przed dziennikarzami w holu prezydenckim magistratu tuż po konferencji prasowej nowo powołanego komisarza Krakowa Stanisława Kracika. Były prezydent podsumował dwa lata swoich rządów, odniósł się do wyniku referendum i wskazywał, co jego zdaniem przesądziło o odwołaniu.
– To był czas, w którym bardzo mocno rozmawialiśmy z mieszkańcami. Przypomnę o 53 ławkach dialogu. To był czas startu metra, planu ogólnego, strategii, Paktu Krakowskiego i wielu innych dobrych rzeczy, które się w Krakowie zdarzyły – wyliczał.
Jednocześnie przyznał, że był to też czas, w którym on sam i jego współpracownicy popełnili błędy. – Szanuję, akceptuję i z pełną pokorą przyjmuję ten werdykt mieszkańców. Nie jestem z tego tytułu szczęśliwy, nie cieszę się, ale taka jest demokracja, takie są jej uroki – powiedział.
„Kraków pozostaje w stabilnych rękach”
Miszalski pozytywnie wypowiadał się o swoim dotychczasowym zastępcy Stanisławie Kraciku, który decyzją premiera został komisarzem miasta do czasu przedterminowych wyborów.
– Przypomnę, że był i wojewodą, i burmistrzem, i moim zastępcą. Na pewno zna to miasto i na pewno zadba o to, by w tym trudnym czasie Kraków nie pogrążył się w chaosie – mówił.
Były prezydent dziękował też zarówno swoim zwolennikom, jak i przeciwnikom referendum.
„Zawiodła komunikacja”
Pytany o przyczyny porażki, Miszalski wielokrotnie wracał do kwestii komunikacji z mieszkańcami. Według niego problemem nie były wyłącznie decyzje magistratu, ale także sposób ich tłumaczenia.
– Wnioski są dla mnie przede wszystkim takie, że nie byliśmy im w stanie wytłumaczyć naszych racji i naszych argumentów. Że gdzieś zawiodła komunikacja – stwierdził.
Jako przykłady wymieniał strefę czystego transportu, sytuację finansową miasta czy oskarżenia dotyczące zatrudniania znajomych.
– Wielu rzeczy nie potrafiliśmy mieszkańcom wytłumaczyć skutecznie. Narracja strony przeciwnej, jakkolwiek w dużej mierze zmanipulowana i fałszywa, często oparta na pewnych przekłamaniach, była skuteczniejsza – ocenił.
Zdaniem byłego prezydenta o wyniku referendum przesądziła długotrwała kampania wymierzona w magistrat.
– Jeżeli coś zaważyło na tym wyniku, to tak lekko licząc półtorej roku kampanii negatywnej wobec magistratu, wobec mnie. I myślę, że to gdzieś w ludziach się odkładało – mówił.
Dodał również, że wpływ na frekwencję mogły mieć przypadki łamania ciszy referendalnej w mediach społecznościowych.
– To była zmasowana akcja na wielu grupach w social mediach i wielu radnych, posłów angażowało się w to i łamali ciszę wyborczą – powiedział.
„Może nas czekać 2,5 roku burzy i chaosu”
Były prezydent ostrzegał, że przed Krakowem trudny politycznie okres. Według niego problemem może być relacja przyszłego prezydenta z radą miasta.
– Prezydent, który nie ma za sobą rady miasta, nie będzie w stanie skutecznie realizować swoich planów. W związku z tym może nas czekać dwa i pół roku burzy i chaosu – ocenił.
Jednocześnie zaznaczał, że nowy włodarz miasta będzie potrzebował czasu na poznanie funkcjonowania magistratu.
– Nauczenie się Krakowa, systemu funkcjonowania miasta, urzędu, spółek i jednostek, i zreformowanie go na własny sposób, to był rok czasu – mówił.
Miszalski zapowiedział również dalsze zaangażowanie w działalność Koalicji Obywatelskiej.
– Koalicja Obywatelska nie składa broni. Jesteśmy wszyscy zmobilizowani i będziemy walczyć o to, by Kraków dalej szedł w dobrym kierunku – podkreślił.
Pytany o swoją przyszłość zawodową przyznał, że na razie chce odpocząć i spokojnie przemyśleć kolejne kroki. – Myślę, że mam spore doświadczenie w różnych segmentach i sporą wiedzę. Myślę, że wymyślę sposób, w jaki ją wykorzystać w przyszłości – powiedział.