Aleksander Miszalski poszedł w symbole. Widać Krakowianom nie o to chodziło
Polityczne intrygi
– To nie będzie ani polityka kontynuacji, ani rewolucji – zapowiadał Aleksander Miszalski w kwietniu 2024 roku, wówczas jeszcze kandydując na prezydenta Krakowa.
Ostatecznie wygrał w drugiej turze z Łukaszem Gibałą.
W efekcie otrzymał od swoich wyborców ogromną szansę, żeby wtłoczyć w Kraków świeżą krew po ponad 20-letnich rządach poprzednika.
Nie wykorzystał jej, przynajmniej na początku kadencji.
W przypadku prof. Jacka Majchrowskiego też robiono podchody, żeby go odwołać: jednak nie po zaledwie dwóch latach sprawowania przez niego funkcji prezydenta.
Nie chodziło o stołek?
22 maja tego roku, pod koniec kampanii referendalnej, Aleksander Miszalski wyzna, że wiele osób pyta go, czy boi się, że straci stołek?
Prezydent odpowie: – Tu nie chodzi o stołek. Nigdy się do niego nie przywiązywałem.
Stwierdzi też, że jeśli się czegoś boi, to tego, że po jego odwołaniu Kraków zatrzyma się w rozwoju i że znów udusi się w smogu politycznych intryg.
Tyle że to właśnie m.in. polityka, której Aleksander Miszalski nie porzucił zostając prezydentem sprawiła, że do referendum w ogóle doszło.
Nie odciął się od partii
W niedawnym wywiadzie dla zero.pl prof. Majchrowski wyznał, co powiedział swojemu następcy, kiedy przekazywał mu władzę w mieście:
„Zrób to, co ja zrobiłem. Zrezygnuj z bycia członkiem partii, odetnij się. Oczywiście masz kolegów, którzy są merytoryczni, możesz ich przyjąć. Ale nie będziesz miał tego ogona za sobą”.
Aleksander Miszalski tego ogona nie odciął. Nadal jest szefem małopolskich struktur Platformy Obywatelskiej.
Tym łatwiej było go krytykować. Opozycja zaczęła wyciągać Miszalskiemu, że obsadza ważne stanowiska według partyjnego klucza, nawet ludźmi bez wyższego wykształcenia.
– Epidemia kolesiostwa szerzy się w mieście – alarmowali krytycy prezydenta.
Do magistratu wprowadził młode osoby: i dobrze. Ale przecież nie zawsze musiał wsłuchiwać się w ich podpowiedzi, które pogrążały go wizerunkowo. Taniec na dachu to jedna z tych rzeczy, która ciągnęła się za Aleksandrem Miszalskim przez całą kampanię referendalną.
Były prezydent Krakowa Józef Lassota powiedział mi, że co prawda on na dachu by nie zatańczył, ale to, co zrobił Miszalski, nie miało przecież wpływu na funkcjonowanie miasta.
To prawda, ale w parze z potknięciami wizerunkowymi szły wprowadzane przez władze Krakowa wespół z radą miasta podwyżki, m.in. cen biletów na tramwaje i autobusy.
I to już wpływ miało: na stan portfeli mieszkańców.
Przyjęto też budzącą ogromne kontrowersje Strefę Czystego Transportu.
Gdy opór społeczny okazał się bardzo duży, Aleksander Miszalski ogłosił wielką korektę i zaczął wycofywać się z niektórych wcześniejszych decyzji.
Mówił o kampanii hejtu
Inicjatorzy referendum odwoławczego, wśród nich Jan Hoffman, radca prawny i przewodniczący Rady Dzielnicy I Stare Miasto, do samego końca kampanii twierdzili, że prezydent działa na niekorzyść mieszkańców, a swój urząd sprawuje w sposób niegodny.
Aleksander Miszalski początkowo odpowiadał, że na „kampanię hejtu” wobec niego idą ogromne środki finansowe. Przekonywał też, że Krakowa nie da się kupić.
Jednak po jakimś czasie jakby nieco zmienił zdanie i zaczął przekonywać, że referendum to najlepsze, co mogło mu się jako politykowi przytrafić.
Jednocześnie w kampanii namawiał ludzi, żeby do tego referendum nie szli. Przypomnijmy, że w przypadku tego głosowania decyduje frekwencja.
I choć Aleksander Miszalski bardzo otworzył się na mieszkańców i zaczął masowo organizować ławeczki dialogu, podczas których słuchał m.in. o dziurawych drogach czy chodnikach, to mimo wszystko machina referendalna szła dalej.
Może Kraków potrzebuje po prostu pewnego siebie prezydenta, który podejmuje przemyślane decyzje? Prezydenta, który jest bardziej dostojny i nie tańczy na dachu?
Prezydentura Aleksandra Miszalskiego była bogata w symbole: sprzedaż lexusa, którym jako pasażer chętnie jeździł prof. Majchrowski, zerwanie betonu przed magistratem i posadzenie tam zieleni.
Tylko widocznie Krakowianom nie o symbole w tym wszystkim chodzi.