Anioł: Pojawiają się w mieście zwłaszcza latem
Do naszej redakcji dochodzą informacje o natarczywych kloszardach. Jeden z mieszkańców miasta stwierdził, że gdy odmówił oddania pieniędzy, bezdomny włożył ręce w jego jedzenie. Straż miejska nie potwierdza jednak takich doniesień.
Wielokrotnie poruszaliśmy temat kloszardów czy żebraków, którzy są obecni w stolicy Małopolski. Każde większe miasto ze względu na liczbę noclegowni, turystów i dostępność do jadłodajni jest idealnym miejscem dla takich osób. Dlatego i Kraków nie jest wolny od problemu żebraków. Oczywiście nie można zapominać o tych, którzy żyją w skrajnej biedzie i zdecydowali się na taki krok.
Miasto stara się mimo wszystko rozwiązywać ten problem. Magistrat prowadzi takie akcje jak "Dając pieniądze, odbierasz dzieciństwo” czy „Nie dawaj pieniędzy na ulicy. Pomagaj naprawdę”. Według Marka Anioła, również stała obecności strażników miejskich w centrum miasta, pomogła w ostatnich latach zdecydowanie ograniczyć zjawisko natarczywego żebrania.
Na stałym poziomie
– Oczywiście to nie oznacza, że żebrzący zniknęli z centrum Krakowa – przyznaje rzecznik prasowy krakowskiej straży miejskiej. – Pojawiają się zwłaszcza latem, w sezonie turystycznym, bo wtedy najłatwiej jest zdobyć, a właściwie wyżebrać pieniądze na własną egzystencję oraz alkohol. Stąd ich obecność na Rynku Głównym czy Plantach Krakowskich – mówi Anioł.
Krakowianie zgłaszają służbie takie przypadki. – Jeśli te osoby łamią prawo, muszą liczyć się ze zdecydowaną reakcją naszych patroli. Ważne, że liczba interwencji utrzymuje się w ostatnich latach na podobnym poziomie, co oznacza, że miasto coraz lepiej radzi sobie z tym problemem – uważa Marek Anioł.