Anna Okońska-Walkowicz: Czas wziąć sprawy w swoje ręce [Rozmowa]

Dawid Kuciński, LoveKraków.pl: Podczas, gdy rozmawiamy (10 czerwca), wpłynęło około 20 projektów budżetu obywatelskiego.

Anna Okońska-Walkowicz, pełnomocnik prezydenta ds. polityki społecznej: To mało, ale wiadomo, że Polacy mają tendencję, aby wszystko zostawiać na ostatnią chwilę i wydaje mi się, że ostatecznie wpłynie przynajmniej dwa razy więcej projektów. Pan też pewnie zostawiał jakieś projekty na za pięć dwunasta. Warto się zmobilizować i nawet jeszcze w poniedziałek złożyć swoje projekty w radach dzielnic.

Z tego co wiem, projekty te to przede wszystkim naprawa chodników, doposażanie szkół i remonty. A jakie miałaby pani pomysły?

Również myślałam o chodniku, choć teraz wolałabym zorganizować klub seniora, na przykład w mieszkaniu prywatnym. Wystarczy stworzyć ciekawy program. Przypominam, że te projekty nie muszą być „twarde” – to mogą być spotkania, szkolenia. Bardzo ciekawym pomysłem był ten z językiem angielskim, jednak nie realizowanie go w całym mieście, to zły ruch. Lepiej byłoby kierować go do uczniów uzdolnionych i bardzo chętnie uczących się języków.

Bogusław Kośmider stwierdził, że projekt Łukasza Wantucha, bo u nim mówimy, podziałał demotywująco na resztę mieszkańców. Pani się z tym zgadza?

Nie uważam tak. Ten projekt pokazał specyfikę budżetu obywatelskiego, że może nie chcemy wydawać całości tylko na jeden pomysł. Lepiej by było, gdybyśmy zamiast finansować puste szkoły z kasy gminnej, mogli przeznaczyć te środki na angielski.

Zastanawiam się, czy 100 tysięcy złotych na dzielnicę to kwota, z którą można zrobić coś konkretnego. Może po prostu za małe pieniądze zostały na to przeznaczone. Jedna z radnych użyła słowa „niepoważne”?

Najpierw był problem, że prezydent nie chciał dać pieniędzy, teraz, że za mało. Tak można w nieskończoność. Uważam, że to nasz pierwszy raz i w związku z tym to odpowiednia kwota, jako wprawka. Jak z czasem się okaże, że te projekty są przemyślane, kompletne, a obywatele potrafią radzić sobie z ułożeniem budżetu, to nic nie stoi na przeszkodzie, by zwiększać kwotę.

100 tysięcy złotych na każdą dzielnicę i prawie trzy miliony na projekty ogólnomiejskie wystarczą. Zresztą wydaje mi się, że nie zostaną te pieniądze w całości skonsumowane. Więc to nie w kwocie problem. Problem jest z mobilizacją i zebraniem zespołu.

Może ludzi woleliby gotowe rozwiązania i głosowanie na nie?

W budżecie obywatelskim chodzi o to, że obywatel najlepiej dostrzega, czego mu brakuje i co mu doskwiera: czy chce mieć lepszy podjazd, przejście dla pieszych czy naprawiony chodnik. Urzędnik nie zauważy wszystkiego.

Myślę, że ten brak wiary niektórych mieszkańców pochodzi z tego, że dzielnice są mocno zróżnicowane. Zwłaszcza te duże. Na przykład Dębnik. Tam mamy wielkie osiedla, jak Ruczaj, gdzie w trzech blokach mieszka więcej osób niż w całym Tyńcu. I dodatkowo mamy jeszcze Stare Dębniki.

Mieszkańcy Starych Dębnik na pewno są bardziej zwartą społecznością niż osoby mieszkające w blokach, bo w takich budynkach nie ma na to warunków. Jestem przekonana, że jeśli dojdzie do głosowania, to przyjdą mieszkańcy Starych Dębnik.

Mamy jeszcze trzecią stronę, tak zwane peryferia. Tam nie ma społeczności obywatelskiej.

Sam proces głosowania będzie jednak wyzwalał działania dążące do zawiązywania społeczności. Kiedy ktoś stworzy projekt, to żeby został oddany na niego głos, autor musi iść do sąsiadów i przekonać ich do poparcia. W taki sposób zaczynają rodzić się społeczności obywatelskie. Nam tym nam zależy.

Jak ocenia pani nasze krakowskie społeczeństwo obywatelskie? Budzi się, rozkwita czy potrafi tylko jednoczyć się przeciwko czemuś, jak w przypadku ZIO?

Na pewno łatwiej jednoczyć się na „nie”. Pan Leśniak jest wyjątkowym demagogiem i ludzie do takich demagogicznych haseł głoszonych przez niego lgną. Zwłaszcza, jak przyjrzymy się tym osobom, to dostrzeżemy, że to ludzie raczej bez sukcesów w działaniu, a niezadowolone z miasta. A tutaj chodzi o działania na „tak”, a nie przeciw. Budżet jest narzędziem do budowania wspólnot i pozytywnej świadomości obywatelskiej – biorę sprawy w swoje ręce, planuję, odpowiadam za to.

Czemu tak późno wystartowaliśmy z budżetem?

Miasto miało problemy finansowe i zobowiązania wobec bezdomnych i biedniejszych mieszkańców. I one były pilniejsze. Musieliśmy też ograniczyć wydatki do działań obligatoryjnych.

Z ust polityków PO padają zarzuty, że prezydent – a tym samym cały magistrat – niedostatecznie włączyli się w działania promocyjne.

Zauważyłam też, że osoby zasiadające w radzie programowej budżetu obywatelskiego zrobiły sobie takiego chłopca do bicia z działu promocji UMK, choć sami nie mieli za bardzo pomysłu, jak ma ta reklama wyglądać i dlatego właśnie oddali to zadanie do tego działu. Być może urzędnicy zbyt słabo włączyli się w to, aby przy okazji wystąpień publicznych zachęcać obywateli. U siebie też taki błąd zauważyłam, ale staram się to poprawić.

Dlaczego prezydent nie wziął na swoje barki promocji tej idei swoją osobą i stanowiskiem?

To nie jest tak, że nie wziął. Wystąpił kilkakrotnie w tej sprawie, ja też z nim rozmawiałam, aby wykorzystał te ostatnie chwile i z radością na to przystał. Jeśli jest takie odczucie, że się nie zaangażował, to dlatego, że w mieście dużo się dzieje.

Na pewno można to tłumaczyć referendum i wyborami do Parlamentu Europejskiego. I ja mam obawy, czy na jesień, kiedy będzie głosowanie na projekty, nie zostanie to przykryte kampanią do wyborów samorządowych.

Wbrew pozorom kampania może tylko pomóc, ponieważ w tym okresie trudno znaleźć wspólną ideę, a jak radni będą oczekiwali dużego budżetu, bo jest kampania, to i prezydent da, bo też jest kampania. Kwestia tego, czy ludzie będą potrafili te środki wykorzystać.

Za rok będziemy mogli powiedzieć, że ten eksperyment się udał?

Nawet jeśli wpłynąłby jeden tylko projekt sporządzony przez 20 mieszkańców i poparty przez 100 – to będzie sukces. Tu nie można powiedzieć, że coś się może nie udać.

Będzie można liczyć na to, że w 2015  roku budżet będzie większy?

Będę pilnować, aby był większy niż w tym roku, bez względu na ostateczną liczbę projektów, jakie wpłyną oraz kwotę, jaka zostanie wydana. Zwłaszcza, że finanse miasta wyglądają coraz lepiej. Oczywiście, wszystko ostatecznie będzie zależało od prezydenta i radnych miejskich, dlatego mamy szczęście, że są wybory, ponieważ żadne ugrupowanie nie będzie chciało budować poparcia na mniejszym budżecie obywatelskim.