Kilkusetosobowe audytorium, kilkunastu panelistów, ekspertów i wykładowców ze świata muzyki, mediów i zarządzania kulturą wzięło udział w IV Konferencji Muzycznej Audioriver. Organizatorzy masowych imprez, menedżerowie, artyści i dziennikarze dyskutowali o statusie muzyki elektronicznej i jej miejscu w przestrzeni publicznej.
Od problemów natury filozoficznej (czym jest sztuka?) do spraw lokalnych (jak w tym roku będą wyglądały krakowskie Wianki?) płynnie przechodzono podczas dyskusji IV Konferencji Muzycznej Audioriver. Muzyka łączy nie tylko pokolenia, ale płaszczyzny debaty, która podczas tegorocznej edycji konferencji bywała szczególnie emocjonalna. Największą aktywność audytorium, składającego się w dużej mierze z lokalnych menadżerów i osób zaangażowanych w organizację imprez kulturalnych, wzbudził temat nieprzewidziany w programie debaty: czy techno do sztuka?
Nowe Wianki – atrakcyjne dla organizatorów?
Organizacja tegorocznych Wianków i dofinansowywania ich współorganizatorów to kwestie dyskusyjne. W tym roku, w odróżnieniu od poprzednich edycji imprezy, Wianki będą imprezą bardziej rozproszoną, polegającą na tym, że w Krakowie w wielu miejscach jednocześnie odbędą się koncerty, razem składające się na wielkie święto muzyki. Pomoc w organizacji wydarzenia oferuje Krakowskie Biuro Festiwalowe. – Dajemy dwa tysiące złotych na to, żeby tę imprezę było łatwiej zorganizować. Za tym idzie wsparcie techniczne, logistyczne, załatwienie zgód na to, żeby impreza się odbyła. To może być czysto wizerunkowa impreza ze wsparciem promocyjnym - dużą kampanią w całym mieście i kraju – zapewniał Krzysztof Pietraszewski, specjalista ds. programowych Krakowskiego Biura Festiwalowego.
Zarzuty stawiane wobec tegorocznej formuły organizacji i wsparcia finansowego Wianków dotyczyły przede wszystkim niewystarczającej kwoty dofinansowania w sytuacji, kiedy wstęp na imprezę nie jest biletowany, co wynika z założeń krakowskiego święta muzyki. – Ta oferta nie jest korzystna dla wszystkich. Idę o zakład, że wiele miejsc chciałoby w to [organizację Wianków – przyp. A.S.] się zaangażować, ale od strony finansowej im się to po prostu nie opłaca. Koszty wynajmu lokalu w Krakowie i wydatki, o których nikt nie myśli, powodują, że wielu potencjalnych współorganizatorów zrezygnuje z wysłania swojej oferty – stwierdził jeden z uczestników konferencji.
Komu należy się wsparcie?
Problem dofinansowania wydarzeń kulturalnych z publicznych środków został poruszony także w szerszej perspektywie. Łukasz Napora, współorganizator festiwalu i konferencji Audioriver, zwrócił szczególną uwagę na to, jak Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dysponuje funduszami przeznaczonymi na wsparcie inicjatyw muzycznych. Poruszenie wywołało przedstawienie biogramów członków komisji odpowiedzialnych za przyznawanie dofinansowań na organizację wydarzeń kulturalnych. – Na pięć osób w komisji tylko jedna - czyli Agnieszka Szydłowska - jest kimś spoza świata muzyki klasycznej i jazzowej, kimś "od nas" – zauważył Napora. Po czym debata skierowała się w stronę problematyki bardziej związanej z ekonomią i prawami rządzącymi rynkiem niż muzyką sensu stricto.
Czy wsparcie powinny otrzymywać te wydarzenia, które bez owego nie byłyby w stanie funkcjonować? Czy właśnie dobrze prosperujące, komercyjnie i medialnie atrakcyjne inicjatywy zasługują na dodatkową pomoc? Czy komercyjna wartość wydarzenia jest głównym wyznacznikiem jego wartości? Sztuka to nie tylko ekwiwalent kwoty, jaką gotowy jest zapłacić jej odbiorca w zamian za obcowanie z nią – na ten jej aspekt swoją uwagę zwrócił Artur Rawicz, dziennikarz muzyczny związany z portalem cgm.pl. Tym samym odsunął dyskusję w rejony niezwiązane z biznesem i komercyjnym wydźwiękiem artystycznych przedsięwzięć.
Proces twórczy należy do zespołu
Na przeciwnym biegunie myśli o sztuce jako o produkcie sytuował się Przemysław Kubajewski – koordynator Akademii Menadżerów Muzycznych, czyli polskiej szkoły, której celem jest tworzenie i kształtowanie kadry menadżerskiej gotowej do współpracy z artystami. Podczas swojego wykładu "Droga do biznesu" wyraźnie przedstawił artystę i jego twórczość jako produkt. Produkt, na który popyt musi być wywołany nie tylko przez ciężką pracę artystyczną, ale i zabiegi marketingowe idące ramię w ramię ze znajomością najnowszych technologii i trendów. Gigantyczny kapitał nie jest tu niezbędny. To od oryginalnego, kompletnego i szczerego pomysłu na kreację w dużej mierze zależy odniesienie sukcesu.
– To, co znajduje się na krążku, musi być w stu procentach sztuką. Nie rozumiem artystów, którzy przy produkcji myślą: „a może tutaj damy taką giętarkę, bo to będzie miało lepszą słuchalność i więcej osób to kupi”. Uważam, że proces twórczy należy do zespołu, który tworzy bez konsultacji z menadżerem.
Optymistyczna wizja – szczególnie dla młodych zespołów obawiających się współpracy z wytwórniami, które miałyby za bardzo ingerować w ich autorską wizję. Mimo tego, że projektów muzycznych „home made” pojawia się coraz więcej, nadal pozostają one w niszy. – Kwestia chałupnictwa i robienia muzyki na własną rękę - tak, jak robią to Domowe Melodie albo kiedyś Czesław Mozil - jest okej, ale w pewnym momencie kończą się możliwości. Wytwórnia daje też stabilizację biznesową i finansową. Pewni artyści - np. raper Fokus - wydają płyty własnym sumptem, ale jest to bardziej kwestia sprawnego menagementu, który i tak korzysta z innych firm, jeśli chodzi o samą dystrybucję płyt. Jestem za tym, żeby wytwórnia stała gdzieś za artystą i opiekowała się nim – ale faktycznie opiekowała, była prawdziwym partnerem.