Będzie taniej na placach targowych?
3 mln złotych rocznie wpływa do kasy miasta z opłat targowych. Przedsiębiorcy, którzy sprzedają różnego rodzaju asortyment, chcieliby zupełnego zniesienia tejże opłaty. Argumentują to tym, że ceny produktów byłyby niższe, dzięki czemu zwiększyłaby się liczba klientów. Nie przekonuje to radnego PO, Andrzeja Hawranka.
Obecnie kupcy, w zależności od tego czym i w czym handlują, muszą zapłacić za każdy metr kwadratowy ustaloną przez radę miasta stawkę. Ci, którzy sprzedają z ziemi, stołów czy straganów, płacą od złotówki (za np. warzywa, owoce czy art. spożywcze) do nawet 5 złotych (np. za sprzęt RTV). Warto też dodać, że najwyższe stawki mają ci, którzy działają w ramach I grupy, czyli m.in. na Rynku Głównym, Hali Targowej czy na Starym Kleparzu. Za sprzedaż z samochodu (w zależności od tonażu) kupcy uiszczają opłatę od 5 do 20 złotych. Zaś za handel w obiektach budowlanych od 3 do 7 zł za mkw.
Nasze miasto od pięciu lat notuje stałe dochody z tytułu opłaty targowej. W 2011 roku kupcy zapłacili ponad 3,3 mln złotych. Rok później było to 2,9 mln złotych. 2012 i 2014 rok to dochody na poziomie przekraczającym 3 mln złotych. W 2015 roku na razie uzbierało się 2,8 mln złotych. – Dla miasta każdy dodatkowy dochód jest ważny. Natomiast do projektu będziemy się odnosić, jak już wpłynie (o ile wpłynie) – komentuje Jan Machowski z biura prasowego krakowskiego magistratu.
Decyzję o zwolnieniu kupców handlujących na targowiskach z opłaty targowej podjęli radni m.in. Warszawy, Poznania czy Gdańska. Prezydent tego ostatniego miasta w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej stwierdził, że zmiany te przyczynią się do zwiększenia liczby kupców i promocji lokalnych produktów. Jak będzie w naszym mieście?
O kroplę za dużo
Przewodniczący komisji budżetowej w radzie miasta, Andrzej Hawranek (PO) zna temat. – Rozmawiałem jakiś czas temu z jednym z kupców. Te 3 mln złotych rocznie to może nie jest wielka kwota, ale rozumiem, że inicjatorzy akcji wiedzą, jak te środki zrównoważyć w budżecie – pokażą, gdzie należy oszczędzić – mówi Hawranek.
Samorządowiec wie też, jakie argumenty mają kupcy. – Twierdzą, że dzięki temu będą mogli obniżyć ceny produktów i tym samym zwiększy się liczba klientów. Nie wiem, czy to jest główny argument zakupowy Polaków… Nie wiemy jednak, czy na pewno sprzedający właśnie tak by się zachowali – zaznacza Andrzej Hawranek.
Problemem jest też sytuacja finansowa miasta. Radny przypomina, że obecny i przyszły budżet będzie napięty. – Mamy duży poziom niepewności dotyczący przyszłych wydatków gminy na realizację priorytetów rządowych. Nie chciałbym, aby się okazało, że ta kropla przepełni naczynie i woda się wyleje – twierdzi szef klubu radnych PO. – Zaznaczam, że nie jestem przeciwko, tylko życie mnie nauczyło, że nie ma nic za darmo – dodaje.
Ciekawy pomysł, ale…
Małgorzata Popławska, radna PiS i członek komisji budżetowej twierdzi, że pomysł jest ciekawy i wart rozważenia, ponieważ to forma wsparcia przedsiębiorczości. – Warunki konkurencji między takimi małymi firmami a korporacjami są niewspółmierne. Patrząc jednak na napięty budżet, wysokie wydatki bieżące, na razie jest to ryzykowne – uważa Popławska.
Radna praktycznie powtarza to samo, co mówi Andrzej Hawranek: – Dobrze się mówi o takich rzeczach, ale trzeba znaleźć pieniądze na załatanie tej dziury. Bez zastępczego źródła lub ucięcia wydatków gdzieś indziej, nie da się tego wprowadzić.
Popławska podkreśla również, że trzeba wspierać targi i place handlowe, ponieważ są ciekwawe i mogą być wizytówkami miasta. – W hipermarketach nic fascynującego nie ma, a jak jestem za granicą, staram się odwiedzać miejscowe targi – mówi.
Zbiorą podpisy i będą próbować przekonać radnych
Norbert Czarnek z Kongresu Nowej Prawicy uważa, że ta opłata powinna być zlikwidowana. – Chcemy pomóc naszym przedsiębiorcom. Dzięki temu zostanie im dziennie kilkanaście złotych więcej w kieszeni – twierdzi. Wraz z innymi organizacjami przez tydzień będą zbierać podpisy pod projektem uchwały w tej sprawie. Czy przekonają radnych? – Radni PiS i PO są z obozu socjalistycznego, dlatego nie jestem optymistą, ale niech przynajmniej zobaczą, że jest presja środowiska oraz krakowian - mówi Czarnek.