Zaledwie jeden celny strzał zobaczyli kibice w meczu Lecha Poznań z Wisłą Kraków. Na nieszczęście Białej Gwiazdy, było to uderzenie Łukasza Teodorczyka, które zapewniło poznaniakom cenne trzy punkty i pozwoliło na co najmniej kilkanaście godzin rozsiąść się w fotelu lidera.
Ekipa Kulawika jechała do Poznania z wybitymi zębami trzonowymi. Z powodu kontuzji w Krakowie zostali Kosowski, Pareiko, Sobolewski, Jovanović i Jaliens. W dodatku karę za czerwoną kartkę z meczu z Widzewem odbywa Osman Chavez. Mimo tak wielkich osłabień krakowianie zaprezentowali się nieźle i nie oddali aspirującemu do mistrzostwa Lechowi punktów za darmo. Zdecydowanie mocniejsi kadrowo gospodarze, poza golem, tylko raz poważnie zagrozili bramce Miśkiewicza. Po rzucie rożnym piłkę w trybuny, zamiast do pustej bramki, posłał Kamiński.
Ostatecznie to jednak błąd przemeblowanej defensywy kosztował Białą Gwiazdę już dziesiątą w sezonie porażkę. Najpierw na prosty zwód Lovrencsicsa dał się nabrać występujący z konieczności na lewej obronie Łukasz Burliga. A dośrodkowanie Węgra na gola zamienił Teodorczyk, który urwał się Głowackiemu i Bunozie. Burliga "zasłużył" zresztą na kilka osobnych zdań. W sobotnie popołudnie był najsłabszym aktorem widowiska przy Bułgarskiej. Lovrencsics kilka razy wsadził go na taką karuzelę, że po meczu "Bury" musiał prawdopodobnie poprosić klubowego lekarza o tabletkę Aviomarinu.
Na dodatek znarnował jedną z dwóch doskonałych okazji Wisły do pokonania Kotorowskiego, gdy źle przyjął piłkę stając oko w oko w poznańskim golkiperem. Drugą błyskotliwym dryblingiem stworzył sobie Daniel Sikorski. Gdyby po jego "podcince" z ostrego kąta piłka trafiła do siatki, wśród kibiców pewnie dałoby się usłyszeć nieśmiałe porównania do Tomasza Frankowskiego. Kotorowskiemu dopisało jednak szczęście, a "Sikor" przez resztę spotkania pałętał się między stoperami Lecha, nie stwarzając żadnego zagrożenia.
To także spory kamień do ogródka wszystkich odpowiedzialnych za ofensywę wiślaków. Mariusz Rumak, pod nieobecność Jasmina Burica, mógłby sam stanąć między słupkami, a gol dla krakowian prawdopodobnie i tak by nie padł. Zupełnie bezproduktywny - do czego wszystkich zdążył już przyzwyczaić - był Łukasz Garguła. Trochę zamieszania robili na skrzydłach Patryk Małecki i Emanuel Sarki. Ich dośrodkowania trafiały jednak w próżnię, więc poznański bramkarz mógłby śmiało uciąć sobie dłuższą drzemkę. Brak chociażby jednego celnego strzału jest najlepszą i najbardziej wymowną recenzją ataków krakowskiego klubu.
Wracając jeszcze do absencji, ósmą żółtą kartkę obejrzał Cezary Wilk i mecz z Koroną Kielce obejrzy z perspektywy trybun. To kolejna fatalna wiadomość dla trenera Kulawika. W Poznaniu, jak i w kilku poprzednich spotkaniach, Czarek był najjaśniejszą postacią zespołu. Jeden z najbardziej inteligentnych piłkarzy prawdopodobnie zdał sobie sprawę, że pod względem umiejętności piłkarskich pewnej, dość nisko zawieszonej poprzeczki już nie przeskoczy. I postanowił braki w wyszkoleniu nadrabiać walecznością. Ilekroć wychodzi na murawę, można być pewnym, że będzie ona się pod nim palić. Gdyby wszyscy jego koledzy zostawiali na placu gry tyle samo zdrowia, Wisła prawdopodobnie byłaby dziś w tabeli znacznie wyżej...
Lech Poznań – Wisła Kraków 1:0 (1:0)
Teodorczyk 45’
Lech: Kotorowski – Ceesay, Wołąkiewicz, Kamiński, Henriquez (80’ Kędziora) – Lovrencsics, Trałka, Hamalainen, Murawski, Tonev (78’ Możdżeń) – Teodorczyk (85’ Ubiparip)
Wisła: Miśkiewicz – Stolarski, Głowacki, Bunoza, Burliga – Wilk, Uryga (76’ Chrapek) – Sarki, Garguła (69’ Boguski), Małecki – Sikorski
Żółte kartki: Kędziora (Lech) – Wilk, Uryga, Burliga (Wisła)
Sędziował: Hubert Siejewicz (Białystok)