Bezradność po remisie, czyli trener Cracovii radzi się walnąć głową w ścianę
Jacek Zieliński był załamany po remisie Pasów w Lubinie i dwóch bramkach straconych w końcówce spotkania. Trener Zagłębia wierzy, że poniedziałkowy mecz był przełomowy dla jego drużyny, która „wyszła z ciemnej uliczki”.
Dramat w końcówce
Cracovia mogła zacząć walkę w grupie spadkowej z wysokiego C. Do przerwy podopieczni Jacka Zielińskiego prowadzili na wyjeździe 2:0, po bramkach zdobytych przez wychowanków Miedziowych – Mateusza Szczepaniaka i Krzysztofa Piątka. W końcówce krakowianie zawiedli na całej linii, tracąc bramki tuż przed ostatnim gwizdkiem sędziego.
– Zremisowaliśmy wygrany mecz. Trzeba się, k…, walnąć głową w ścianę i zastanowić. Coś takiego się nie może zdarzyć. To, co wydarzyło się w końcówce, to jest dramat… I tyle – westchnął załamany Jacek Zieliński.
Wyjście z ciemnej uliczki
Zagłębie, które w tym wygrało tylko dwa spotkania. Zespół, który długo pewnie plasował się w górnej ósemce, ostatecznie musi walczyć o utrzymanie. I choć w poniedziałek podopieczni Piotra Stokowca cudem wywalczyli punkt, to trener wierzy, że to początek lepszego czasu dla jego drużyny.
– Skomplikowaliśmy sobie sprawę, w prosty sposób tracąc dwie bramki. Wcześniej nasza gra wyglądała przyzwoicie, ale potem wkradła się nerwowość i niewiele nam wychodziło. Były emocje, których zawodnicy nie potrafili opanować – podkreślał opiekun Zagłębia.
Po przerwie na boisku pojawił się Filip Jagiełło, którego zadaniem było odciążenie dobrze pilnowanego Filipa Starzyńskiego. Stokowiec uważa, że przyniosło to efekty. – Cieszę się z remisu i liczę, że to chwila na zmianę Zagłębia jeżeli chodzi o wyniki. Być może to dla nas przełomowy moment, bo wyszliśmy z ciemnej uliczki – mówił trener gospodarzy.
Pytany o scenariusz spotkania odpowiedział, że takiego spotkania w swojej skromnej karierze jeszcze nie przeżył.