Biegli kończą pracę w sprawie piramidy finansowej

Kolejni świadkowie opowiadają o swoich doświadczeniach z Jarosławem K., który miał ich uczynić bogatymi. Za dwa tygodnie ma być gotowa opinia biegłych w tej sprawie.

Duchowni, emeryci, przedsiębiorcy – ponad 50 osób dało się wciągnąć w piramidę finansową Jarosława K. Jedni oddawali mu oszczędności życia, drudzy pieniądze przeznaczone na studia swoich dzieci, wypłacali też pieniądze z polis ubezpieczeniowych i brali kredyty, bo rata odsetek była większa niż ta do spłaty. Obiecywał złote góry i wiele osób mu uwierzyło.

Jego ofiary, czasem znajomi, innym razem zwerbowani przez zadowolonych klientów, oddawali mu nie tylko drobne sumy sięgające kilku lub kilkudziesięciu tysięcy złotych, ale też całkiem sporą gotówkę.

Piotr P. w sumie wziął ok. 500 tys. złotych pożyczki i powierzył te środki Jarosławowi K. Ten miał inwestować na „izraelskim foreksie” i co trzy miesiące wypłacać zarobione odsetki. Problem w tym, że w pewnym momencie, jak każda tego rodzaju konstrukcja, piramida zaczęła się rozpadać. Jarosław K. przepadł jak kamień w wodę. A wraz z nim pieniądze.

W toczącym się procesie zeznawała partnerka Piotra P. Diana W. powiedziała, że jej partner i oskarżony znali się bardzo dobrze. Byli nawet na jego ślubie z Dobrawą. Jak dodała Diana W., ślub Jarosława K. był mistyfikacją. Podobnie jak rozwód, do którego doszło, kiedy zaczęły się problemy z płynnością finansową oskarżonego.

Skarbówka nic nie wie

Co ciekawe, sąd sprawdził, czy Jarosław K. rozliczał się ze swoich dochodów. Okazało się, że żaden z urzędów skarbowych, w których mógłby składać roczne zeznanie podatkowe (w miejscu zameldowania, zamieszkania czy stałego pobytu), nie odnotował w swoich bazach danych dokumentów złożonych przez oskarżonego.

Jarosław K. nie był w stanie odpowiedzieć na pytanie, gdzie i kiedy ostatni raz składał PIT-a.

Obecnie dokumenty zgromadzone w trakcie postępowania są analizowane przez biegłych. Sąd ma nadzieję, że opinia w tej sprawie będzie gotowa do końca maja.

Jarosławowi K. grozi do 10 lat pozbawienia wolności. Prokuratura oskarża go o działalność parabankową, podrobienie dokumentu bankowego oraz oszustwo 53 osób. K. przyznaje się jedynie do działalności parabankowej i sfałszowania potwierdzenia wypłaty z konta.