Błędy w sztabie i mało pieniędzy. Rozliczenia po wyborach
Marek Lasota był na wakacjach, kiedy politycy jednoczącej się prawicy namaścili go na kandydata na prezydenta Krakowa. Dyrektor krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej postanowił stanąć w szranki z Jackiem Majchrowskim. Ostatecznie przegrał, ale różnica, według wstępnych wyników, nie jest miażdżąca. Teraz czas rozliczeń i analizy, czego zabrakło do zwycięstwa.
„Znakomity rywal, znakomity wynik”
Napięcie na twarzy kandydata na prezydenta na kilka minut przed ogłoszeniem sondażowych wyników dawało o sobie znać. Sam Lasota z mocą podkreślał, że idzie po zwycięstwo. Przegrał jednak z potężną machiną, którą sterował obecny prezydent. Marek Lasota nie był jednak rozczarowany.
– W starciu z tak znakomitym rywalem, wynik również jest znakomity – mówi i gratuluje Jackowi Majchrowskiemu, życząc zdrowia, ponieważ cztery następne lata będą od niego wymagały mnóstwa pracy. Kandydat zjednoczonej prawicy podkreślił również, że 65 tys. głosów oddanych na niego w pierwszej turze i obecna różnica ok. 10 punktów procentowych ogromnie go satysfakcjonują.
Tego zabrakło
W ocenie Lasoty nie ma co zwalać winy na sztab. – Moi przyjaciele, którzy tworzyli tę kampanię, zrobili wszystko, co mogli. Również ja włożyłem w to ogromny wysiłek. Mamy do czynienia z pewną prawidłowością – trudno jest mierzyć się z urzędującymi prezydentami – mówi Lasota.
Adam Kalita, który w drugiej turze pełnił formalnie funkcję szefa sztabu Lasoty, przyznaje, że sztab popełnił trochę błędów. – Kampania była dość krótka – decyzja o tym, że Marek Lasota będzie startował, zapadła za późno. Sztab popełnił też trochę błędów – uważa radny z klubu Prawa i Sprawiedliwości. Jak dodaje, na analizy tego, co poszło nie tak, przyjdzie jeszcze czas.
Lider Polski Razem, Jarosław Gowin widzi dwa główne powody przegranej. – Wynik byłby lepszy, gdyby sztab miał więcej pieniędzy. Trzeba podkreślić, że przy takiej dysproporcji środków, wynik jest wspaniały. Dodać należy, że we wszystkich miastach jest tak, że urzędujący prezydenci czy burmistrzowie mają przewagę. Dlatego postulujemy o to, by była kadencyjność – dwie kadencje po pięć lat – twierdzi.
Co dalej?
Marek Lasota jest radnym miejskim. Jak zapewnia, nie zamierza zapisywać się do partii – chce współrządzić miastem i pracować dla jego dobra. – Będę chciał przenosić moje pomysły z kampanii wyborczej na salę rady miasta. Od jutra podejmuję zawieszoną funkcję zawodową, czyli powrót do IPN-u – przypomina.