Bloger pobity w klubie przy Szewskiej. Za zbyt ciasne spodnie

Rana na głowie, wstrząs mózgu i rozbity telefon – tak skończyła się dla blogera Kamila wizyta w jednym z klubów przy ul. Szewskiej. Tym samym, o którym w grudniu było głośno po incydencie z sikhem, który miał zostać pobity z powodu koloru skóry i któremu zrzucono z głowy turban.

Poszkodowany pisze na blogu, że początkowo grudniowe doniesienia prasowe nie zrobiły na nim wrażenia: – Nie jest tak łatwo dostać od profesjonalnego ochroniarza w twarz, a osoby, które skarżą się, że zostały skądś wyrzucone bez powodu zazwyczaj kłamią, bądź nie chcą się do czegoś przyznać, więc i w tym przypadku byłem wstrzemięźliwy z wyrabianiem sobie jednoznacznej opinii.

Sprawa pójdzie do sądu

W tamtą historię uwierzył dopiero teraz, gdy sam, jak twierdzi, został poturbowany. Wieczór ze znajomymi przerwało mu – tu cytat – „bolesne przebudzenie definiowane jako cios w tył głowy od – jak się później okazało – ochroniarza, któremu nie spodobało się, że w przeciwieństwie do niego noszę spodnie w prawidłowym rozmiarze, więc najprawdopodobniej jestem „pedałem”, a on „tego ścierwa nienawidzi”.

– Zaczęło się na górze przy szatni. Później zostałem zwleczony na dół. Reszta już przy bramce i przed wejściem – relacjonuje bloger. Mężczyzna twierdzi, że zgłosił sprawę na policję i zapowiada, że będzie ona miała swój finał w sądzie. Obdukcja wykazała m.in. wstrząśnienie mózgu. Zniszczony został też telefon, którym próbował nagrywać zdarzenie.

Policja na razie nie podaje żadnych szczegółów dotyczących tego zdarzenia i nie odnosi się do wersji wydarzeń przedstawionej przez blogera.