Blokowali wjazd na Wawel. Sprawa zakończy się w sądzie

Pięć osób, które w grudniu protestowały pod Wawelem i zatrzymały samochody wiozące premier Beatę Szydło oraz posła Jarosława Kaczyńskiego, zostali wezwani w czwartek na przesłuchanie. – Usłyszeliśmy zarzut blokowania drogi publicznej. Nie przyznaliśmy się. Czekamy na skierowanie do sądu – mówi Michał Grzymowski, działacz Komitetu Obrony Demokracji.

Zdaniem protestujących na Wawelu w grudniu prawo nie zostało złamane, ponieważ była to legalna spontaniczna manifestacja. Jednak pięć osób będzie się tłumaczyć przed policją. – Te wezwania mają nas represjonować, pokazać, że nie możemy protestować. Ale to my mamy rację. Jarosław Kaczyński z pochówku brata zrobił sobie wehikuł dojścia do władzy i jej utrzymania. Te odwiedziny skutkują upolitycznieniem Wawelu, który powinien być wolny od bieżącej polityki – stwierdza Grzymowski.

KOD i jego sympatycy nie zaprzestaną protestów. – To także zastraszanie osób, które chciałby się do nas przyłączyć. Pomagają nam prawnicy, więc w razie jakichkolwiek szykan ze strony władz będziemy się wspólnie bronić. Nie jesteśmy bezbronni – uważa działacz.

Nie było wezwania?

Prof. Jan Hartman dodaje, że fałszywą i kłamliwą informacją jest ta powielana w mediach, iż celem protestujących było uniemożliwienie odwiedzenia Jarosławowi Kaczyńskiemu grobów Lecha i Marii Kaczyńskich. – Nie zamierzamy przeciwko temu protestować. Chodzi nam o zawłaszczanie Wawelu i spotykanie się tam dygnitarzy partyjnych – twierdzi Hartman.

– Zablokowaliśmy na kilka sekund samochód marszałka Terleckiego, aby wykrzyczeć swoje hasła i go puściliśmy. Podobnie było w czasie wjazdu premier Szydło i prezesa Kaczyńskiego. Policja jednak nie wezwała tych osób do rozejścia się i doszło do przepychania. Osoby te więc usiadły i cała interwencja przedłużyła się do kilku minut – mówi Jan Hartman.