Bombardier, Cracovia i studia. To Kamil Stoch lubi w Krakowie
Kamil Stoch porzucił narty
Kariera skoczka narciarskiego to około 300 dni w roku życia na walizkach. Do pięciu miesięcy zimowych startów dochodzą jeszcze wyjazdy na zgrupowanie i letnie zmagania. Kamil Stoch jeszcze przed startem sezonu 2025/2026, który właśnie przeszedł do historii, zapowiedział, że będzie to jego ostatnia taka zima.
Teraz przede wszystkim może odpocząć – nie tylko fizycznie, bo znany z dążenia do perfekcjonizmu skoczek przez blisko dwie dekady był mocno obciążony także psychicznie.
Magister po krakowskiej AWF
Kamil Stoch dość często zaglądał do Krakowa, a to m.in. dlatego, że Polski Związek Narciarski jest jedną z niewielu organizacji sportowych, które mają siedzibę poza Warszawą. Zimowe dyscypliny związane są z południem kraju, dlatego Polski Związek Biathlonu swoje biuro ma w Katowicach, a PZN od ponad 100 lat działa w Krakowie. Jego siedziba mieści się przy ul. Mieszczańskiej na Dębnikach.
Jak wielu sportowców z regionu, po ukończeniu na Podhalu szkoły średniej i zdaniu matury, w 2006 roku Kamil Stoch rozpoczął studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie (dziś Akademia Kultury Fizycznej). Pod koniec 2005 roku Super Express pisał, że zawodnik urodzony w 1987 roku przymierza się do AWF-u w Katowicach, to jednak wybrał uczelnię ze stolicy Małopolski.
Łącznie profesjonalnego uprawiania sportu i nauki nie jest łatwe. Stoch przekonał się o tym już w okresie egzaminów dojrzałości. Zdawał język polski, angielski i biologię. Ten ostatni przedmiot sprawił mu sporo problemów, ale zdał maturę dzięki amnestii wprowadzonej przez Romana Giertycha, wówczas Ministra Edukacji Narodowej.
W 2012 roku skoczek uzyskał tytuł magistra. Obronił pracę pt. „Obciążenia treningowe stosowane w szkoleniu skoczków narciarskich prezentujących wysoki poziom sportowy na wybranym przykładzie”. Jej promotorem był prof. Szymon Krasicki – ten sam trener biegów narciarskich i nauczyciel akademicki, który czuwał nad pracą doktorską Justyny Kowalczyk.
Liverpool i Cracovia
Kamil Stoch zaczął uprawiać skoki narciarskie przed wybuchem „małyszomanii”. 21 marca minęło 27 lat od jego lotu na 128. metr Wielkiej Krokwi w Zakopanem. Skoczył tyle jako przedskoczek podczas konkursu Pucharu Świata w kombinacji norweskiej. Miał wtedy 12 lat, 138 cm wzrostu i 28 kg wagi.
Odskocznią od zimowej dyscypliny była dla trzykrotnego mistrza olimpijskiego piłka nożna. Chętnie śledził rywalizację w angielskiej Premier League, a jego serce skradł FC Liverpool. Kiedy? W maju 2005 roku, gdy przegrywając do przerwy 0:3 z Milanem w finale Ligi Mistrzów, potrafił odwrócić losy spotkania i wygrać w rzutach karnych. Bohaterem wieczoru na stadionie w Stambule był polski bramkarz Jerzy Dudek.
Na Wyspach Brytyjskich wiedzieli o pasji skoczka i w oficjalnych kanałach gratulowali mu po największych sukcesach. W 2018 roku dziennikarze norweskiej telewizji NRK Sport podarowali mu koszulkę zespołu z miasta Beatlesów. Znalazł się na niej autograf legendarnego kapitana drużyny Jamiego Carraghera i dopisek „Kamil Stoch – You will never walk alone” (Kamil, nigdy nie będziesz szedł sam) – nawiązujący do fragmentu hymnu Liverpoolu.
Kamilowi Stochowi bliska jest także Cracovia. Rzadko mógł pojawiać się na jej meczach, ale kilka razy się udało. Przeważnie robił to po cichu, nie wywołując wielkiego szumu.
W sierpniu 2024 roku, w czasie meczu z Górnikiem Zabrze, ówczesny prezes Mateusz Dróżdż wręczył skoczkowi koszulkę Pasów i zachęcał do kolejnych odwiedzin.
Stoch wpadał na Kałuży 1 także wcześniej. Np. w pandemii z maseczką na ustach obserwował rywalizację Cracovii z Lechem Poznań.
Kamil Stoch w tramwaju
W 2019 roku okazało się, że skoczek z Zębu uwielbia też podróże tramwajami. Może dlatego, że on latał na dwóch nartach, a pojazdy mkną po dwóch szynach. To tylko nasze gdybanie, ale faktem jest, że Stoch miał słabość do krakowskiej komunikacji.
Jego żona Ewa Bilan-Stoch opisała na Instagramie pewną wizytę pod Wawelem. Post opatrzyła zdjęciem uśmiechniętego od ucha do ucha skoczka, pozującego przy tablicy z rozkładami jazdy.
Razem byli w Krakowie, na drogach korki. Nagle Stoch stwierdził, że warto przesiąść się na tramwaj. – Ostatnio jeździliśmy na studiach, a może trafi się Bombardier – mówił z entuzjazmem sportowiec.
„Przystanki, zakręty, dźwięki, światła – a ja patrzę na szczęście w pełni. Wysiadamy u celu i słyszę: – Ależ to była super przygoda! Czasem do szczęścia wystarczy tak niewiele, że nawet bym na to nie wpadła. Pozdrawiam wszystkich, którzy korzystają z miejskiej komunikacji” – napisała Ewa Bilan-Stoch.