Budżet obywatelski: klapy nie ma

611 wniosków wpłynęło do urzędu miasta w tegorocznej edycji Budżetu Obywatelskiego. Z tego 215 ogólnomiejskich. – Widać, że nie ma marazmu – komentuje wiceprezydent Andrzej Kulig. Teraz pomysły będą oceniane pod względem formalno-prawnym.

W pierwszej edycji BO krakowianie wymyślili 656 projektów, w 2015 roku mniej, bo 622. W tym roku jest ich 611, a warto podkreślić, że wnioski można było składać tylko i wyłącznie przez Internet. Jak mówi Mateusz Płoskonka z wydziału spraw społecznych, mamy spadek w liczbie projektów dzielnicowych.  – Najwięcej było w Dębnikach – 35, najmniej w Grzegórzkach – osiem – informuje urzędnik.

– Podsumowując, nie sprawdziły się opinie o tym, że wyeliminowanie papieru spowoduje zmniejszenie zainteresowania. Cieszy też, że krakowscy seniorzy złożyli dużo projektów – dodaje Płoskonka.

Co z podobnymi projektami?

Wśród zadań pojawiły się łudząco podobne do tych, które czekają na realizację: m.in. tablice informujące o smogu czy plac zabaw w parku Jordana oraz kąpielisko na Zakrzówku. Wiceprezydent Kulig tłumaczy, że jeśli chodzi o rekreacje nad zalewem, to z biegiem czasu pojawiły się nowe okoliczności.

Tablice smogowe miały na  swojej drodze jedną przeszkodę: brak zgody konserwatora zabytków. Ostatecznie konserwator zabytków dogadał się z Krakowskim Alarmem Smogowym i tablice staną w centrum, ale mniejsze. Plac zabaw w parku Jordana zaś będzie realizowany, ale prawdopodobnie po ŚDM.

Zagrożeni dzielnicowi?

Ponad 2 mln złotych zostało oddane dzielnicom do dyspozycji. I to właśnie radni dzielnicowi zdecydowali, ile pieniędzy zostanie wydanych na BO. W niektórych jednostkach pomocniczych było to kilkadziesiąt tysięcy złotych. – Poszedł zły sygnał. Kwoty były zbyt niskie i mieszkańcy zdawali sobie sprawę z tego, że ich pomysły nie zostaną zrealizowane – twierdzi wiceprezydent. – To nie jest dobry kierunek – dodaje.

Zapytać można, dlaczego radni tak zdecydowali, zwłaszcza, że w tym roku nie mieli tyle pracy, co w poprzednich edycjach. – Myślę, że to źle rozumiana walka o wpływy. Niektórzy radni dzielnicowi czują, że zadania wymyślone przez mieszkańców to konkurencja dla nich – uważa Andrzej Kulig.