Burger z dzika, „Dorożała musi odejść”, wilk to bandyta. Byliśmy na targach łowieckich w Krakowie
Długie nogi, krótki ogon z czarną końcówką i pędzelki na trójkątnych uszach. Na przybywających do Expo Kraków myśliwych spogląda ryś. Patrzy z baneru, który został rozwieszony na jednej ze ścian centrum targowo-kongresowego przy ulicy Galicyjskiej. To właśnie w tym obiekcie między 25 a 27 kwietnia odbywały się Hunt Expo. Wzięliśmy w nich udział by sprawdzić, kogo i dlaczego przyciągają największe w Polsce targi poświęcone łowiectwu, leśnictwu i strzelectwu sportowemu. Samych myśliwych zapytaliśmy wprost: czy zabijają zwierzęta dla przyjemności?
Zaczyna się debata. Temat: „Drapieżniki w XXI wieku – bezwarunkowa ochrona czy racjonalne zarządzanie?”. – W mediach pewnie część z was śledzi takie doniesienia, że Unia Europejska zdradziła wilka i że będzie źle, że będzie eksterminacja, że będzie można wszędzie tego wilka strzelać i zabijać, co jest oczywiście kompletną nieprawdą – podkreśla prof. Okarma. Przyznaje jednocześnie, że UE obniżyła status ochronny wilka: z „odpowiednich załączników ochrony ścisłej do tylko ochrony”. – Oznacza to, że poszczególne państwa członkowskie będą mogły populacją wilka w sposób bardziej elastyczny zarządzać. Nie wierzmy takim doniesieniom, że otworzyło to drogę do eksterminacji i strzelania bez żadnych ograniczeń. Dyrektywa siedliskowa ma dodatkowe zabezpieczenia, które mówią, że najważniejszy jest dobrostan danego gatunku. Czyli: nawet jeśli będzie się ograniczać liczebność populacji, to musi się zabezpieczyć, by populacja była w dalszym ciągu we właściwym stanie ochrony.
Głos zabiera Jan Janczy: „Dziś hodowca praktycznie nie ma nic do powiedzenia. Na początek przytoczę słowa starego myśliwego i starego partyzanta, który mówił: wilk jest potrzebny, ale wilk żeby nie był bandytą. Wilk jest bandytą, wpada w stado owiec i zabija do każdej jednej sztuki. Zauważa się, że watah przybywa”.
***
Greenpeace Polska: Żaden z problemów, związanych z wilkami w Polsce oraz w Europie, nie powinien być rozwiązywany za pomocą strzelby. Wszystkie mogą być rozwiązane za pomocą odpowiedniego, mądrego podejścia do ochrony tego drapieżnika i całej dzikiej przyrody – największego skarbu, jaki mamy.
***
Wracamy do stoisk z jedzeniem, na których można znaleźć wyroby z konia, jelenia, jak również mangalicy („węgierska świnia pastwiskowa. Rasa ta wyhodowana została na Węgrzech w XIX w. (...) Mięso mangalicy jest delikatne, bardzo szlachetne i niezbyt ciężkie”). Jednego z wystawców pytamy, czym jego mięso różni się od sklepowego? – Macie standardowe pytania? Bo te same miałem w Poznaniu – uśmiecha się. – Nasze mięso jest lepsze, zdrowsze, bo to zwierzynka z odstrzału, a nie hodowlana. Mamy wyroby z jelenia, sarny, dzika – wylicza.
Na co dzień sam je takie mięso. Absolutnie nie kupuje tego z marketu. – Będąc szczerym: jeśli ktoś ma problemy żołądkowe, to też może mieć problem z taką kiełbasą, którą my oferujemy. To nie jest tak, że nic nikomu nie dolega. Tyle że ludzie kiedyś polowali, jedli dziczyznę i żyli po sto lat – podkreśla nasz rozmówca, który do Krakowa przyjechał z oddalonego o niecałe 400 km od stolicy Małopolski Pleszewa. Dopytujemy, czy nie żal mu zwierząt, z których produkty oferuje? – Kura też ma oczy, nie żal nam tej kury i tych oczu? Ona też widzi i też ma oczy. A w każdym domu w niedzielę jest rosół. To moja pierwsza myśl. To zwierzę i to zwierzę, to żyje i to żyje – kwituje.
***
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała dla Wirtualnej Polski: Stworzyliśmy zespół ds. reformy łowiectwa. Zaprosiliśmy przedstawicieli PZŁ i organizacji samorządowych po to, by szukać porozumienia i wypracować zmiany. Bo tezy, że jest dobrze tak, jak jest, nie da się obronić. Nie jest. Jednak zamiast oczekiwanego dialogu, w którym muszą uczestniczyć przedstawiciele różnych stron, jest narracja, że ja chcę zniszczyć łowiectwo. Większej bzdury nie słyszałem, bo przecież w rzeczywistości to ja stworzyłem platformę dialogu.
***
Wśród wystawców jest również związek zawodowy „Wspólna Sprawa”. Na swojej stronie internetowej jego przedstawiciele piszą o sobie tak: „Związek Zawodowy „Wspólna Sprawa” nie jest alternatywą ani konkurencją dla PZŁ, w którym już dzisiaj działają różne związki zawodowe. Ma natomiast ustawową gwarancję niezależności i może udzielać ochrony swoim członkom”. Wydaje się, że zrzeszeni w związku nie przepadają za wiceministrem klimatu i środowiska Mikołajem Dorożałą. Na jednej ze ścianek stoiska mają zdjęcie mężczyzny w koszulce moro i pomarańczowej kamizelce, który trzyma w ręku transparent – „Dorożała musi odejść”.
Andrzej ma 14-letniego syna, który w tym wieku nie może iść na polowanie. – Będzie mógł to zrobić, gdy skończy 18 lat, takie są przepisy. Oczywiście jeśli powie: „tato, nie chcę”, to nie będę go zmuszał – zapewnia nas myśliwy. A jego żona dopowiada: – Ja bym się cieszyła, gdyby mój syn mógł iść z nim na polowanie. By mógł zobaczyć, że to również obcowanie z przyrodą. Że to nie jest tak, że ktoś idzie z bronią do lasu i strzela wszystko.
Polowanie na świstaki
Spacerując po Expo, mijamy stoisko Lasów Państwowych, a także wystawców, którzy oferują maskotki, kubki z podobiznami zwierząt, Fetorex („kompozycja naturalnych substancji zapachowych”), który „ogranicza migrację dzików”, a także wabik na lisy („pisk myszy”). Mijamy też stoisko mężczyzny, który proponuje polowanie na świstaki w Austrii (790 euro). „Zapewniamy zabezpieczenie trofeum oraz przechowanie w chłodni, następnie preparację w kraju”.
***
W Imię Zwierząt: Nie zgadzamy się na promocję zabijania zwierząt jako rozrywki. W dniach 25–27 kwietnia w Krakowie po raz kolejny odbędą się targi Hunt Expo – wydarzenie gloryfikujące myślistwo, broń i zabijanie dzikich zwierząt. Nie ma naszej zgody na normalizację przemocy wobec istot czujących!
***
Córka na ambonie
Vanessa (33 lata) została dianą 3 lata temu, gdy zachorował jej ojciec, a córka miała złe wyniki krwi. – Chcieliśmy jej zapewnić dobre mięso. W efekcie wyniki córki (7 lat) poprawiły się – zapewnia kobieta. Poluje głównie na dziki. – Na własne potrzeby, nie dla przyjemności. Bo to nie jest przyjemność. Zanim oddam strzał, jest to mega przemyślany krok. Czasami widzimy, że idzie ranna zwierzyna. To w nas zostaje. Staramy się jej szukać. Nie jest tak, że zostawiamy ją i idziemy spać – twierdzi nasza rozmówczyni. – Córka czasami dopytuje: tato, idziesz popolować? Mój mąż też poluje. Córka była raz z nami na ambonie, oczywiście nie mieliśmy broni. Jest ciekawa. Wie, że taki jest łańcuch pokarmowy.
***
Prof. Dorota Probucka z krakowskiego Uniwersytetu Pedagogicznego dla Gazety Wyborczej: Czy myśliwy zabija z głodu? Nie. Bardzo często to są zamożni ludzie. Dlaczego zabijają? Dlatego, że kierują się atawistyczną, najdzikszą satysfakcją czerpania przyjemności z pogoni, cierpienia i zabijania. Polowanie nie jest godne człowieka. Polować mogą nie ludzie, tylko bestie ludzkie. Polowania w obecnym kształcie nie mają racji bytu ani w Polsce, ani w żadnym innym cywilizowanym kraju. Polowanie jest przyjemnością do zabijania.
***
Idziemy na stoisko z trofeami. Ze ścianki patrzy na nas dzik (sama głowa) oraz szop (w całości). Starszy mężczyzna zaczyna opowiadać nam o swojej profesji. – To jest cały proces. Trzeba zdjąć skórę, wygarbować, przygotować model, zamontować oczy, podszpachlować, wyciąć poroże, wymodelować na prawdziwy, żeby tak do pana mrugał, nie? To jest praca preparatorska – twierdzi sprzedawca. I dodaje: – Zajmuję się tym dwadzieścia parę lat. Gdy pracowałem jako kierownik OHZ-u, to myśliwi chcieli trofea. No to nauczyłem się je robić.