Ceny biletów komunikacji miejskiej w górę? Prezydent Miszalski ujawnia plany [WYWIAD]

Czy krakowian czekają podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej? Co z budową metra, która miała rozpocząć się w 2028 roku i czy Kraków stoi nad finansową przepaścią – m.in. na te pytania odpowiada w rozmowie z LoveKraków.pl prezydent Krakowa Aleksander Miszalski.

Patryk Salamon, LoveKraków.pl: Budowa metra rozpocznie się w 2028 roku?

Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa: Program tworzyliśmy na podstawie dostępnej wiedzy, podejmując racjonalne decyzje i biorąc na siebie ryzyko. Czas i praktyka weryfikują wiele spraw, a proces metra trwa dalej.

Ciężko mi uwierzyć, że uda się dotrzymać tego terminu.

Biorę pod uwagę, że z wszystkich punktów programowych mogą wyniknąć problemy – niektóre większe, inne mniejsze. Najbardziej medialny jest temat metra, bo to ogromne przedsięwzięcie. Zamierzamy jednak zrealizować jak najwięcej punktów, co już się dzieje – na przykład niedawno ogłosiliśmy program boisk szkolnych, do którego szkoły już się zgłaszają.

A co z tym metrem?

Co do metra, mamy opóźnienia względem pierwotnego harmonogramu, szczególnie, jeśli chodzi o decyzję środowiskową, która miała być między lutym a czerwcem. Niestety, odziedziczyłem tę decyzję po prezydencie Majchrowskim i okazało się, że po konsultacjach z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska trzeba ją poprawić. To było moje ryzyko związane z podaniem konkretnej daty, nie znając dokładnie stanu dokumentów. Harmonogram wydawał się wtedy realny, ale sytuacja się zmieniła.

Obiecał Pan bon w wysokości 600 zł na kulturę oraz 600 zł dla osób do 19 roku życia. Czy zamierza Pan to zrealizować?

Na ten moment mogę powiedzieć, że z wszystkich obietnic wyborczych zamierzam się wywiązać. Pilotażowo zostaną wprowadzone w przyszłym roku, a w pełnej skali – najpóźniej do końca kadencji.

Ale nie ze wszystkiego uda się Panu dotrzymać terminu. Obiecywał Pan m.in. uruchomienie systemu rowerów miejskich na wiosnę tego roku, a to się nie wydarzyło.

Szkoda, że tego nie udało się zrealizować. Długo przekonywałem Zarząd Transportu do zajęcia się systemem rowerowym. Ostatecznie uznaliśmy, że obecny system LajkBike jest bardziej praktyczny i tańszy niż tradycyjny. Dajemy sobie czas na dalszą analizę, ale nie naciskam na zmianę, bo wszyscy uważają, że to, co jest teraz, działa lepiej. Generalnie co kwartał publikujemy raport pokazujący, na jakim etapie jest cały proces realizacji mojego programu wyborczego.

Publikujecie te raporty m.in. dlatego, że Jan Hoffman złożył skargę do Sądu Administracyjnego w sprawie realizacji programu?

Od początku planowałem pełną transparentność, dlatego publikujemy te raporty. Odpowiedź na pismo przewodniczącego Hoffmana była słaba – nie widziałem jej przed publikacją, ale nie powinna ograniczać się do formalnej odpowiedzi. Dla mnie oczywiste jest, że chcę pełnej transparentności. Program jest aktualizowany co kwartał na stronie, a wszystkie zgłoszenia z ławki dialogu co pół roku. Mam specjalny plik, w którym zapisuję obietnice, i na tej podstawie rozliczam dyrektorów wydziałów oraz zastępców. Jeśli coś obiecuję, musi to zostać zrealizowane – nie akceptuję innych wyjaśnień.

Wróćmy jeszcze do tego 600-złotowego bonu na kulturę i sport.

Będzie. Ale sytuacja finansowa miasta jest, jaka jest.

Kiedy?

Myślę, że w jakiejś formie wprowadzimy go w przyszłym roku, ale pewnie nie w pełnej kwocie i nie obydwa naraz. Stopniowo. Realizuję teraz kosztowną obietnicę podwyżek w urzędzie.

Ale nie ma podwyżek np. w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej. Pracownicy prosili mnie o interwencję.

Zaczęliśmy od podwyżek w urzędach miasta i instytucjach kultury, teraz są podwyżki w edukacji i oświacie. Kolejne jednostki miejskie są na liście – mam analizy i propozycje, a wkrótce spotkam się ze związkami zawodowymi. Zostają jeszcze żłobki. Te podwyżki to spory koszt: w tym roku około 100 mln zł, w przyszłym już ponad 200 mln. To twarda deklaracja, bo uważam, że w urzędzie zarabia się za mało, pracownicy odchodzą i brakuje rąk do pracy. Gdy podwyżki się uda zrealizować, przystąpimy do kolejnych kosztownych obietnic.

Będą podwyżki dla mieszkańców za śmieci, bilety na komunikację miejską i wodę?

Podwyżki za śmieci już weszły po środowej sesji – z 27 na 35 złotych. To wciąż jedna z najtańszych stawek w okolicznych gminach Krakowa.

Co z biletami?

Na razie nie mamy gotowej uchwały. Analizujemy wypełnienie linii i staramy się oszczędzać, dlatego lekko ograniczyliśmy kursy wakacyjne. Przygotowujemy się do wprowadzenia dynamicznej taryfy. Część podwyżek w strefie płatnego parkowania już obowiązuje. Mówiłem, że podwyżki biletów też mogą się pojawić, ale wytrzymaliśmy rok bez nich, poza podwyżką o 10 zł, którą już przegłosowano. Jeśli analizy pokażą, że finanse się nie domykają, nie wykluczam zmian, ale na razie uchwały nie ma.

Można zakładać, że podwyżki będą od nowego roku?

Nie mamy policzonych ani uzgodnionych z radnymi, więc bez sensu o tym mówić. Mogą być większe lub mniejsze podwyżki. Najwcześniej jednak będzie to od 1 stycznia. W tym roku nie zdążymy. Rada miasta wraca do pracy we wrześniu i trzeba konsultować to z klubami, a później przegłosować.

To już będzie z integracją z biletami na kolej metropolitalną?

Chcemy to zrobić jednocześnie – prowadzimy rozmowy o kolei, działa wspólny zespół. Omawiamy strefę płatnego parkowania, dynamiczną taryfę i integrację. Zobaczymy, czy uda się wszystko wprowadzić na raz, więc nie ma co się spieszyć. Zespół zaczął pracę po wyborach prezydenckich.

A roczny bilet za 365 zł dla studentów?

Na razie wprowadzamy bilet semestralny dla studentów. Docelowo bilet 365 też będzie dostępny, ale to większy wydatek dla budżetu miasta, więc musimy się z tym jeszcze wstrzymać.

Kiedy płatne niedziele w strefie parkowania? To temat, który wydaje się prosty, a jest zawsze trudny.

Nie było tego w moim programie – to decyzja radnych miasta. Część z nich, głównie z okręgów centralnych, popiera to ze względu na problem parkowania w niedziele, inni są przeciwni, bo mieszkańcy chcą mieć darmowy dojazd do centrum. Rada musi wypracować kompromis. Cieszę się natomiast, że udało się osiągnąć porozumienie w sprawie strefy czystego transportu, co może pomóc zmniejszyć korki i poprawić jakość powietrza. To krok do przodu.

Pojawiają się zarzuty, że ta strefa jest bardzo liberalna.

Jeśli ta polityka jest tak liberalna, to dlaczego protestują wszystkie gminy, a wojewoda ma z nią problem?

Bo jest liberalna dla mieszkańców Krakowa, dla innych już niekoniecznie.

Taka miała być — liberalna dla mieszkańców Krakowa. Znam ludzi, którzy mówią: „Jest liberalna, ale za 5 lat nie kupię starego diesla”. Mówię im: „Dokładnie, chodzi o to, że można dojeżdżać obecnym autem, ale nie kupować już starych”.

Chcemy czystsze powietrze. W poniedziałek rozmawiałem z taksówkarzem, który powiedział: „Jestem za Platformą, ale musicie z tej strefy czystego transportu wyjść”. Doszliśmy do wniosku, że to kompromis – nikomu do końca nie pasuje. Ci, którym zależy na czystym powietrzu, chcieliby bardziej restrykcyjnych rozwiązań, a ci, którzy jeżdżą starymi autami i nie chcą wydawać pieniędzy, uważają, że nie muszą się spieszyć. Muszą się przygotować na to, że gdy ich auto padnie, kolejne będzie droższe. To właśnie kompromis, który nikogo nie zadowala w pełni.

Zmiana organizacji pracy w urzędzie chyba zaczęła niektórym doskwierać. Część urzędników narzeka do mnie, że Excel poszedł mocno „w ruch”.

Korzystamy codziennie nie tylko z Excela, ale też z systemu zadaniowego. Cieszę się, że ten proces trwa – większość dokumentów mam już elektronicznie i mogę w kilka sekund przekazać zadanie urzędnikowi, nawet z domu. Często wieczorem widzę na Facebooku zgłoszenia o nieposprzątanym koszu, uszkodzonej fontannie czy nieściętych drzewach i od razu informuję odpowiednich pracowników. System działa, a polecenia z gabinetu prezydenta są realizowane. Docelowo takie sprawy powinny wychwytywać jednostki samodzielnie, nawet na podstawie zgłoszeń mieszkańców, a ja nie powinienem się w to angażować. Chcę jednak, by wszyscy wiedzieli, że czytam te sygnały i traktuję je poważnie.

Na sam koniec, odnośnie do zadłużenia Krakowa…

… dyrektorzy departamentów aktywnie szukają oszczędności w urzędzie i często je znajdują – czasem nawet milion złotych, który wcześniej umknął. Urząd to ogromna struktura – 7 tysięcy pracowników i budżet 10 miliardów złotych. Często działania idą z przyzwyczajenia, a dyrektorzy z zewnątrz dokładnie analizują szczegóły i proponują zmiany. Swoją pensję już dawno zarobili, pracując zaledwie trzy miesiące. Realne efekty będą widoczne przy nowym budżecie, który ma być zadaniowy i precyzyjnie dopasowany do potrzeb. Znajdziemy wiele oszczędności – choć ogólne wydatki mogą wzrosnąć, np. przez podwyżki pensji, to w konkretnych miejscach uda się zaoszczędzić milion tu, milion tam, czy 500 tysięcy.

Stoimy na krawędzi finansowej przepaści, biorąc pod uwagę gigantyczny dług?

Nie, nad przepaścią nie stoimy. Mamy około 82 procent dopuszczalnego długu i najważniejsze jest zatrzymanie tempa jego wzrostu – co się już udało. Deficyt spadł z 1,6 mld do 850 mln zł, a deficyt operacyjny zmniejszył się z 740 do 260 mln. W tym roku walczymy o brak niedoboru operacyjnego. Dług rośnie, bo inwestujemy, ale jego wzrost jest wolniejszy. Sytuacja wyjściowa jest trudna, bo jesteśmy najbardziej zadłużonym miastem w kraju na mieszkańca, co boli, bo płacimy aż 400 mln zł rocznie odsetek. To ogromny koszt, który ogranicza inwestycje. Gdyby stopy procentowe były niższe lub pożyczki nieoprocentowane, można by inwestować bez takiego obciążenia.

Za te 400 mln złotych rocznie można tylko w jeden rok wybudować linię tramwajową.

To trudna sytuacja, dlatego musimy ograniczać dług i liczyć na obniżki stóp procentowych, np. dzięki działaniom prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego. Stale staramy się zamieniać drogie zobowiązania na tańsze pożyczki z KPO. Liczymy, że koszty obsługi długu będą spadać lub rosnąć wolniej, a my zatrzymamy ten proces, znajdując jednocześnie nowe oszczędności w urzędzie.

Kiedy będzie można powiedzieć, że sytuacja finansowa Krakowa – szczególnie w kontekście długu – jest już względnie stabilna? Nie dopytuję o pełną spłatę, bo zdaję sobie sprawę, że to może być nierealne, tylko o zejście bezpiecznego poziomu zadłużenia?

Powtórzę, kluczowe dla sytuacji finansowej miasta jest obniżenie stóp procentowych przez prezesa Glapińskiego i Radę Polityki Pieniężnej. Dziś największym problemem nie jest sam dług – bo inwestujemy i rozwijamy się – tylko jego koszt. Gdyby stopy spadły, dług byłby znacznie mniej odczuwalny.

Równocześnie robimy swoje – intensywnie pozyskujemy środki zewnętrzne. Co tydzień czy dwa pojawiają się nowe miliony – na tabor MPK, na infrastrukturę, czy ostatnio z programu FEnIKS m.in. na muzeum Światowid. Stworzyliśmy też specjalny zespół w Wydziale Strategii, który centralnie monitoruje i wspiera jednostki w składaniu wniosków, żeby żadne pieniądze nie przepadły.

Druga część planu to rozwój gospodarczy. Wspieramy inwestorów, mamy pełnomocnika ds. współpracy z biznesem, który usprawnia ścieżkę inwestycyjną. Liczymy, że dzięki nowym projektom – m.in. w Nowej Hucie Przyszłości – zwiększy się wpływ z PIT i CIT.

Trzeci filar to bieżąca analiza wydatków. Nie chodzi o zamykanie szkół czy radykalne cięcia, ale o racjonalizację tam, gdzie to możliwe. Na przykład w komunikacji – jeśli jakaś linia jeździ często, ale jest pusta, to trzeba to przeanalizować. Takie sygnały dostaję od mieszkańców.

Walczymy na kilku frontach: ograniczamy koszty bieżące, pozyskujemy fundusze zewnętrzne, rozwijamy bazę podatkową i walczymy o większe środki z budżetu centralnego. To jest nasz plan wyjścia z trudnej sytuacji finansowej.

A oszczędności to cięcia w liniach tramwajowych i autobusowych?

Teraz cięcia są większe niż rok temu. Po wakacjach sytuacja się poprawi, ale poleciłem szukać oszczędności we wszystkich obszarach miasta. Niektórzy mówią o oszczędzaniu, ale nie precyzują, gdzie – wymieniają jednego pracownika za 4000 zł, co daje oszczędność 50 tysięcy, a my potrzebujemy miliarda. Potrzebne są duże cięcia, ponad 10 procent budżetu miasta.

Z czego wynikają tegoroczne cięcia w komunikacji miejskiej, szczególnie w okresie wakacyjnym?

Zacznijmy od tego, że wakacyjne cięcia w komunikacji to nic nowego – dzieją się co roku. Osobiście nie podejmuję decyzji, które linie mają kursować rzadziej, ale rzeczywiście w tym roku sytuacja jest trudniejsza przez nakładające się remonty. Trwa przebudowa m.in. Mostu Grunwaldzkiego, wcześniej ulic Franciszkańskiej i Dominikańskiej, a teraz dochodzi ulica Mogilska i planowany remont nawierzchni ul. Borkowskiej.

Zdajemy sobie sprawę z uciążliwości, ale wiele torowisk – zwłaszcza w centrum – jest w złym stanie. Musimy działać, zanim dojdzie do poważniejszych uszkodzeń, jak np. wybrzuszenia szyn, które ostatnio pokazał jeden z radnych. Dlatego modernizujemy m.in. Starowiślną, Piłsudskiego czy rozjazd pod Bagatelą. To konieczne inwestycje.

Ograniczenia w kursowaniu wynikają z mniejszego popytu latem, ale też z potrzeby oszczędności – bo przy obecnych oczekiwaniach budżetowych musimy szukać cięć tam, gdzie to możliwe.

To w budżecie na komunikację miejską jest dziś największy potencjał do oszczędzania?

Oszczędności w komunikacji nie wynikają z jej wielkiej skali – to nie są ogromne środki – ale dziś liczy się każdy milion złotych. Potrzeby miasta są ogromne w wielu obszarach, więc musimy szukać oszczędności tam, gdzie to możliwe.

Prowadzimy właśnie szczegółowe pomiary – analizujemy obłożenie poszczególnych linii i ich koszty. Mamy już pierwszy raport, kolejne są w drodze. Na tej podstawie będziemy racjonalizować siatkę połączeń – ograniczenia wprowadzimy tylko tam, gdzie rzeczywiście jest najmniejsze zainteresowanie.

Po wakacjach wszystko ma wrócić do normy, choć niektóre remonty jeszcze potrwają. Zależy nam na tym, by utrzymać obecne ceny biletów – to jeden z najtańszych biletów okresowych w Polsce (90 zł), podczas gdy inne miasta już podniosły ceny do 130–140 zł. Nie wykluczam, że i u nas podwyżka może być konieczna w przyszłości, ale na razie staramy się tego uniknąć i racjonalnie gospodarować budżetem.

Kiedy zostanie uporządkowana uchwała krajobrazowa? Minęła już rocznica jej wejścia w życie, a wciąż pojawiają się nielegalne banery wyborcze czy rusztowania z reklamami, które miały zniknąć. Co dalej?

Planowane zmiany w uchwale krajobrazowej są zróżnicowane – niektóre zaostrzają przepisy, inne je liberalizują. Mamy sygnały od przedsiębiorców, którzy zgłaszają sensowne postulaty, niepogarszające jakości przestrzeni publicznej. Dotyczy to też instytucji kultury, które dziś mają problem z promowaniem własnych wydarzeń, czy miejskich klubów sportowych, które nawet w trakcie meczów napotykają ograniczenia. Projekt zmian już jest gotowy.

... mimo to od grudnia leży on w szufladzie przewodniczącego komisji planowania przestrzennego.

Projekt rzeczywiście znajduje się u przewodniczącego Grzegorza Stawowego. Rozmawiałem z nim i zapewnił, że zajmie się nim najszybciej, jak to możliwe. Oczywiście komisja ma dużo pracy – plan ogólny, plany miejscowe, strategia – ale podkreślałem, że uchwała krajobrazowa jest dla mnie istotna. Z tego, co mówił przewodniczący, projekt powinien wkrótce trafić pod obrady komisji.


Pierwsza część rozmowy z prezydentem Aleksandrem Miszalskim: