„Ceny powinny być adekwatne do poziomu i stanu polskiego hokeja” [Rozmowa]

Aleksander Sarota, LoveKraków.pl: Jak pan ocenia organizację mistrzostw świata w hokeju na lodzie, które odbywają się w Kraków Arenie?

Sebastian Królicki, redaktor naczelny portalu Hokej.Net: Organizacja mistrzostw ma swoje plusy i minusy. Na pewno jest kłopot z parkingiem dla zwykłego kibica, który musi ponosić dodatkowe koszty zarządzone przez właścicieli Kraków Areny. Jeśli chodzi o dziennikarzy to był problem z akredytacjami, gdzie część redaktorów nie otrzymała ich, a niektórzy - stali bywalcy hokejowych imprez, uzyskali je dopiero po interwencji. Wydaje się, że były one przyznawane losowo. Słaby kontakt jest też ze związkowym rzecznikiem, Pauliną Sałygą. Cóż, może nie ma czasu dla mediów? Trudno nie wspomnieć o słabej reklamie MŚ na mieście – pojawiły się tylko w śladowej ilości billboardy informujące przeciętnego kibica o imprezie. Jeśli chodzi o poruszanie się po Arenie, to część ochroniarzy darzy ludzi zbyt dużą znieczulicą.

Wielu kibiców skarży się na wysokie ceny biletów.

Najważniejszą kwestią, nieraz poruszaną, są ceny biletów. Moim zdaniem są za wysokie, co przekłada się na ilość widzów na trybunach. W pierwszym meczu było ich prawie 10 tys., ale już w drugim spotkaniu, z Japonią, znacznie mniej. To pokazuje, że po prostu ludzi nie stać na to, żeby być na całym turnieju. Dobre miejsce na trybunach, parking oraz kupienie sobie czegoś do jedzenia kosztuje 800-900 zł na osobę. Już nie wspomnę, jeśli ktoś przyjdzie z rodziną albo jest spoza Krakowa i musi doliczyć do tego nocleg. Nie stać ludzi na to, dlatego ceny powinny być niższe i adekwatne do poziomu i stanu polskiego hokeja. Wówczas więcej ludzi przyszłoby na trybuny, a w kasie Polskiego Związku Hokeja na Lodzie pozostałyby podobne pieniądze. Efekt na widowni byłby znacznie lepszy niż pustki w niektórych sektorach.

Pierwszy mecz Biało-czerwoni przegrali z Włochami 1-2. Co zadecydowało o porażce Polaków?

Nasza gra nie wyglądała źle, było dużo momentów gdy przeważaliśmy i atakowaliśmy w tercji przeciwnika. Jednak co z tego, kiedy podczas gry w przewadze w dziecinny sposób i przy błędzie obrońców straciliśmy bramkę. Na takim poziomie nie powinno się to zdarzyć. To przesądziło o zwycięstwie Włochów. Na pewno oddawaliśmy za mało strzałów i przy tym nie pracowaliśmy na bramkarzu rywali, co powodowałoby większe zagrożenie pod bramką. Ten mecz był do wygrania, więc tym bardziej szkoda straty punktów.

Jak ocenia pan spotkanie przeciwko Japonii?

Mecz nie był najwyższych lotów, można rzec, że było to najsłabsze z sześciu dotychczasowo rozegranych spotkań. Na pewno zwycięzców się nie sądzi i cieszy wygrana naszej reprezentacji, ale trzeba jeszcze wiele w naszej grze poprawić. Dużo akcji Polaków jest szarpanych, „na hurra", co oznacza, że są dziełem przypadku. Musimy grać więcej zespołowo, wymienić kilka podań i wtedy zagrozić bramce rywala. Przed nami jeszcze trzy spotkania. Wierzę, że będą to lepsze widowiska dla kibiców.

Czekają nas jeszcze mecze z: Ukrainą, Kazachstanem i Węgrami. Szczególnie trudnym rywalem będą Kazachowie. Czy Pana zdaniem Biało-czerwonym uda się wygrać te trzy spotkania?

Wierzyć zawsze trzeba i nigdy nie wolno z góry zakładać, że się przegra. Jednak realnie patrząc, to poza zasięgiem każdej drużyny występującej w turnieju jest reprezentacja Kazachstanu. Grają dojrzały i mądry hokej. Wielu zawodników występuje w lidze KHL (Kontynentalna Hokejowa Liga – najwyższa klasa rozgrywkowa w Rosji, ma charakter międzynarodowy – przyp. red.). Oni są faworytem mistrzostw i każdy inny wynik niż wygrana będzie wielką sensacją. Co do Ukrainy i Węgrów, to prezentują zbliżony hokej do reprezentacji Polski. Tutaj wygrane są sprawą otwartą i realną. Myślę, że gdy zagramy zdyscyplinowany hokej i będziemy unikać kar, to możemy powalczyć o podium tych mistrzostw. Trzeba też liczyć na liczniejszą widownię, bo w poniedziałkowym spotkaniu z Japonią było około 4000 kibiców, a to o ponad połowę mniej niż w spotkaniu niedzielnym z Włochami.

Kto według Pana awansuje do Elity z „polskiej” grupy?

Jak już wspominałem, Kazachstan jest faworytem i prezentuje całkiem inny poziom od pozostałych drużyn. Każdy inny wynik, niż pierwsze miejsce Kazachstanu, będzie można uznać za sensację. To murowany kandydat do awansu. Natomiast drugie miejsce pozostaje sprawą otwartą. Na dzień dzisiejszy największe szanse mają Włosi, ale ostatniego słowa nie powiedzieli inni. Przecież Italia długo męczyła się z Ukrainą i wygrali dopiero po dogrywce. Dobry hokej prezentują też Węgrzy. Myślę, że sprawa awansu z drugiej pozycji rozstrzygnie się między Włochami a Węgrami. Jeśli chodzi o reprezentację Polski to sukcesem będzie najniższy stopień podium. Ale to jest sport, więc wszystko jest możliwe i wierzyć trzeba do końca. A nuż Polacy zaskoczą wszystkich?

Których zawodników z Polskiej Hokej Ligi zabrakło w kadrze na mistrzostwa świata, a mogliby znacznie pomóc reprezentacji w jej walce o Elitę?

Na pewno z przyczyn niezależnych od sztabu szkoleniowego występować w turnieju nie mogą Adam Borzęcki i Paweł Dronia, czyli dwóch najlepszych polskich obrońców. Grają oni obecnie w finale niemieckiej drugiej ligi i nie mogli z powodu obowiązków klubowych dołączyć do reprezentacji Polski. Co do zawodników, których nie powołał trener Jacek Płachta, to każdy zapewne ma swoich faworytów. Biorąc pod uwagę cały sezon zasadniczy oraz rozgrywki play-off na takie powołania na pewno zasłużył Kacper Guzik czy Damian Kapica. Dobrą drugą połowę sezonu miał też Jarosław Rzeszutko i Maciej Sulka. Decyzja o niepowołaniu tych zawodników była szeroko komentowana. Ale to wybór trenera i czas rozliczeń przyjdzie po mistrzostwach świata. Warto dodać, że kontuzje wyeliminowały też Mikołaja Łopuskiego czy Patryka Noworytę. Jednak nie ma co teraz analizować, zawodnicy, którzy teraz zostali powołani na pewno oddają serce na lodzie i godnie reprezentują nasz kraj.

Którzy hokeiści z kadry Jacka Płachty mają największy wpływ na hokejową reprezentację Polski?

Na pewno bramkarze. Od ich dyspozycji wiele zależy. Na przykład w poniedziałkowym meczu bardzo dobrze bronił Przemysław Odrobny, zachowując czyste konto, tym samym przyczyniając się do pierwszego zwycięstwa Polski. Gdy gra się na zero z tyłu, to zawsze z przodu coś wpadnie. Dobrze gra Grzegorz Pasiut. Widać, że ma ciąg na bramkę i stwarza dużo zagrożenia w tercji rywala. Czekam też na przebudzenie Arona Chmielewskiego, który ma możliwości i stara się brać ciężar gry na swoje barki, ale nie zawsze mu to wychodzi i nie przekłada się to na skuteczne ataki. Wydaje mi się, że widać brak regularnej gry w lidze w ostatnich tygodniach. Trzeba liczyć, że jeszcze „wystrzeli".

W meczu z Włochami bramkarz Comarch Cracovii Rafał Radziszewski radził sobie świetnie, ale w 52. minucie zachował się irracjonalnie, uderzając rywala. „Radzik” otrzymał wówczas karę meczu. Skąd wzięło się takie zachowanie u bramkarza Polski? Czy było to związane z niekorzystnym dla Biało-czerwonych wynikiem?

Wydaje mi się, że bardziej niż z wyniku, wynikało to po prostu z sytuacji gdy włoski zawodnik został wepchnięty na Radziszewskiego, a ten zbyt nerwowo zareagował uderzając odbijaczką w twarz rywala. Spowodowało to jego zranienie i wybicie dwóch zębów. Sędziowie po konsultacji podjęli prawidłową decyzję, gdyż naszego zawodnika poniosło. „Radzik" jest jednak profesjonalistą i będzie się starał, żeby następnym razem tak nie reagować a zachować zimną głowę.

Czy pana zdaniem jeszcze zobaczymy w tym turnieju Radziszewskiego w bramce reprezentacji Polski?

To będzie zależało od decyzji trenera. Na pewno teraz będzie miał dużo do myślenia. Radziszewski do momentu złapania kary meczu bronił bez większych zarzutów. Po wymuszonej zmianie bramkarza, także Przemysław Odrobny nie popełnił żadnego błędu. Doliczając mecz z Japonią, „Wiedźmin" nie przepuścił gola od 68 minut więc trener teraz ma ból głowy na kogo postawić. Ale moim zdaniem jest zasada, że zwycięskiego składu się nie zmienia i tak też pewnie będzie.