"Chcemy przełamać taki sposób myślenia" [Rozmowa]
W Galerii Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki można zobaczyć wystawę Węże, sztylety i płatki róży. O współczesnej sztuce ilustracji rozmawiamy z Anną Bargiel, kuratorką wystawy.
Natalia Grygny, LoveKrakow: Co skrywa nazwa nowej wystawy Węże, sztylety i płatki róży?
Anna Bargiel, Galeria Sztuki Współczesnej Bunkier Sztuki: Tytuł wystawy nawiązuje do fragmentu książki Sexus Henry’ego Millera: „U Polaków lubię jedno – ich język […]. Jego brzmienie wywołuje we mnie dziwne obrazy, w których tle zawsze jest murawa z pięknej kolczastej trawy i buszujące w niej szerszenie i węże. [...] Owe wściekłe rycerskie wypady ze żmijami i płatkami róży składały się na upajającą muzykę, przypominającą rzępolenie na cytrze o stalowych strunach, rejestrującą również dość niezwykłe dźwięki, takie jak łkanie i odgłos spadających strumieni wody”( Henry Miller, Sexus, [w:] tegoż, Różoukrzyżowanie, tłum. E. Kulik-Bielińska, Warszawa 2003). W ten właśnie bardzo poetycki sposób autor opisał język polski – język, którego nie rozumiał, ale którego melodią był zafascynowany. Na naszej wystawie podkreślamy związek pomiędzy językiem, tekstem a ilustracją – stąd też nawiązanie do Henry’ego Millera.
Ilustracja. Jak mamy traktować ją współcześnie?
Musimy mieć świadomość tego, że współcześni ilustratorzy rozszerzają pojęcie ilustracji książkowej. Prezentowana w Bunkrze Sztuki wystawa wychodząc od ilustracji książkowej, ukazuje dużo szersze spektrum zainteresowań współczesnych twórców, którzy bez kompleksów przekraczają granice dyscyplin i nieustannie negocjują relacje pomiędzy tekstem i obrazem. Współcześni ilustratorzy równie chętnie tworzą ilustracje książkowe, filmy animowane, ilustracje do gier czy projektują modę. Dlatego chcemy pokazać różnorodność ilustracji, jej wielowarstwowość.
Ma ona naprawdę wiele zastosowań. Czy Pani zdaniem możemy mówić w związku z tym o prawdziwej sztuce?
Oczywiście, traktujemy ilustrację książkową jako pełnoprawną dziedzinę sztuki. W trakcie jej największego rozkwitu przypadającego w Polsce na lata 50., 60. i 70. XX wieku w ilustracji książkowej jak w zwierciadle odbijały się najważniejsze tendencje sztuki współczesnej. W ostatnim dziesięcioleciu polska ilustracja książkowa znów wraca do międzynarodowego obiegu. Jednak dodać trzeba, że ta dziedzina sztuki przez krytyków i historyków sztuki była zawsze traktowana trochę po macoszemu, a realizacje ilustratorów traktowane były jako coś czy dekoracyjnego czy właśnie ilustracyjnego. My chcemy to myślenie przełamać.
Z czego mogło to wynikać?
Może z tego, że jest to taka dziedzina, która była bardzo popularna w trakcie tzw. złotego okresu. W latach, o których wspominałam wcześniej, nakłady książek były ogromne; wszyscy wychowywaliśmy się na książkach Bohdana Butenki czy Franciszki Themerson. Chcemy przypomnieć, że ilustracją zajmowało się wielu cenionych artystów sztuk wizualnych, np. Edward Krasiński. Ilustracyjna forma była dla nich atrakcyjna, bo z jednej strony w tamtych latach była przestrzenią wolności artystycznej, z drugiej zaś pozwalała artystom się utrzymać. Towarzyszy nam zatem przekonanie, że to pełnoprawna dziedzina sztuk wizualnych – trochę zaniedbana i pomijana. Nie doczekała się należytej pozycji w historii sztuki, ale dzięki temu pozostało jeszcze wiele do napisania i zbadania.
Aranżacja samej wystawy jest mobilna i inspirowana stronami książki.
Zdecydowaliśmy się na taką aranżację z kilku powodów. Wystawa ma konstrukcję szkatułkową, która odzwierciedla zbiorowy proces pracy wydawniczej. Książka nie jest wytworem jednej osoby, ponieważ nad ostatecznym kształtem pracuje wiele osób. Ruchome moduły zaprojektowane przez artystę rzeźbiarza Mateusza Okońskiego pozwalają na „przeredagowanie” tej wystawy w trakcie jej trwania przez najbliższe trzy miesiące. Wystawa daje wiele możliwości narracji, czyli można ją nie tylko tworzyć, ale i odczytywać na wiele nowych sposobów. Do czego Państwa szczerze zachęcam! Dzięki temu zyska ona kolejną odsłonę.