Chcesz naprawiać świat? Zacznij od samego siebie

Nowy obraz wyrazistego polskiego reżysera wbija w fotel od pierwszej do ostatniej minuty. Widz na początku dostaje komedię, by z biegiem czasu coraz bardziej zagłębiać się w wątki kryminalne. Nie brakuje również scen dosadnych i drastycznych. Reżyser karmi nas wódką, seksem i przemocą. Nawet jeśli nie jesteśmy głodni.

Zacznijmy od aktorstwa. A stoi ono na naprawdę wysokim poziomie. Wyróżnić należy Bartłomieja Topę, który wcielił się rolę  sierżanta Ryszarda Króla. Smarzowski postawił na niego po raz kolejny i nie ma powodów, by sądzić, iż się zawiódł. Rolę „dobrego” policjanta, choć niepozbawionego rys na charakterze zagrał wybitnie (sama mimika twarzy już robiła wrażenie). W pamięci zapada również Arkadiusz Jakubik w roli Petryckiego. Kreacja pozbawionego uczuć dewianta przyszła mu z niezwykłą łatwością.

Smarzowski przyznał, że chciał zrobić film o korupcji. Wybrał policjantów. Część historii zaprezentowanych w filmie przeżył na własnej skórze bądź usłyszał je od znajomych, które na potrzeby filmu zostały odpowiednio przekształcone. Ciekawym zabiegiem było wplecenie scen kręconych telefonem komórkowym. Takie pourywane, niewyraźne nagrania odzwierciedlały chaos i niepokój, który coraz bardziej wdzierał się w umysły bohaterów. Jednak po czasie jakimś czasie można było odnieść wrażenie przeładowania i przekombinowania przez te zabiegi.

Nie możnie nie odnieść się do poprzednie dzieła reżysera – Wesela. Film ten był również mocny, z naturalistycznymi scenami, choć nie tak przesycony nimi, jak w przypadku Drogówki, co wcale nie zaszkodziło toczącej się akcji. Smarzowski nakarmił nas zbyt dużą ilością wódki, seksu i przemocy. Czy widzowie po następnym obrazie nie będą oczekiwać czegoś jeszcze mocniejszego? Podejrzewam, że już teraz wysoka frekwencja spowodowana jest w pewnej części wizją scen „tylko dla dorosłych”.

Część widzów zapamięta Drogówkę jako film z dobrze rozpisanymi dialogami. Tam każde słowo miało jakiś sens, a myśl: „Naprawianie świata zacznij od samego siebie” ma szansę stać się wizytówką dzieła Smarzowskiego.

Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City Plaza.