Chciał spalić swoją rodzinę żywcem
Mimo że ciąży na nim zarzut próby zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem, Adam D. chciał polubownego rozwiązania sprawy. Nie zgodziły się na to poszkodowane – żona i córka, które uniknęły śmierci. Za to, co próbował zrobić 44-latek grozi mu dożywocie.
Jak wynika z aktu oskarżenia, rodzina Adama D. doświadczała z jego strony przemocy trwającej przynajmniej siedem lat. Mężczyzna znęcał się nad swoją żoną, córką, obecnie 17-letnią i jej młodszym bratem. Z ich powiadomienia wynika, że niszczył ich mienie, szarpał, popychał, rzucał o ziemię i znieważał słownie.
20 sierpnia 2017 roku omal nie doszło do tragedii. Nietrzeźwy Adam D. rozlał benzynę w domu i zagroził rodzinie, że ich spali. Następnie polał swoje dzieci i żonę paliwem. W ręku trzymał zapalniczkę. Kobieta i dzieci uciekły z domu. Prokurator Mariusz Putkowski zarzuca Adamowi D. dodatkowo kierowanie samochodem w stanie nietrzeźwości. W chwili badania mężczyzna miał 1,3 promila alkoholu we krwi.
Zeznań oskarżonego ani jego rodziny nie usłyszymy. Sąd wyłączył bowiem jawność procesu. O to wnioskował zarówno obrońca oskarżonego, jak i jego żona. Sędzia Joanna Makarska przychyliła się do prośby stron, argumentując, iż w czasie procesu mogą zostać ujawnione intymne szczegóły z życia rodziny. Ważny jest również interes prywatny poszkodowanych, głównie córki Aleksandry.
Obrońca Adama D. zaproponował też możliwość polubownego rozwiązania sprawy. – Jednocześnie nie unikając poniesienia winy za czyn oskarżonego – stwierdził adwokat. Na to nie zgodziła się Katarzyna D.