Chciał wymienić izraelskie prawo jazdy na polskie. Skończyło się wyrokiem

10 proc. wszystkich wypadków w 2024 roku spowodowali obcokrajowcy. Władze nie mogą w żaden sposób zmusić kierowców do zapoznania się z polskim prawem, nawet przy wymianie zagranicznego prawa jazdy. Ekspert wskazuje, co jednak można zrobić.

Międzynarodowe prawo umożliwia nie tylko poruszanie się samochodami na terenie innego kraju, jeśli posiada się prawo jazdy wydane w innym, ale również jego bezproblemową wymianę. Choć nie zawsze jest to takie proste.

Casus

Kierowca z izraelskim prawem jazdy chciał wymienić je na polskie bez konieczności zdawania egzaminu. Wniosek jednak nie został pozytywnie rozpatrzony i mężczyzna musiał stawić się na egzamin teoretyczny. Ponowił prośbę, ale w odpowiedzi przeczytał, że jego prawo jazdy nie spełnia wymogów Konwencji wiedeńskiej. I na takiej podstawie prezydent Krakowa odmówił wydania dokumentu.

Skarga najpierw trafiła do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. SKO utrzymało w mocy decyzję prezydenta. Organ stwierdził, że w izraelskim dokumencie brakuje nazwy lub pieczęci organu wydającego dokument i podpisu posiadacza dokumentu (są to dwa z kilku warunków pozwalających na uznanie prawa jazdy na terytorium innego kraju zgodnie z załącznikiem do Konwencji wiedeńskiej).

Problemem okazał się również alfabet hebrajski (mimo że dokument był przetłumaczony). Zdaniem SKO powinny być zapisane w alfabecie łacińskim. Oprócz tego Izrael nie należy UE czy EFTA (Islandia, Liechtenstein, Norwegia i Szwajcaria) i nie obowiązuje w tym przypadku tryb wymiany dokumentów na zasadzie wzajemności.

Sąd wyjaśnił

W czerwcu tego roku Wojewódzki Sąd Administracyjny wydał wyrok uchylający obie decyzje. Oparł się na wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2024 roku. W orzeczeniu można przeczytać, że wystarczy, aby wniosek zwierał przynajmniej jeden z warunków zapisanych w Konwencji wiedeńskiej, nie musi spełniać wszystkich. W dokumencie międzynarodowym jest również zapis mówiący o każdym państwie.

– Skoro prawo jazdy, o którego wymianę wnioskował skarżący, wydane zostało przez organ państwa sygnatariusza Konwencji wiedeńskiej, a dokument sporządzono w języku narodowym izraelskim, należało przyjąć, że jest to dokument wymieniony w ustawie o kierujących pojazdami, a w konsekwencji wymiana prawa jazdy skarżącego nie wymagała od niego zdania egzaminu teoretycznego – orzekł sąd. Urząd raz jeszcze ma rozpatrzyć sprawę, według wskazówek z wyroku.

Problem istnieje

Z dokumentów sądowych wynika, że urząd kierował się jedynie kwestiami formalnymi w tej sprawie. Faktem natomiast jest, że obcokrajowcy dokładają się do już sporej liczby wypadków i kolizji na polskich drogach. A poprawa bezpieczeństwa w ruchu drogowym jest w interesie każdego, więc – abstrachując od tego konkretnego przypadku –taki test z teorii w przypadku zmiany prawa jazdy nie zaszkodziłby.

Z danych policji wynika, że w 2024 roku doszło na terenie naszego kraju do 21,5 tys. wypadków, w których zginęło 1,9 tys. osób (Małopolska znalazła się na drugim miejscu pod względem największej liczby wypadków z wynikiem 2474).

10 proc. ze wszystkich zdarzeń było spowodowane przez obcokrajowców – co mniej więcej zgadza się z odsetkiem pracujących w Polsce – 6,7 proc. Przybysze z innych krajów są również odpowiedzialni za ponad 27,7 tys. kolizji na 400 tys., które zaistniały w całym roku.

Mniejszość jest zawsze pod ostrzałem, a polscy kierowcy nie przebierają w słowach, komentując mniejsze lub większe przewinienia. Fraza o prawie jazdy znalezionym w chipsach to jedna z łagodniejszych.

Okiem eksperta

Czy osoby, którzy wiążą swoją przyszłość z Polską, powinny przejść choćby kurs teoretyczny? Wiemy już, że takiego obowiązku władze narzucić nie mogą. – Te przepisy są regulowane różnymi konwencjami międzynarodowymi, mamy podpisane umowy z takimi krajami, jak choćby Pakistan – przypomina Łukasz Zboralski, dziennikarz i ekspert z dziedziny bezpieczeństwa ruchu drogowego. – Istnieje to głównie po to, abyśmy jako turyści, mogli korzystać swobodnie z możliwości np. wypożyczenia samochodu – dodaje.

Ważniejsza od przepisów jest jednak kultura jazdy. I tu mamy zderzenie. Polscy kierowcy mocno ogarnęli się na drogach, ale kierowcy w Gruzji, Kazachstanie, o np. Indiach nie mówiąc, niekoniecznie jeżdżą tak, jakbyśmy tego chcieli – stwierdza Zboralski.

Jeśli więc nie przymus, to co? – Jedyne, co możemy zrobić, to propagować szkolenia i moim zdaniem państwo na to stać. Należałoby pokazać, jak jeździmy w Polsce. Tego jednak nie ma i odzwierciedlają to choćby kursy reedukacyjne, które są obowiązkowe po przekroczeniu liczby punktów, a które są prowadzone tylko w języku polskim. Kierowcy zagraniczni nie mają nawet możliwości, żeby dowiedzieć się, co źle zrobili. Więc bardziej szedłbym w pomoc niż regulacje – podkreśla ekspert.