Chcieli elektrycznych dorożek. Burzliwa dyskusja w radzie miasta
Projekt zmian
Radni miejscy zajęli się dziś projektem uchwały kierunkowej, która zakładała stopniowe zastąpienie dorożek konnych elektrycznymi pojazdami turystycznymi.
Autorzy projektu przekonywali, że zmiany są podyktowane troską o dobrostan koni pracujących w centrum Krakowa. W uzasadnieniu powoływali się na opinie ekspertów dotyczące wpływu wysokich temperatur, hałasu i ruchu ulicznego na zwierzęta oraz przypominają, że w sezonie na ulicach miasta pracuje od 200 do 300 koni.
Argumenty za zmianami
– Konie ewoluowały nie do tego, żeby pracować w mieście, nie do tego, żeby pracować w dorożkach. To są istoty stadne, które potrzebują ruchu, potrzebują kontaktu z drugim koniem. W dorożkach tego kontaktu nie mają, są odizolowane od siebie i nie mogą spełniać tych wszystkich swoich funkcji społecznych, do których są uwarunkowane – przekonywała radna Joanna Hańderek z Nowej Lewicy przedstawiając projekt.
Krakowska rzeczniczka ds. zwierząt Sabina Janeczko przekonywała dodatkowo, że problem nie dotyczy tylko warunków pracy koni, ale także bezpieczeństwa w centrum miasta.
– Na przestrzeni ostatnich lat w Krakowie wielokrotnie dochodziło do wypadków z udziałem dorożek, spłoszenia koni, upadków zwierząt, obrażeń przechodniów oraz samych dorożkarzy. Pokazuje to, że to ryzyko jest nie tylko hipotetyczne, ale jest realne – mówiła.
Gorąca dyskusja
Dyskusja w radzie miasta pokazała, że sprawa budzi duże emocje. Część radnych apelowała, że Kraków powinien odejść od wykorzystywania koni dla turystycznych celów, inni bronili dorożek jako elementu miejskiej tradycji.
– Dorożki dzisiaj w Krakowie nie wnoszą do charakteru naszego miasta nic. Wnoszą pieniądze do kieszeni wąskiej grupy branży dorożkarskiej. Jak długo jeszcze będziemy blokować zmianę, która jest nieunikniona? – pytał Grzegorz Garboliński z klubu Nowa Lewica.
Z kolei radny Prawa i Sprawiedliwości Marek Sobieraj przekonywał, że dorożki są jednym z symboli, z którego miasto nie może zrezygnować.
– Dorożki krakowskie są wizytówką naszego miasta: jak Wawel, Sukiennice, kościół Mariacki. Konie są z kolei okazem zdrowia. Piękne, zadbane, szanowane zwierzęta. Także uważam, że nic im nie brakuje. A skreślając dorożki z rynku krakowskiego, obawiam się, że skażemy je na sytuacje, w których prędzej czy później trafią do rzeźni – stwierdził Sobieraj.
Radna Aleksandra Owca w odpowiedzi na te argumenty podkreśliła, że obecny system nie zapewnia koniom bezpieczeństwa.
Przeciwna uchwale była natomiast radna Edyta Sikora z klubu Koalicji Obywatelskiej. Jej zdaniem w dyskusji pomijana jest sytuacja samych dorożkarzy.
– Te konie pracujące na rynku mają zapewniony odpowiedni dobrostan. Są zaopiekowane, są zdrowe, nie dzieje im się krzywda. Nikt nie widzi w tym wszystkim człowieka. Człowieka, który właśnie dba o te zwierzęta, bo są jego narzędziem pracy, bo dają mu chleb, dają zarobek – argumentowała.
Radny Rafał Zawiślak z klubu Kraków dla Mieszkańców przekonywał, że rolą samorządu jest poprawa dobrostanu zwierząt, nawet jeśli oznacza to zmianę dotychczasowych praktyk.
– Jesteśmy zobowiązani pilnować dobrostanu tych zwierząt i powinniśmy zrobić wszystko, aby ten dobrostan nie pogarszał się, a wręcz przeciwnie – polepszać go. My naprawdę mamy potencjał, mamy zabytki, mamy czym się chwalić przed turystami, a nie magnesem na lodówkę z dorożką – apelował.
Radny Michał Ciechowski z klubu Prawo i Sprawiedliwość zarzucił uchwale ideologiczny charakter. Jego zdaniem zamiast likwidować dorożki miasto powinno dalej poprawiać warunki pracy koni.
„Bardzo mnie to boli”
Przedstawiciel krakowskich dorożkarzy stanowczo odrzucał zarzuty dotyczące złego traktowania koni. Sprzeciwiał się stawianiu całego środowiska w jednym szeregu z osobami łamiącymi prawo.
– Bardzo mnie boli, że nas, dorożkarzy, ubiera się w buty rzeźni i nielegalnego handlu końmi. W przyszłym roku stuknie mi 30 lat na rynku i gwarantuję państwu, że takiej praktyki nigdy nie stosowałem. Dość mowy nienawiści i szczucia na nas, bo nie jest przyjemnie słuchać, że jestem sadystą i znęcam się nad końmi – mówił.
Dorożkarz przekonywał również, że prowadzenie zaprzęgów jest wymagającą pracą wykonywaną przez cały rok. Jego zdaniem dyskusja powinna uwzględniać także perspektywę osób, które od lat utrzymują się z tej działalności.
– To nie jest biznes, to jest harówka dorożkarska. Nie ma świąt, nie ma Bożego Narodzenia, nie ma Sylwestra. W Sylwestra pilnuje się koni, żeby się nie pozabijały przez fajerwerki. Bardzo bym państwa prosił, abyście popatrzyli także na tę drugą stronę medalu, zgodnie z prawdą i sumieniem – apelował.
**
Radni odrzucili projekt uchwały.