Chrapek: O drugim golu dowiedziałem się od Kosy

Michał Chrapek jest jednym z tych zawodników, którzy na kłopotach Wisły powinni skorzystać najbardziej. Jednak mimo wielu szans i prawie 1200 minut spędzonych na murawie, na palcach jednej ręki można było policzyć występy, w których wyróżnił się na tle kolegów. Wczoraj jego dwa gole przesądziły o zwycięstwie Wisły, a sam pomocnik doczekał się momentu chwały.

Mimo to był wobec siebie bardzo krytyczny. - Tradycyjnie pod koniec meczu trochę "siadłem". Chciałem nawet poprosić o zmianę w 80. minucie, ale trener ściągnął Rafała Boguskiego. Nie była to moja optymalna gra. Strzeliłem dwie bramki, ale stać mnie na więcej - stwierdził. Co ciekawe, o tym, że zdobył drugiego gola, dowiedział się od... Kamila Kosowskiego: - Prawdę mówiąc nawet nie wiedziałem, że bramka padła. Wydawało mi się, że nie trafiłem, nawet chciałem biec do sędziego, by odgwizdał rzut karny.

Choć na twarzy Chrapka trudno było doszukać się euforii, musiał opuszczać szatnię w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku. Zwłaszcza mając w pamięci poprzedni występ w podstawowej jedenastce (przeciwko Widzewowi), który zakończył już po 45 minutach. - Załamania wtedy nie było, ale zdawałem sobie sprawę, że zagrałem słabo i nie miałem do trenera pretensji, że zszedłem już w przerwie - komentował. - Po dzisiejszym meczu weekend będzie miły, ale bez wielkiego świętowania. Od poniedziałku wracamy do pracy.

- W naszej grze jest jeszcze sporo do poprawy - kontynuował. - Jednak nie ma co ukrywać, że że jest to dla nas dziwny i ciężki sezon, więc takie pojedyncze zwycięstwa bardzo cieszą. Zadowolony powinien być też menedżer Bartłomiej Bolek, który w imieniu Chrapka negocjuje z włodarzami klubu przedłużenie wygasającego z końcem sezonu kontraktu. Wczoraj otrzymał dodatkowe argumenty. - Rozmowy trwają. Chcę zostać w Wiśle, więc mam nadzieję, że zakończą się po mojej myśli - krótko skomentował negocjacje bohater meczu z Koroną.