„Cios poniżej pasa”. Studenci UKEN oburzeni decyzją uczelni
Studenci dowiedzieli się o zamknięciu kierunku w dniu rozpoczęcia zajęć, co wywołało falę oburzenia i poczucie bezradności.
„Dowiedzieliśmy się w dniu inauguracji”
Julia, która przyjechała do Krakowa z okolic Bydgoszczy, nie kryje rozgoryczenia. – „Od 1 października miałam zaczynać mój wymarzony kierunek studiów o nazwie „Etyka – mediacje i negocjacje”. Niestety tak się nie stało. Podczas inauguracji roku akademickiego cały mój kierunek został poinformowany, że studiów nie rozpoczniemy” – relacjonuje.
Studentka dodaje, że uczelnia tłumaczyła się negatywną opinią instytucji kontrolnej. – Powiedziano nam, że połowa kryteriów otrzymała bardzo złą ocenę. W zamian dostaliśmy propozycję, aby przenieść się na inny kierunek studiów w ramach uczelni – podkreśla.
Koszty, stres i utrata zaufania
Julia opisuje, jak wiele wysiłku i pieniędzy kosztowało ją rozpoczęcie studiów w Krakowie.
– Przeprowadziłam się specjalnie do Krakowa, aby zacząć wymarzone studia. Wynajem pokoju kosztuje mnie miesięcznie 1750 zł. Umowę mam podpisaną na rok, a jej zerwanie wiąże się z dodatkowymi opłatami. Rekrutacje na uczelnie publiczne już się zakończyły, więc moje możliwości są bardzo ograniczone – tłumaczy.
Dodaje, że propozycja uczelni nie jest dla niej żadnym wyjściem. – Moje zaufanie do uczelni zostało naruszone. Wybór studiów to decyzja, która może rzutować na całe życie. Teraz jestem zmuszona szybko szukać innej drogi – mówi.
„Paradoks etyki”
Swoje rozgoryczenie wyraża także Tobiasz, jeden z poszkodowanych studentów.
– To historia, która pokazuje, jak bardzo system szkolnictwa wyższego potrafi zawieść zwykłych ludzi. Wszyscy zostaliśmy przyjęci, wielu z nas zrezygnowało z innych uczelni i przygotowało się do rozpoczęcia nauki. I wtedy, w pierwszym dniu studiów, uczelnia ogłosiła, że kierunek został zamknięty. Bez żadnego uprzedzenia, bez przeprosin – opisuje.
Dla wielu osób oznacza to stratę nie tylko finansową, ale też edukacyjną. – „Wielu studentów magisterki straciło możliwość kontynuowania nauki po licencjacie. Paradoksalnie kierunek, który miał uczyć etyki, mediacji i negocjacji, został zamknięty w sposób nieetyczny i bez dialogu – podkreśla Tobiasz.
„Niebezpieczny precedens”
Studenci zaznaczają, że problem nie dotyczy wyłącznie ich, ale pokazuje szerszy problem systemowy. – To niebezpieczny precedens, pokazujący, że uczelnie publiczne mogą anulować studia nawet w dniu ich rozpoczęcia, bez konsekwencji – pisze Tobiasz.
Choć uczelnia zapewnia, że poszkodowanym zaproponowano inne kierunki, w praktyce, jak twierdzą studenci, oferta była bardzo ograniczona.
– Otrzymałem wiadomość w USOS, w której zaproponowano mi jedynie trzy, niezwiązane z pierwotnym, kierunki – dodaje Tobiasz.
Studenci domagają się reakcji
Młodzi ludzie podkreślają, że ich przyszłość została zburzona w jednej chwili, a decyzja uczelni postawiła ich w dramatycznej sytuacji.
– Informowanie studentów w dniu rozpoczęcia roku akademickiego o tym, że kierunek się nie otwiera, jest ciosem poniżej pasa. Przyszłość, na którą miałam plan od prawie dwóch lat, muszę kompletnie zmienić – mówi Julia.