Co z prohibicją w Krakowie?
Podczas środowej sesji, krakowscy radni dyskutowali o gotowym projekcie uchwały o ograniczeniu nocnej sprzedaży alkoholu. To pokłosie znowelizowanej ustawy o wychowaniu w trzeźwości.
To na razie pierwsze czytanie projektu, zakładającego zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach na terenie trzynastu z osiemnastu krakowskich dzielnic. Radni będą się zastanawiać, czy przyjąć uchwałę w jej brzmieniu czy też wprowadzić ograniczenia na terenie całego miasta.
Pięć dzielnic przeciw ograniczeniom
W odpowiedzi na pytanie Wydziału Spraw Administracyjnych magistratu, przeciwko prohibicji opowiedziało się pięć dzielnic – Zwierzyniec, Borek Fałęcki, Prądnik Biały, Swoszowice i Łagiewniki.
Uchwała przewiduje, że ograniczenia w sprzedaży alkoholu obowiązywałyby w różnych porach, w zależności od dzielnicy. W Bronowicach, Prądniku Czerwonym, Podgórzu i w Nowej Hucie napojów z procentami nie kupilibyśmy dopiero od 23.00, zaś w pozostałych dzielnicach godzinę wcześniej.
Kto za? Kto przeciw?
Radni, niezależnie od barw klubowych są w kwestii prohibicji podzieleni. Aleksander Miszalski z Platformy Obywatelskiej przekonywał, że ilu radnych, tyle opinii, należy jednak posłuchać głosu dzielnic. – Mamy wątpliwości, czy zakazy są aby dobrym sposobem walki z patologiami, ale pomimo to, powinniśmy posłuchać dzielnic – powiedział.
Przeciwko restrykcjom była partyjna koleżanka Miszlaskiego – Małgorzata Jantos. – W momencie kiedy sprzedaż alkoholu jest legalna, my wszyscy mamy z tego podatki. Jeżeli tych podatków nie będzie, pojawią się meliny – ostrzegała.
Z kolei Edward Porębski z Prawa i Sprawiedliwości wytknął przeciwnikom prohibicji, w tym Małgorzacie Jantos, ignorancję. – Proszę spojrzeć na Szwecję, jak tam zorganizowana jest sprzedaż alkoholu. A jeżeli obawia się prohibicji, to proszę przejść się na Dolne Młyny i zobaczyć, jak to wygląda – mówił.
Łukasz Wantuch z Przyjaznego Krakowa uznał proponowane przepisy za nieegzekwowalne i złożył do projektu uchwały poprawkę. Zakłada ona, że ograniczenia w sprzedaży alkoholu obowiązywałyby tylko na terenie Starego Miasta, wyłącznie do końca roku. Jego zdaniem uchwała nie ma związku z ograniczaniem alkoholizmu, a służy wyłącznie walce z zakłócaniem ciszy nocnej. – Podstawowe pytanie brzmi, czy Straż Miejska będzie w stanie wyegzekwować przepisy, tzn. czy o 5 nad ranem w sobotę strażnicy będą chodzić po większej części Krakowa i sprawdzać, czy ktoś nie sprzedaje wina? – pytał retorycznie. – Zakaz nie oznacza zamknięcia sklepów z alkoholem, tylko zakaz sprzedaży. (…) właściciel będzie mógł powiedzieć, że sprzedaje tylko sok pomarańczowy i trzeba go będzie złapać na gorącym uczynku – napisał w interpelacji.
Kontrowersje wokół lokalizacji
Część radnych zwróciła uwagę na budzące wątpliwości zapisy uchwały, mówiące o przyznawaniu zezwoleń nowym punktom sprzedaży alkoholu w zależności od odległości od już istniejących. Im ta odległość większa, tym łatwiej będzie o pozwolenie. Bogusław Kośmider, przewodniczący rady miasta stwierdził, że taki przepis może być zagrożeniem dla renomowanych przedsiębiorców w centrum. – Ucierpią nie te „kioskowe” punkty, rodzące największe problemy, tylko poważni przedsiębiorcy w centrum, a sprzedaż alkoholu przeniesie się na stacje benzynowe i do supermarketów – przekonywał.