Co z tymi ograniczeniami w handlu? Trwa dyskusja
Propozycja grupy radnych, którzy chcą ograniczenia handlu do godziny 12 w sklepach wielkopowierzchniowych w takie dni jak Wielki Piątek, 24 grudnia (Wigilia) i wszystkie niedziele, budzi wiele kontrowersji. O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy specjalistów, prezydenta miasta, radnych oraz Czytelników LoveKraków.pl.
Tomasz Urynowicz, radny PO, pomysłodawca ograniczenia handlu: – Zgodnie z zachodnimi wzorcami, niedziela w krajach takich jak Niemcy, Austria czy Szwajcaria pozostaje dniem całkowicie wolnym od pracy. Chyba każdy z nas chce spędzić czas w rodzinnej atmosferze, a nie na przysłowiowej kasie w Tesco? Do tej pory żadna większa miejscowość nie skorzystała z opcji prawnej. Według mnie Kraków powinien wprowadzić regulowany czas pracy handlu, ale najpierw w drodze konsultacji powinny wyważyć się interesy trzech stron: pracowników, pracodawców i nas wszystkich, konsumentów. Rynek wszystko ureguluje. Jeśli w niedzielę ograniczymy czas pracy sklepów, to większa liczba osób będzie musiała dokonać zakupów w sobotę czy inny dzień. Popyt wewnętrzny nie zmaleje, inaczej jednak uregulują się mechanizmy sprzedaży.
Monika Chylaszek w imieniu Jacka Majchrowskiego, prezydenta Krakowa: – O ile prezydent Majchrowski jest w stanie zrozumieć wprowadzenie ograniczeń w takie dni jak Wielki Piątek i Wigilia Bożego Narodzenia, tak stosowanie ograniczeń w każdą niedziele byłoby błędem. Po pierwsze pracodawcy będą zmuszeni ograniczyć liczbę miejsc pracy. Po drugie, zakaz ten obowiązywałby tylko w granicach miasta, a więc centra handlowe usytuowane poza granicami Krakowa, funkcjonowałby normalnie i tam przeniósłby się handel.
Grzegorz Stawowy, przewodniczący klubu PO w Radzie Miasta: – Sam jestem szefem jednostki, która zatrudnia około 30 osób. Niepisany zwyczaj jest tak, że w Wigilię czy Wielki Piątek, zwalnia się ludzi około godz. 12,13 do domów. Wiec co do wprowadzenia ograniczenia w tych dwóch dniach jestem za. Natomiast wielkim niebezpieczeństwem jest przegłosowana przez PiS poprawka o tym, aby w uchwale znalazły się też niedziele. To doprowadzi do zwolnień w centrach handlowych. Będę namawiał kolegów radnych, aby głosowali przeciw tak skonstruowanemu projektowi.
Bolesław Kosior, przewodniczący klubu PiS w Radzie Miasta: – Wprowadziliśmy taką poprawkę, bo chcemy, aby dzieci spędzały czas z rodzicami w domu. Dodatkowo nie mamy sentymentów do centrów handlowych, które wysyłają pieniądze do swoich central w Paryżu czy Berlinie. Ale przede wszystkim dzięki takim ograniczeniom, lepiej będą prosperować sklepy mniejsze, wzrośnie liczba miejsca pracy dla naszych rodzin. Zapytał pan też o studentów, którzy pracują w weekendy. Powinni się zatrudnić właśnie w mniejszych sklepach. Myślę, że zarobki są na tym samym poziomie co w dużych sklepach, jak nie lepsze.
Joanna Senyszyn, europosłanka SLD: – Jako mieszkanka Krakowa, oświadczam, że jestem takim zmianom przeciwna. Pomysł uważam za poroniony. To kolejna, bezczelna próba ureligijnienia, a ściślej ukatolicznienia życia codziennego obywateli III RP.
Wielki Piątek i 24 grudnia nie są w Polsce dniami wolnymi od pracy. Dlaczego zatem placówki handlowe miałyby być otwarte tylko do południa? Gdzie i kiedy mieliby robić świąteczne zakupy pracownicy wszystkich innych sektorów, kończący pracę o 15, 16 czy 17? Jaki sens ma zmuszanie tysięcy mieszkańców Krakowa do świątecznych zakupów o jeden dzień wcześniej? Zresztą nawet aspekt religijny nie wyjaśnia proponowanej głupoty. O ile jeszcze Wielki Piątek da się uzasadnić, to już 24 grudnia w żaden sposób. Tradycyjnie wieczerza wigilijna rozpoczyna się wraz z pierwszą gwiazdką, a w samo południe – słynny amerykański western.
(...) Tzw. argumenty propracownicze są o tyle chybione, że zdecydowana większość pracowników chce w niedziele kupować, czemu dają wyraz tłumnie odwiedzając placówki handlowe. Cały komentarz TUTAJ.
Wojciech Warski, przewodniczący Konwentu Business Centre Club: – Logika ograniczania handlu – czy to wielko-, czy mało-powierzchniowego nie ma sensu. Oczywiście sprzedawcy woleliby mieć wolne, to naturalne, ale wprowadzenie ograniczeń przy obecnym sposobie zorganizowania handlu w Polsce spowodowałoby znaczące utrudnienia dla wielu innych ludzi. Populizm, jak zwykle nikt nie liczy skutków dla społeczeństwa, a tylko stara się wzbudzić emocje. Nie sądzę, by sklepy mikro w wyniku takiej decyzji odnotowały jakiś odczuwalną zmianę swojej pozycji ekonomicznej.
Krzysztof Gacek, przedsiębiorca, radny dzielnicowy: – Jako osoba będąca małym przedsiębiorcą, byłbym za, jeżeli w niedziele mogłyby handlować place targowe oraz sklepy, w których sprzedają właściciele. Będziemy narzekać na to przez pół roku, potem się przyzwyczaimy... W gminach, gdzie pojawiły się pewne żółte sklepy, poupadało wiele małych sklepików i paradoksalnie zmniejszyły się wpływy do budżetu. Oblicza się, że jedno miejsce pracy w sieciowym sklepie, to pięciu bezrobotnych w małych firmach.
Komentarze naszych Czytelników pod wczorajszym tekstem:
Krystyna: – Ludzie pracują też w innych branżach, gdzie wolnego w niedziele nie ma. Dlaczego niby ekspedientki maja mieć czas dla rodziny, a pani w hotelowej recepcji już nie? Mało konsekwencji w tym pomyślę. Poza tym, Rada Miasta nie może regulować gospodarki swoim widzimisię.
gniewko_syn_ryba: – Świat staje na głowie – oto lwica lewicy (???) broni interesów wielkich korporacji drenujących polski rynek i niewolniczo wykorzystujących polskich pracowników. To może niech tow. Senyszyn wraz z innymi towarzyszkami i towarzyszami zasiądzie w każdą niedzielę i święta za kasą TESCO, czy innego Carrefoura, zapewniając tym samym obsługę klientów w godzinach otwarcia tych obiektów.
Alex Gajzler: – Czy to duże sklepy, czy małe, hurtownie czy bary. Rząd nie ma prawa nam dyktować kiedy mamy mieć wolne, a kiedy mamy pracować i nie maja tym bardziej prawa mówić, gdzie i w jaki sposób mamy spędzać czas z rodziną. Wolność jednego człowieka kończy się na nosie drugiego.
A jakie jest Twoje zdanie w tym temacie? Napisz w komentarzu i zagłosuj w ankiecie!