Co zrobić, gdy spotkasz w mieście dzika?

Dziki coraz częściej pojawiają się w gęsto zaludnionych rejonach Krakowa. Najczęściej w okolicach Ruczaju. Zwierzę niedawno spotkał jeden z naszych Czytelników. Co zrobić, gdy spotka się w mieście dzika?  Na to pytanie odpowiada dr Marek Wajdzik.

Przedwczoraj i dziś rano (o różnych godzinach) ujrzałem przy ul. Wyłom dzika, który rył trawę obok drogi. Nic go nie płoszyło, choć wiele osób przejeżdżało rowerami w odległości 2-3 metrów – zaczyna swoją opowieść pan Bogusław.

– Zastanawiam się, czy dzik jest już tak oswojony z ludźmi, że na nich nie reagował, czy może bardziej skupił się na śniadaniu, które właśnie konsumował. O tyle jest to istotne, że gdyby jednak spadła mu zdolność koncentracji na posiłku, to ten dziki - nie tylko z nazwy - zwierzak mógłby na przykład zaatakować ludzi, co wcale nie jest obce jego naturze – mówi krakowianin.

„Robi czarną robotę”

To jednak nie koniec działalności dzika. – Jest jednak i pozytywna strona tegoż dzikowego procederu. Otóż bestia ta oprócz pobocza, ryje jeszcze po powierzchni asfaltu, na której latami niesprzątane śmieci zdążyły już zamienić się w jakąś tam glebę, na której urosła trawa. Ostatnio dwa lata temu były tam prowadzone porządki, ale w najgorszym miejscu nikt nie tknął błota, które porasta trawą i zwęża drogę pieszo-rowerową – zauważa Czytelnik.

– Gdyby więc urzędnicy z ZIKiT dogadali się z dzikiem (który wykazuje niezwykłą systematyczność w swoim działaniu), to za kilka garści żołędzi zrobiłby czarną robotę, której nie podjęła się firma sprzątająca, a przede wszystkim dałby możliwość swobodnego mijania się rowerzystów i pieszych w tym newralgicznym miejscu. I jak byłoby to  skuteczne i ekologicznie! – dodaje pan Bogusław.

Dziki problem?

– W spotkaniu z dzikiem najważniejsze jest to, aby w razie spaceru z czworonogiem wycofać go, a później spokojnie odejść. Atak psa na dzika kończy się tym, że nasz pupil wraca do nas i możemy zostać poszkodowani – zaznacza  dr inż. Marek Wajdzik, rzecznik prasowy Polskiego Związku Łowieckiego w Krakowie.

Dzik bowiem nie będzie nas atakował bez powodu, tylko wtedy, gdy nie będzie miał wyjścia. – Agresywne są zwierzęta przyparte do muru i ranne. Oczywiście lochy mogą nas też zaatakować, gdy np. będziemy chcieli pogłaskać ich potomstwo – mówi naukowiec z Uniwersytetu Rolniczego.

Myśliwi nie wiedzą jak dużo jest dzików w mieście oraz na obrzeżach. – Trudno to oszacować, ponieważ one się cały czas przemieszczają. Nasze koło z roku na rok zwiększa odstrzał i w 2015 roku było to 200 sztuk. Warto też przypomnieć, że 10 lat temu odstrzeliwano kilka dzików – podkreśla dr Wajdzik i dodaje, że możemy się cieszyć, iż polowanie na te zwierzęta nie jest w ogóle zabronione. W stolicy specjalne firmy trudniące się odłowem liczą sobie kilkaset złotych za zwierzę.

Pytanie tylko, dlaczego dziki ostatnio upatrzyły sobie Kraków? – Bo to nie tylko tereny miejskie, ale również szuwary, strefy buforowe nad Wisłą. One nauczyły się tam mieszkać, a do miasta przychodzą po jedzenie. Ludzie bezmyślnie wyrzucają odpadki i tworzy się tam baza żerowa – twierdzi Wajdzik.

Mimo wszystko, gdy czujemy się zagrożeni, o fakcie wystąpienia dzikiego zwierzęcia, możemy powiadomić straż miejską lub policję, która skontaktuje się z odpowiednią firmą. - Sygnały od mieszkańców dotyczące dzików pojawiających się na terenach krakowskich osiedli przekazywane są przez naszych dyżurnych do firmy, która na mocy podpisanej umowy z Gminą Miejską Kraków zajmuje się odłowem dzikich zwierząt - mówi Marcin Warszawski, rzecznik prasowy krakowskiej straży miejskiej.