Cracovia przełamała serię niepowodzeń i ograła Lechię

Cracovia pokonała Lechię Gdańsk 2:0 i ciągle liczy się w walce o europejskie puchary. Pasy solidnie zamurowały własną bramkę, przez co goście nie byli w stanie oddać żadnego celnego strzału.

Jeśli piłka nożna to gra błędów, to początek spotkania zdecydowanie potwierdzał tę tezę. Śliska murawa nie ułatwiała zadania piłkarzom, przez co błąd gonił błąd. Najwięcej mogło to kosztować Cracovię, gdyż w 5. minucie Michał Helik popisał się niepewnym zagraniem, wystawiając piłkę na środek bramki wprost pod nogi Lukasa Haraslina. Na szczęście dla Pasów Słowak mocno się pomylił.

Cracovia z Lechią musiała radzić sobie bez pauzujących za żółte kartki Hiszpanów Airama Cabrery i Javiego Hernandeza. Mimo wszystko próbowała przeciwstawić się walczącej o mistrzostwo Polski Lechii. Gdańszczanie stali bowiem przed znakomitą okazją, by zrównać się dorobkiem punktowym z Legią Warszawa, która dzień wcześniej przegrała z Piastem Gliwice.

Piłkarze z ulicy Kałuży w rundzie finałowej notowali dotychczas spory spadek formy. Na trzy rozegrane mecze nie zdołali wygrać żadnego, a co gorsza nie wywalczyli nawet punktu. Mimo wszystko krakowianie ciągle liczyli się w grze o europejskie puchary. Stawka tego pojedynku dla obu ekip była bardzo wysoka, co jednak nie przekładało się na jakość widowiska.

Cisza pod bramką

Mimo że goście dłużej utrzymywali się przy piłce, to w pierwszych 45 minutach wyłącznie gospodarze mieli na swoim koncie celne strzały. Choć ich ilość była bardzo skromna i wynosiła tylko 2. Najlepszą okazję na gola mieli krakowianie w 28. minucie. Damian Dąbrowski w idealnym momencie zagrał do Milana Dimuna. Słowak zdecydował się na uderzenie płasko po ziemi, co idealnie wyczuł Zlatan Alomerović.

Cracovia z Lechią spotkały się w Krakowie już wcześniej na zakończenie rundy zasadniczej. Wówczas gospodarze wygrali 4:2. Ani bramek, ani emocji, które towarzyszyły pojedynkowi tych dwóch drużyn zaledwie trzy tygodnie temu tym razem nie było. Wiele wskazywało na to, że kibice, którzy mimo kiepskich warunków atmosferycznych zdecydowali się obejrzeć to spotkanie z wysokości trybun nie zobaczą ani jednego gola.

Egzekucja

Sytuacja zmieniła się, kiedy na murawie zameldował się Mateusz Wdowiak. Wkrótce po tym jak wychowanek Pasów pojawił się na boisku zagrał do Filipa Piszczka. Napastnik Cracovii padł w polu karnym. Sędzia po konsultacji wskazał na jedenasty metr, a szansę z rzutu karnego wykorzystał Sergiu Hanca. Bramkarz Lechii wyczuł intencje zawodnika gospodarzy, lecz był nieco spóźniony i ostatecznie musiał wyjmować piłkę z siatki.

Kilka minut później Wdowiak uderzał z prawego skrzydła do Dimuna. Słowak tym razem zachował więcej zimnej krwi i nie zmarnował swojej drugiej świetnej okazji w tym meczu. Goście próbowali odpowiedzieć, lecz bliski podcięcia im skrzydeł był tuż przed końcowym gwizdkiem wychowanek Pasów. Wdowiak tym razem sam uderzał na bramkę, lecz obronną ręką z tej sytuacji wyszedł Alomerović.

Cracovia – Lechia Gdańsk 2:0 (0:0)

Bramki: Hanca (74. k), Dimun (82.)

Cracovia: Pesković – Rapa, Helik, Datković, Siplak – Hanca (84. Strózik), Dąbrowski, Gol, Dimun, Cecarić (64. Wdowiak) – Piszczek (89. Ferraresso).

Lechia: Alomerović – Nunes, Nalepa, Vitoria (77. Fila), Mladenović (77. Żukowski) – Makowski, Kubicki, Lipski – F. Paixao, Sobiech, Haraslin (59. Łukasik).

Żółte kartki: Rapa, Datković – Viktoria.

Sędziował Jarosław Przybył (Kluczbork).