Cudotwórca po drugiej stronie barykady. Jurij Szatałow pokona Cracovię?
W piątek o godzinie 20:30 Cracovię czeka kolejny ligowy wyjazd. Zespół Pasów tym razem pojedzie do Łęcznej, gdzie zmierzy się on z miejscowym Górnikiem. Piątkowy mecz będzie miał szczególny wymiar dla postaci trenera gospodarzy - Jurija Szatałowa, który część swojej trenerskiej kariery spędził w Krakowie.
Jurij Szatałow, a właściwie Юрий Шаталов - bo tak w oryginale zapisuje się nazwisko trenera Górnika Łęczna, to najbardziej polski z zagranicznych trenerów w naszej ekstraklasie. Mimo że urodzony na terenach Związku Radzieckiego, Szatałow jest traktowany praktycznie jak Polak do tego stopnia, że często nie jest nawet uwzględniany w klasyfikacji zagranicznych szkoleniowców pracujących w naszym kraju. Aktualny trener Górnika Łęczna w Polsce żyje już prawie od ćwierćwiecza i niewiele wskazuje na to, aby w najbliższych latach mogło się to zmienić.
Dwie dekady w Polsce
23 lata, 11 klubów i tysiące wspomnień - tak w liczbach opisać można polską karierę Jurija Szatałowa. Wszystko zaczęło się na początku lat 90. ubiegłego wieku, gdy 30-letni wówczas zawodnik wylądował w Poznaniu. Jako piłkarz zwykł grać na pograniczu faulu. Nigdy nie odstawiał nogi i był typem walczaka, choć jako trener stara się tego wyrzec. Szatałow w naszym kraju kopał piłkę przez 10 lat, z których większość spędził we Wronkach. To właśnie jako zawodnik Amiki Ukrainiec dał się poznać szerszej publiczności, rozgrywając niespełna 50 spotkań w ekstraklasie i sięgając po krajowy puchar.
I choć na papierze Polska nie jest jego ojczyzną, to z tym krajem Jurij Szatałow związał swoje późniejsze życie. Już jako trener pracował między innymi w Białymstoku, Opalenicy, Bytomiu, Bydgoszczy czy Krakowie. W 2010 roku Szatałow objął posadę szkoleniowca Cracovii, gdy ta znajdowała się w trudnym położeniu. Niemalże na półmetku sezonu Pasy zajmowały ostatnie miejsce z fatalnym dorobkiem punktowym i przez wielu już wówczas uznawane były za spadkowicza. – Gorzej już nie będzie – śmiał się pytany o swoją misję Szatałow, którego jedynym celem stało się utrzymanie Cracovii w ekstraklasie.
Pokonał… przyszłego pracodawcę
Nietypowe były również warunki, w jakich Jurij Szatałow trafił do Krakowa. Wcześniej pracował on bowiem trenując zespół Polonii Bytom, którą w ostatnich dniach przygotowywał do meczu z… Cracovią. Na dzień przed spotkaniem Szatałow został ogłoszony szkoleniowcem Pasów, a nazajutrz - jeszcze przed oficjalnym objęciem posady trenera - z wysokości trybun patrzył, jak jego przygotowania nie poszły na marne. Polonia wygrała w Krakowie 1:0, co starano się jednak traktować z dystansem. Misja Szatałowa rozpocząć się miała od mocnego akcentu - derbowego meczu przy Kałuży.
Czy dla trenera Cracovii jest lepsza metoda zyskania sobie przychylności kibiców niż wygrane derby? Z całą pewnością nie. Takie nadzieje tliły się z pewnością również w głowie Jurija Szatałowa przed jego debiutem w nowej roli. Tliły się dosyć długo, bo aż do 95. minuty meczu. Gdy wszystko wskazywało już na to, że Ukrainiec zacznie swoją przygodę z Pasami od derbowego remisu stało się jednak coś, co utkwiło w pamięci kibiców Cracovii z nieco innego powodu, niż wymarzył to sobie trener. W piątej minucie doliczonego czasu gry gola na 1:0 dla Wisły zdobył Nourdin Boukhari obracając w jednym momencie o 180 stopniu debiutanckie wrażenia Szatałowa.
Najpierw cud, potem smród
Później było jednak tylko lepiej. Heroiczne zwycięstwo 3:2 nad Bełchatowem w meczu, w którym do 86. minuty Cracovia przegrywała 0:2, remis 3:3 z Legią i wygrane nad Lechem czy Lechią sprawiły, że nadzieje o utrzymaniu odżyły. Kluczowa okazała się jednak przedostatnia seria gier. Zajmująca wciąż ostatnie miejsce Cracovia rozbiła przed własną publicznością Jagiellonię Białystok, a jej główne konkurentki - Arka Gdynia i Polonia Bytom - przegrały swoje mecze. Układu w dolnych rejonach tabeli nie zmieniła już nawet ostatnia kolejka, w której Cracovia przegrała 0:1 w Bełchatowie, ale dotkliwych porażek doznały również Arka i Polonia.
Dużo gorzej zaczął się jednak kolejny sezon. Cracovia na dobre zadomowiła się na pozycji numer 16, a pierwsze zwycięstwo odniosła dopiero w ósmej kolejce. Wszystko to działo się jednak już bez udziału Szatałowa. Ukrainiec pożegnał się z klubem pod koniec września 2011, oddając zespół we władanie Dariuszowi Pasiece. Przez jednych uwielbiany - dokonał w końcu rzeczy niemalże niemożliwej rzutem na taśmę utrzymując Cracovię w ekstraklasie - a przez innych wyszydzany w związku z fatalną jesienią i plotką na temat atrakcyjniejszej finansowo propozycji z Zagłębia Lubin.
Jakiekolwiek okoliczności nie są jednak w stanie zmienić faktu, iż Jurij Szatałow zapisał się w historii Cracovii złotymi zgłoskami. Jego następca nie był już w stanie utrzymać Pasów w ekstraklasie, a sam Ukrainiec zmuszony był poszukać szczęścia gdzie indziej. Kilka lat później, już jako trener Zawiszy Bydgoszcz, wywalczył z tym klubem awans do ekstraklasy. Co ciekawe, również wówczas losy Szatałowa splotły się nieco z Cracovią, która do piłkarskiej elity wróciła w tym samym czasie. Dziś Jurij Szatałow jest szkoleniowcem Górnika Łęczna, z którym pracuje od ponad dwóch lat. Czy jego drużyna będzie w stanie sprawić niespodziankę i pokonać przed własną publicznością świetnie dysponowaną Cracovię?
- Musimy grać bardzo blisko siebie, nie możemy zostawić Pasom miejsca. Jeżeli to zrealizujemy, to jestem spokojny - mówi Arkadiusz Onyszko, trener bramkarzy Górnika w rozmowie z klubową telewizją.