Cyniczne, poświęcone [Recenzja]

Według noty na okładce, „Ojciec odchodzi” Piotra Czerskiego miała być odpowiedzią na zbiorową żałobę, w której pogrążyła się Polska w 2005 roku po śmierci papieża Jana Pawła II. Odpowiedzią krytyczną, druzgocącą dla świeżo wyklutego i równie szybko rozmytego w pamięci pokolenia JPII (lub jak woli autor – Dżej Pi tu). Polską nie zachwiała w posadach, bo wylewki pod powieść zostały wykonane trochę na łapu-capu.

Jak żartuje okładka, czas trwania owego zjawiska, czyli pokolenia Jana Pawła II, miał wynosić tydzień. Ci, którzy mają odrobinę lepszą pamięć pewnie przywołają dowody na to, że żałoba i ogólnopolski pęd do życia zgodnego z papieskimi encyklikami trwał odrobinę dłużej. Niestety, tylko dla wąskiej grupy zdeterminowanych i szczerze zafascynowanych przekuł się na trwałe zmiany. Cynizm zarówno autora, jak i wydawcy, przenika przez całą książkę, nie sprawia jednak, że staje się ona odkrywcza lub zabawna. W sumie jej aktualność jest taka sama, jak wyśmiewanego przez nią zjawiska. Po prawie dziesięciu latach pewne bulwersujące opinię publiczną wydarzenia wyblakły równie mocno, co dobre chęci tymczasowo nawróconej młodzieży.

Pierwsza Komunia

Zarys fabularny „Ojciec odchodzi” jest bardzo prosty. Pierwszego dnia kwietnia 2005 roku Piotr (główny bohater) przybywa znad morza do inteligenckiego miasta Krakowa na stypendium. Osiem następnych dni spędza na wlóczeniu się po knajpach, dyskutowaniu ze znajomymi o śmierci papieża oraz zamartwianiu się, czy pozostawiona w rodzinnym mieście dziewczyna nie jest w ciąży. Wśród osób, z którymi rozmawia o zmianach, które czekają naród po śmierci papieża, ma również gości z zagranicy, którzy będąc na bakier z polską obyczajowością, nic z tego wszystkiego nie rozumieją. Wolne godziny, którymi na szczęście dysponuje nasz bohater sprawiają, że Piotr ma bardzo dużo czasu, aby rozważać nad swoją własną religijnością, a w wędrówkach po własnej pamięci cofa się aż do czasów pierwszego znaczącego sakramentu, czyli Pierwszej Komunii.

Od pierwszych stron „Ojciec odchodzi” wiemy, że Piotr ma ze śmiercią papieża duży problem. Nie dlatego, że jest wierzący i czuje się tym wydarzeniem zdruzgotany, ale dlatego, że otaczający go tłum rodaków wywiera na nim presję zastanowienia się nad swoim życiem, w którym papież był pewną, co prawda niezauważalną, ale jednak stałą. Podobnie jak większość jego znajomych Piotr ma za sobą standardowe katolickie wychowanie, które nie uchroniło go od zobojętnienia na pewne mechanizmy w wieku dojrzałym. Przywoływana wielokrotnie Pierwsza Komunia Święta, która miała chronić przed zakusami diabła, nie chroni niestety przed męczącym go notorycznie kacem oraz zgrabnymi ciałami licealistek.


Niezależnie od tego, jak bardzo bohater „Ojciec odchodzi” chce uciec od nadciągającej falami, zapowiadanej ze wszystkich środków masowego przekazu żałoby, ta zakłóca nawet ateistyczne picie wódki. Dookoła trwa oblekanie świata w czerń, a bohater z każdym kolejnym promilem stara się udowodnić samemu sobie, że stosowana przez niego od lat obojętność na kwestie religijne, nie powinna zostać nagle zachwiana masową histerią.

Woodstock

W oczach Piotra polski katolicyzm jest bardzo tendencyjną, opresyjną instytucją, która przypiera go do muru tanim chwytem zbiorowej żałoby. Dołączają do niej wszyscy Polacy, ubrani zarówno w szaliki Wisły jak i Cracovii, wyłączający światła na znak hołdu dla papieża, czerniący swoje domy, samochody, wierzący w dyktowane wyrachowaniem łzy polityków. Litania skarg na polską obyczajowość nie jest u Czerskiego nowa, ale zdaje się nie mieć końca.

Aby podeprzeć swoje gorzkie żale, autor próbuje wpędzić bohatera w psychologizowanie, przypomina mdłe i pozbawione uzasadnienia sakramenty, w których w latach bezrefleksyjnej młodości ów musiał uczestniczyć. Po Pierwszej Komunii dostajemy też Woodstock i zagubionego na nim, nawracającego wyluzowaną młodzież księdza. Ostatnią kliszą jest spotkanie z poetami katolickimi, którzy w kobietach przebierają jak w ulęgałkach, a Boga widzą tylko tam, gdzie za to płaci kościelne wydawnictwo.

Papieska paranoja

Kolejne strony „Ojciec odchodzi” są wymierzone na to, by obłudnych, polskich katolików zdemaskować. Jednak o naszej rodzimej wersji katolicyzmu nie dowiadujemy się niczego nowego. Piotr – zatwardziały ateista, przytłoczony nagle ożywionym polskim katolicyzmem, jest tylko znudzonym studentem, który z nadmiaru wolnego czasu i ze strachu przed niechcianym ojcostwem popada w papieską paranoję. Niby mamy bohatera, który chce być wolnym i zadowolonym z siebie młodym człowiekiem, ale z każdej strony krępuje go zacofana polska obyczajowość. Może w 2005 roku, w kontekście śmierci papieża, był to temat szokujący. Nas, oswojonych z polską walką o tożsamość katolicką i antykatolicką, złośliwości i rozterki Piotra nie dotykają. Ciekawe, co powiedziałby na temat walki o gender.