Cywka: Gra tydzień w tydzień daje mi ogromną radość i zwiększa pewność siebie [Rozmowa]
29-letni piłkarz długo nie mógł odnaleźć się w Wiśle, a trenerzy - znaleźć mu odpowiedniej pozycji. Po przyjściu trenera Kiko Ramireza, Tomasz Cywka wyraźnie odżył i jest ważnym ogniwem wiślackiej obrony. Z zawodnikiem Białej Gwiazdy rozmawialiśmy po spotkaniu z Lechem Poznań.
Michał Knura, LoveKraków.pl: Wiosną Kolejorz jest na fali, a kilka tygodni temu trener Michał Probierz gratulował już jego piłkarzom zdobycia mistrzostwa Polski. Jak przyjęliście bezbramkowy remis?
Tomasz Cywka: Czujemy niedosyt, bo mieliśmy sytuacje (Wisła nie oddała jednak ani jednego celnego strzału – przyp.red.) i dobre okresy w meczu. Wiem, że z punktu z takim przeciwnikiem musimy się cieszyć, ale lekki niedosyt jest. Graliśmy u siebie, na trybunach było 30 tysięcy naszych kibiców, którzy stworzyli niesamowitą atmosferę. Dla nich chcieliśmy wygrać.
Kilka razy ruszył pan prawą stroną pod bramkę Lecha, ale czegoś brakowało, by po jednej z akcji padła bramka.
Brakowało ostatniego podania. Nad tym elementem wszyscy w drużynie musimy pracować. Podchodzimy na 30. metr przed bramką i tam trzeba być bardzo dokładnym, by zdobyć gola. Mieliśmy sytuacje, ale zabrakło dokładności i zimnej krwi.
Z gry obronnej jesteście zadowoleni? Lech miał sytuacje, ale nie było ich wiele.
Biorąc pod uwagę to, że na wiosnę strzelali rywalom po trzy lub więcej goli, to gra na zero z tyłu może nas cieszyć.
Po meczu z Wisłą Płock narzekał pan na drobny uraz. Wszystko jest już w porządku?
Było dobrze, ale w meczu z Lechem miała miejsce jedna stykowa sytuacja, gdy znowu poczułem ból. Ta kontuzja jest do opanowania, więc na Niecieczę będę gotowy.
Was remis do końca nie zadowala, ale grupę mistrzowską macie na wyciągnięcie nie ręki, a paznokcia.
Przed naszym spotkaniem dostaliśmy informację, że Korona przegrała we Wrocławiu. Do końca zostały trzy kolejki i na pewno zdobędziemy jakieś punkty, a inni pogubią. Nie będziemy się musieli oglądać na innych, jak wygramy jeszcze mecz, dwa.
Na wiosnę tylko jednego meczu nie zagrał pan od początku do końca (z Wisłą Płock zszedł w 82. minucie – przyp.red.). Pewne miejsce w drużynie daje panu dużą radość także w życiu prywatnym, poza boiskiem?
Oczywiście! Każdy zawodnik, który gra tydzień w tydzień po 90 minut, może to powiedzieć. Jak jeszcze drużyna dobrze się prezentuje i zdobywa punkty, to radość i pewność siebie są jeszcze większe.
Na mecz z Lechem pomocnicy z Kolumbii jeszcze nie zmieścili się w „18”. Jak przebiega ich aklimatyzacja w Wiśle?
Fajne chłopaki, mają bardzo dobrą technikę. Jak się zaaklimatyzują w naszej lidze i kraju, to będą wzmcnieniem.