Czekanie na ustawę zabije krakowski monitoring?
– Czekanie i zwlekanie z rozbudową monitoringu odbije się czkawką władzom miasta – przekonuje nas jeden z oficerów policji. Oprócz tego, że nagrania z kamer usprawniłyby pracę policji, to Kraków mógłby stworzyć taki system, jaki tylko chce. – Po zmianie prawa będzie miał ograniczenia i być może wzrosną koszty całego przedsięwzięcia – dodaje nasz rozmówca. Problem jest jednak taki, że nowe prawo może w ogóle nie powstać. Magistrat twierdzi, że to nie problem.
Ostatnie wydarzenia na kilku krakowskich osiedlach dowiodły, że bez monitoringu trudno ustalić i skutecznie rozliczyć sprawców bójek czy awantur. Zwłaszcza w środowisku pseudokibiców i ściśle z nim powiązanych gangów narkotykowych. Jak mówią policjanci, to hermetyczne grupy.
Ich zasady są jasne: nikt nie donosi na policję, sprawy załatwiają między sobą. Dlatego dochodzi do częstych odwetów. Czasami pokrzywdzonymi są osoby postronne. Śledczy mieliby łatwiejsze zadanie, gdyby był dowód w sprawie. W tym kontekście nagranie z monitoringu.
Przykład: gdyby w zeszły czwartek doszło do bójki między pseudokibicami, jedni zostaliby poszkodowani, ale nie składaliby zeznań i brakowałoby świadków, prokuratura najpewniej umorzyłaby sprawę. Natomiast, gdyby istniało nagranie z tego wydarzenia, śledczy mieliby dowód i po zidentyfikowaniu danych osób, sąd ukarałby uczestników bójki.
Krakowskie kamery
Baza krakowskiego monitoringu miałaby kosztować ok. 20 milionów złotych i składać się z 200 kamer, choć prawdę mówiąc, nowych zostałoby zainstalowanych tylko 111. Nie imponuje rozmach tego przedsięwzięcia, zwłaszcza w porównaniu z takimi miastami jak Poznań, gdzie kamer jest ponad 400. W tym roku powstają jedynie dokumenty i opracowania. Zespół zadaniowy stwierdził w raporcie, że system powinien być gotowy za pięć lat.
Władze krakowskiego PO, które opracowały wstępną koncepcję monitoringu, chcą czekać na uchwalenie ustawy regulującej działanie monitoringu wizyjnego. Podobnie w swoim sprawozdaniu twierdzą członkowie zespołu zadaniowego ds. monitoringu. W dokumencie podkreślają, że regulacje są szczątkowe. Również Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2014 roku wskazała, że potrzebne jest stworzenie porządnych przepisów prawnych. Projekt leży jednak w szufladzie i czeka na zainteresowanie polityków. – Szkoda, że nie wchodzi w życie, bo wytrąciłaby malkontentom argument, że jeśli nie ma regulacji w tej sprawie, to nie wiadomo, co robić i przez to nie robi się nic – przekonuje Jerzy Woźniakiewicz, przewodniczący rady Dzielnicy XIV – Czyżyny.
Dokumenty i rozmowy
Łukasz Wantuch, członek zespołu zadaniowego uważa, że ustawa nie powstanie nawet w ciągu następnej kadencji i ta kwestia będzie nieuregulowana. – Zbyt wiele jest sprzecznych interesów – twierdzi Wantuch. Według radnego z Prądnika Czerwonego, system powinien opierać się na połączeniu monitoringu wspólnot mieszkaniowych i kamer, które są obecnie wykorzystywane przez służby czy zainstalowane w komunikacji miejskiej.
Podobne zdanie na ten temat ma Woźniakiewicz. – Nie jest to priorytet rządzących. Ciężko też powiedzieć, czy ktoś się tym zainteresuje w następnej kadencji – twierdzi były przewodniczący komisji praworządności Rady Miasta Krakowa.
Woźniakiewicz przekonuje, że harmonogram powinien się skrócić, choć wszystko zależy od środków, jakie zostaną przeznaczone na ten cel z budżetu miasta. – Nie przeszkodzi również uchwalona w końcu ustawa, ponieważ nie będzie się ona drastycznie różniła od założeń, które znamy – stwierdza. Do dopracowania jest tylko parę spornych kwestii: m.in. to, kto miałby dostęp do materiałów i przez jaki czas mogłyby być przechowywane, czy powinny być prowadzone konsultacje społeczne oraz gdzie miałyby się znaleźć kamery.
Problemy będą inne
Jak twierdzi Monika Chylaszek, rzecznik prasowy prezydenta Jacka Majchrowskiego, ani brak ustawy czy środki (bo te będą zabezpieczone w budżecie) nie są problemem i nie powodują, że inwestycja jest tak rozciągnięta w czasie. – Nie jest sztuką kupić i zainstalować kamery. Schody pojawią się wówczas, kiedy przyjdzie do położenie światłowodu. Wtedy sprawa może się przeciągać, ponieważ o zgody będzie trzeba pytać właścicieli danych działek. Stąd założony jest taki harmonogram – mówi Chylaszek.