Czy Ania jest warta czekania?

Cierpliwość zgromadzonej w Klubie Studio publiczności została w piątkowy wieczór wystawiona na ciężką próbę. Ania Dąbrowska kazała na siebie czekać niemal trzy kwadranse. Jednakże show, jakie potem dała, utwierdziło wszystkich w przekonaniu, iż było warto.

Kolejka do klubowej szatni ciągnęła się przez cały hol i wręcz nie było widać jej końca. Na podobne tłumy na koncercie liczyć mogą tylko największe gwiazdy. Ania Dąbrowska niewątpliwie należy do grona wokalistek, których twórczość przyciąga zarówno wychowanych na jej piosenkach studentów, jak i melomanów w średnim wieku. Z nostalgią podchodzą oni bowiem do piosenek utrzymanych w klimacie lat 60-tych ubiegłego wieku, którym Dąbrowska nadała jednak nowatorskiego sznytu.

Urodzona w Chełmie piosenkarka swoją muzyczną przygodę rozpoczęła ponad dziesięć lat temu od udziału w jednym z programów rozrywkowych. Fakt, iż nie dotarła do ścisłego finału, najwyraźniej wyszedł jej na dobre – w przeciwieństwie do wielu gwiazdek jednego sezonu, lansowanych na siłę przez stacje telewizyjne, Dąbrowska każdym nowym albumem potwierdza wysoką klasę i niezwykłą wrażliwość muzyczną. Nie próbuje na siłę przypodobać się każdej publiczności, pozostaje wierna własnemu, niepowtarzalnemu stylowi. Koncert w Klubie Studio był dla niej swoistym powrotem do korzeni – piosenkarka wykonała większość utworów ze swojej debiutanckiej płyty „Samotność po zmierzchu”, która zapewniła jej stałe miejsce w kanonie najpopularniejszych artystek w Polsce.

Piątkowy koncert rozpoczął się od krótkiego, aczkolwiek wyjątkowo udanego występu Sióstr Melosik, które wspomagały zresztą później Dąbrowską w chórkach. Mimo, iż przyjemne, wpadające w ucho melodie pozytywnie nastroiły publiczność, dało się jednak odczuć pewne napięcie związane z oczekiwaniem na główną gwiazdę wieczoru. Kiedy młoda wokalistka pojawiła się wreszcie na scenie, przez salę przetoczyła się głośna fala oklasków.

Każda wykonywana przez Dąbrowską piosenka nagradzana była gromkimi brawami. Z entuzjastyczną reakcją spotkały się jednak przede wszystkim największe hity wokalistki. Zresztą, sama artystka przyznała z uśmiechem, że szczególnie jej to nie dziwi. Wszak najlepiej bawimy się zazwyczaj przy utworach, które doskonale znamy. Liczna publika zgromadzona w Klubie Studio śpiewała razem z wokalistką jej najbardziej znane przeboje, w tym skoczne „Nigdy więcej nie tańcz ze mną” i nastrojowe, wzruszające „Charlie, Charlie”.

Po niespełna czterdziestu minutach Dąbrowska niespodziewanie złożyła głęboki ukłon, podziękowała widowni i… wraz z zespołem opuściła scenę, wprawiając swoich fanów w lekką konsternację. Jeżeli zamiarem artystki było wywołać w publiczności niedosyt, trzeba uczciwie przyznać, iż spisała się na medal. Zapewne znaczna część słuchaczy spodziewała się po tego typu akcji jedynie krótkiego bisu. Tymczasem piosenkarka po raz kolejny zaskoczyła – podczas dalszego występu zafundowała jeszcze sporą dawkę dobrej zabawy, wykonując kilka doskonale znanych piosenek, z autorską wersją słynnego „Bang Bang” Nancy Sinatry na czele.

Ania Dąbrowska reprezentuje sobą nie tylko wielki talent muzyczny i rewelacyjne kompozycje, które sprawiają, iż nogi same rwą się do tańca. Artystka posiada także wielką charyzmę i potrafi nawiązać świetny kontakt z publicznością, o czym można było przekonać się podczas znakomitego występu w Studio. Chapeau bas!

 

Ewa Eustachiewicz

 

fot. Filip Radwański / lovekrakow.pl