Czy kandydaci na prezydenta wiedzą, ile kosztuje ich program?

„Cztery miliardy”, „dwa miliardy”, „półtora miliarda”, „ustali to rada miasta” – m.in. takie odpowiedzi dostaliśmy od kandydatów na prezydenta, gdy zapytaliśmy o to, ile kosztuje realizacja całego ich programu i na jakie środki z Unii liczą. Jednak nie wszyscy potrafili przedstawić jakiekolwiek liczby. Oprócz tego zadaliśmy pytanie, które obietnice są nie do zrealizowania.

Budżet miasta

W najlepszej sytuacji jest oczywiście prezydent Jacek Majchrowski, który od 12 lat prezentuje projekt budżetu miasta. Jednak nawet on woli nie szastać kwotami. – Mój obecny program wyborczy jest skalkulowany w ten sam sposób, jest realny i nie nadwyręży budżetu miasta – dyplomatycznie odpowiada Majchrowski. – Wszystkie moje obietnice zawsze były tak skalkulowane, by Kraków pozostawał miastem wiarygodnym finansowo, co zawsze potwierdzał rating – dodaje prezydent. Podobnie odpowiada Marta Patena.

Liczby zbędne?

Konrad Berkowicz z Kongresu Nowej Prawicy liczb również nie podaje. Uważa natomiast, że wszystko należy pozostawić mieszkańcom, a miasto powinno się zajmować „tym, co konieczne, czyli m.in. infrastrukturą drogową i stanem powietrza”. Marek Lasota również nie mówi o konkretach. Zapowiada, że realizację m.in. Szybkiej Kolei Aglomeracyjnej będzie współfinansować województwo oraz Polskie Linie Kolejowe.

Jak „biznesplan”

O konkretnych kwotach mówi natomiast Łukasz Gibała, podkreślając, że do programu podszedł jak do biznesplanu. – Spisaliśmy wszystkie obietnice, a potem cały sztab ludzi dokładnie każdą z nich wyceniał. Moi sztabowcy najpierw weryfikowali, ile kosztuje wybudowanie 1 kilometra bus-pasa, później szacowali, jaka jest długość bus-pasów, które są w Krakowie potrzebne i których budowę obiecujemy - i na tej podstawie wyliczali całkowity koszt konkretnej obietnicy – twierdzi Gibała. A obietnic wyliczył ponad 300, co miałoby kosztować 4 miliardy złotych rozbite na cztery lata.

Tomasz Leśniak wyliczył natomiast, że na inwestycje i wzrost wydatków bieżących wydałby około 2 miliardów. – Większość z tych środków zostanie przeznaczona na edukację, transport, politykę antysmogową i tereny zielone – tłumaczy. Sławomir Ptaszkiewicz jest „najtańszy”. Na zrealizowanie jego obietnic z budżetu miasta wystarczy 1,35 miliarda złotych.

Unia – studnia niemal bez dna

Skąd brać pieniądze na niektóre pomysły? Z Unii oczywiście. Nowa perspektywa finansowa jest traktowana przez polityków jak studnia bez dna. Również kandydaci na prezydenta chcą z niej czerpać. No, oprócz Konrada Berkowicza ze znanych wszystkich względów. Kandydat zjednoczonej prawicy i w tym przypadku nie mówi o liczbach.  – Tylko dobrze przygotowane wnioski gwarantują szansę pozyskania środków z UE.  Dlatego dołożę starań, aby każdy projekt, który ma szansę na pozyskanie dotacji z UE, został tak przygotowany, by dofinasowanie uzyskać – deklaruje Marek Lasota.

Jacek Majchrowski przypomina, że Kraków będzie miał do wykorzystania 630 milionów złotych  w ramach Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. Te pieniądze chciałby przeznaczyć m.in. na drogi, strefę aktywności gospodarczej, termomodernizację, poprawę jakości powietrza. – Jeżeli chodzi o pewność, że te środki otrzymamy, to zawsze powtarzam, że jestem pewien, gdy widzę podpisany dokument – dodaje prezydent.

Miliardy ze źródeł zewnętrznych

Łukasz Gibała pieniędzy z Unii chce więcej. – Szacujemy, że ze środków unijnych pozyskamy na zrealizowanie naszego programu 1,5 miliarda złotych. Takie wskaźniki wydatkowania odnotowują inne duże polskie miasta i nie ma żadnego powodu - poza być może nieumiejętnym przygotowywaniem inwestycji i zbyt słabym lobbingiem (bo duża część z tych środków dysponowana jest na poziomie rządowym) - żeby Kraków miał być gorszy – mówi poseł i dodaje, że jest pewny ich pozyskania, ponieważ zatrudni w magistracie najlepszych fachowców, a i on sam ma większe w tym doświadczenie niż Jacek Majchrowski.

– Zakładam pozyskanie około 4 miliardów złotych z programów UE i rządu RP. Pewność bierze się z zapisanych programów. Niestety na dzień dzisiejszy miasto nie jest przygotowane do złożenia dokumentacji dla pozyskania tych środków – stwierdza natomiast Sławomir Ptaszkiewicz.

Nie ma niemożliwego!

Wszyscy kandydaci odpowiadają jak jeden mąż: dla nas nie ma rzeczy niemożliwych. Jacek Majchrowski uważa, że umieszczenie w programie rzeczy nie do zrealizowania byłoby oszukiwaniem wyborców. Marta Patena twierdzi, że jej obietnice są niezbędne do wprowadzenia, a Marek Lasota odpowiada: „Zawsze wydaje się, że coś jest niemożliwe, dopóki nie zostanie to zrobione. To tylko kwestia determinacji i priorytetów”. – Jestem z wykształcenia doktorem logiki. Z mojego punktu widzenia wysoce nielogiczne byłoby postulowanie czegoś, co jest niemożliwe do zrealizowania – odpowiada poseł Gibała.

Ale zawsze są jakieś „ale”.Inwestycje w edukację są z pewnością największym wyzwaniem, gdyż wymagają - w zdecydowanej większości - finansowania z budżetu miasta. Nie oznacza to jednak, że gmina jest „skazana” na niedoinwestowanie edukacji – przyznaje Tomasz Leśniak. Jednak i tu da się coś zrobić. Lider KPI chciałby zwiększyć aktywność, by pozyskiwać pieniądze z budżetu państwa.

– Na potrzeby odpowiedzi na to zabawne pytanie dołączam do swoich postulatów ustawowy zakaz defekacji gołębi, gonitwę byków po ulicy Grodzkiej i zmianę kierunku, w którym Wisła płynie przez Kraków – powiedział Konrad Berkowicz.