Dariusz Wdowczyk: Moja cierpliwość może się wyczerpać

Wisła Kraków pokonała u siebie Górnika Zabrze 3:1 i została liderem grupy spadkowej. Mimo wywalczonych trzech punktów trener Białej Gwiazdy nie był do końca zadowolony z postawy niektórych zawodników i nerwowości, która wkradła się w szeregi krakowian.

Z kłopotami

Krakowski zespół kontrolował mecz. Szybko strzelił bramkę i nic nie wskazywało na to, że Górnik Zabrze w pierwszej połowie zdoła wyrównać. – Mamy cenne trzy punkty, ale zdobyte w nerwowej atmosferze. Kontrolowaliśmy ten pojedynek do momentu, aż Guzmics popełnił błąd. Straciliśmy bramkę na 1:1. Potem musieliśmy gonić wynik – mówił po spotkaniu szkoleniowiec Wisły Dariusz Wdowczyk.

Horror z przeszłości

Pod koniec pierwszej połowy udało się Wiśle wyjść na prowadzenie. Rafał Wolski wykorzystał podanie Patryka Małeckiego i na przerwę krakowianie zeszli przy korzystnym wyniku. – Mieliśmy szanse na rozstrzygnięcie meczu już na początku drugiej połowy. Tak się nie stało i zrobiło się nerwowo. Odezwały się w nas wówczas stare demony. Cieszę się, że zebraliśmy jeszcze tyle siły, aby strzelić trzecią bramkę – wyjaśniał trener.

Na krawędzi

Wisła sama sobie nawarzyła piwa. Gdyby nie kardynalny błąd Richarda Guzmicsa, to wiele nerwów zostałoby zaoszczędzonych. – Guzmics popełnił błąd w meczu z Ruchem, teraz też można powiedzieć, że podarował bramkę rywalowi. Richard musi zacząć grać lepiej. W innym przypadku moja cierpliwość może się wyczerpać – komentował grę swojego obrońcy trener Wdowczyk.

Małecki show

Zarzutów mieć nie można z kolei do Patryka Małeckiego. Pomocnik Białej Gwiazdy otworzył wynik spotkania, a przy kolejnych dwóch bramkach asystował. – W Patryku nastąpiła przemiana. Najważniejsze jest to, że prezentuje świetną formę. Nie umniejszając roli pozostałych zawodników, kreuje on naszą grę w ofensywie – ocenił opiekun Wisły.