Deficyt snu na Rynku Głównym

Któż nie chciałby mieszkać przy samym Rynku Głównym albo przy jednej z uliczek od niego wychodzących? Historia, kawiarnie, zaczarowana dorożka, zaczarowany…. – A wie pan, jak tłucze się rura o płytę rynku z demontowanej sceny o trzeciej w nocy? – pyta dr hab. Marta Kijewska-Trembecka, mieszkanka ul. Św. Jana.

Pytanie to było skierowane do zastępcy naczelnika wydziału prewencji Komendy Miejskiej w Krakowie – podinsp. Jacka Cadera podczas debaty na temat hałasu w mieście. Mieszkańcy mieli okazję porozmawiać i pożalić się służbom miejskim oraz radnym. A warto przypomnieć, że sen i odpoczynek to prawa każdego człowieka.

I czar prysł

Imprezy zorganizowane na płycie rynku są utrapieniem dla mieszkających tam osób. Nie tylko nie pozwalają odpocząć do końca imprezy, ale również po niej. Do tego dochodzą „dni powszednie”. Problem mają również mieszkańcy Kazimierza. Jak przypomina Andrzej Kacperski, to pokłosie uchwały rady miasta, która pozwoliła na prowadzenie ogródków kawiarnianych m.in. na placu Nowym do godz. 2 w nocy.

Grupy podpitych osób, często Brytyjczyków, uprzykrzają życie nie tylko w weekendy. Mieszkający tam mają dość, a służby w ich ocenie, źle działają. – Nieraz słyszałam od dyspozytora, że nie ma patrolu, a tymczasem widziałem obok przejeżdżający – żali się mieszkanka centrum. – Sami więc zwracamy uwagę hałasującym i to często pomaga. Takich sytuacji są miliony.

Mieszkańcy są oburzeni bezradnością i biernością służb. – Mamy za was interweniować? Dlaczego nie możecie po prostu dać mandatu komuś, kto krzyczy w nocy, a kierowców możecie karać? – pytają. Jednak funkcjonariusze nie mają łatwego zadania jeśli chodzi o zakłócanie porządku i ciszy nocnej. Jak tłumaczy podinsp. Cadera, to prawo stawia przed policjantami mur nie do przeskoczenia.

– Abyśmy mogli kogoś ścigać zgodnie z obowiązującymi przepisami, musi pojawić się osoba pokrzywdzona. Najlepiej złożyć imienne zawiadomienie, zgodzić się być świadkiem, wpuścić funkcjonariuszy do domu czy mieszkania, aby ci przekonali się, że faktycznie hałasy przeszkadzają – radził zebranym w Klubie Pod Jaszczurami.

Policjantów w obronę wzięła mieszkanka ul. Brackiej, która mieszkała 15 lat po sąsiedzku z  „dyskoteką”. – Co noc przychodzili policjanci. Kierowali sprawę do sądu. I co się stało? Sprawcy dostali 500 zł kary. Musiałabym zamówić komornika, aby karę ściągnąć. Taka jest u nas walka z hałasem.

Alkoholowy bumerang

Straż miejska również znalazła się pod obstrzałem. Bronić się próbował Kajetan Wronkowski, kierownik I Referatu Rejonowego. –  Nie można powiedzieć, że nic nie robimy. Ale też nie postawimy patrolu przy każdym pubie i sklepie z alkoholem. W samej dzielnicy I mamy tysiące interwencji związanych z porządkiem, zakłócaniem ciszy, zanieczyszczaniem czy spożywaniem alkoholu.

Właśnie to ostatnie pojawia się najczęściej w związku z hałasem w mieście. Zapewne znikomej liczbie osób przeszkadzałby fakt picia, gdyby tylko było cicho i bezpiecznie. Niestety, tak nie jest. Kto zatem jest winny?

Jednej osoby nie wskażemy. Odpowiedzią podzielić mogą się władze miasta, służby odpowiedzialne za porządek i bezpieczeństwo, turyści oraz sami przedsiębiorcy. Warto też spojrzeć w lustro i zrobić szybki rachunek sumienia: czy nie zdarzyło nam się zaśpiewać czegoś o 3 w nocy na rynku?

Radni zaradzą?

– Dla mnie dylematem jest to, do jakiego stopnia ograniczyć działalność turystyczną, a wiadomo, że nie jesteśmy miastem przemysłowym. Moi koledzy z Kazimierza zamykają ogródek o 20, a reszta kawiarni działa dalej. To przykład, że można się dogadać – mówi Anna Szybist, radna miejska i do niedawna menadżerka Nowej Prowincji.

Małgorzata Popławska widzi duży problem w jakości turystów oraz w nieegzekwowaniu prawa. – Wszelkie badania mówią, że turyści przyjeżdżają do Krakowa w celach kulturowych. Patrząc na centrum, można się zastanawiać, czy to prawdziwy obraz turysty – twierdzi. Radna dodaje również, że barmani sprzedają alkohol osobom nietrzeźwym, co jest niezgodne z prawem.

Jak to zmienić? Zdaniem radnej, miasto ma instrumenty, aby skupić się na takim turyście, jakim chce. – Od nas zależy, kto do Krakowa przyjedzie. Jeśli miasto reklamuje się tanim piwem, brakiem reakcji służb, to wiadomo, kto nas odwiedzi. A prawo trzeba po prostu egzekwować – uważa Popławska. Radna przypomniała również, że żaden z europejskich krajów nie pozwala na picie turystom przez całą noc.

Tylko kompromis

Bogusław Kośmider, przewodniczący rady miasta, zauważa, że odkąd jest radnym, ten problem pojawił się w debacie publicznej. – Jak widać, żadne podjęte działania nie przyniosły skutków – przyznaje radny, dodając, że większa liczba policjantów w 2014 roku przełożyła się na większe bezpieczeństwo, ale nie na porządek.

Radny przypomina, że w innych krajach wcale nie jest lepiej. –  Nie jest tylko problemem krakowskim, że centra są nadużywane i panuje w nich hałas. Byłem ostatnio w Lizbonie i w centrum naprawdę głośno – twierdzi.

Zdaniem Kośmidera, tylko kompromis społeczny jest w stanie problem powoli rozwiązywać. – Tak jest w Londynie, gdzie działają puby do 22. Oczywiście nie jest tak wszędzie. W Krakowie potrzeba nam pracy wychowawczej wśród mieszkańców, właścicieli lokali i władzy. Tylko kompromisem coś będzie dało się osiągnąć – uważa samorządowiec.

Andrzej Kacperski proponuje, by inaczej interpretować prawo, a przy okazji stworzyć nowe. Kacperski przypomina, że powstał program ochrony środowiska przed hałasem dla Krakowa na lata 2014-2018. Jednak nie ma w nim słowa na temat ogródków kawiarnianych czy imprezach generujących głośnie dźwięki. Oprócz tego rada miasta powinna zmienić uchwałę i zakazać lokalom działalności do późnych godzin nocnych tam, gdzie występują duże skupiska mieszkańców.

Kolejną sprawą jest stworzenie hierarchii ważności praw, jakie płyną z konstytucji. – Czy swoboda działalności gospodarczej to prawo nadrzędne w stosunku do żądań mieszkańców, którzy chcą odpoczynku i ochrony zdrowia? – pyta Kacperski. – Mamy tu konflikt dwóch wartości, ale chyba nie muszę mówić, co jest ważniejsze.