Dekada Tomasza Tułacza w Puszczy. Po meczu z Wieczystą dosadnie o VAR-rze i sędziowaniu
Awans z II ligi do I, a potem do Ekstraklasy, a także półfinał Pucharu Polski – dziesięć lat Tułacza w Niepołomicach to historia pisana złotymi zgłoskami. „Napoleon” – jak nazywają go kibice – jest ich ulubieńcem. Dziś trudno wyobrazić sobie Puszczę bez Tułacza i Tułacza bez Puszczy. To najdłużej pracujący na szczeblu centralnym trener w Polsce i jedyny taki przykład zaufania włodarzy klubu do człowieka – nie tylko w dobrych, ale i złych chwilach.
Tułacz prowadził Puszczę już w 370 spotkaniach i to jeszcze nie koniec. Według portalu Transfermarkt.pl ma średnią 1,36 punktu na mecz.
Twarde lądowanie w I lidze
Obecna rzeczywistość jest dla pierwszoligowego klubu trudna, bo cały czas musi lizać rany po spadku. Urodzony w Mielcu szkoleniowiec wciąż przypomina, że Puszcza musi wzmocnić kadrę, bo ma za mało piłkarzy, aby poradzić sobie w I lidze. Wkrótce opuści ją Antoni Klimek, który jedną nogą jest już poza klubem. Pozostaje kwestia, gdzie trafi. Niepołomiczanie wystartowali bez porażki w trzech kolejnych meczach i ta przyszła dopiero w 4. kolejce z Wieczystą. Jeszcze nie wygrali i z trzema punktami znajdują się na 15. miejscu w tabeli.
Przegrany jubileusz
55-latek nie miał powodów do świętowania jubileuszu, który popsuła w poniedziałek Wieczysta Kraków. To nie było porywające widowisko, ale goście okazali się sprytniejsi. Po przegranym 0:1 meczu Tułacz mówił, że jego drużynie zabrakło odpowiedniego nastawienia. Wieczysta ma dużą jakość i chociaż wierzył, że uda się ją zaskoczyć w niektórych elementach, to się nie udało. Przyznał, że jego zespół ofiarnie bronił, ale nie potrafił utrzymać piłki i był kiepski w ofensywie.
– Nie możemy tak grać w ataku, chcąc postraszyć rywala. Po paru stałych fragmentach gry w polu karnym nie było siły ognia – rozkładał bezradnie ręce.
Tułacz o sędziowaniu: A dlaczego spadliśmy z ligi?
Zapytany przez dziennikarza, dłuższą chwilę poświęcił sytuacji z 66. minuty, kiedy Kacper Śmiglewski wygrał walkę w powietrzu, a następnie został trafiony w głowę przez Michała Pazdana. Prowadzący spotkanie Sebastian Krasny z Krakowa nie podyktował karnego, nie został też wezwany do monitora, aby obejrzeć powtórkę.
Tułacz nie był z tego zadowolony. Przypominał ostatnie karne z Ekstraklasy, kiedy bramkarz trafił przeciwnika po skutecznej interwencji w piłkę (np. w ostatnim meczu Korony Kielce z Radomiakiem Radom). – Graliśmy jeszcze w I lidze z Wisłą Kraków i w identycznej sytuacji karny był – przytoczył.
Nie chciał używać mocnych słów, bo musiałby ponieść konsekwencje. – A dlaczego w jakimś stopniu spadliśmy z ligi? Z braku szczęścia przy takich decyzjach. Nie chcę już wylewać żali – powiedział.
Przypomniał mecze z GKS-em Katowice, czy Motorem Lublin z poprzedniego sezonu. – Cała Polska mówi, że jest karny, sędzia międzynarodowy mówi, że karnego nie ma, a główny tego w ogóle nie zauważa – powiedział.
Zaakcentował, że to element piłki nożnej, ale rzeczy, które decydują o całości. Jego zdaniem VAR powinien pomagać. – Ludzie się mylą, piłkarze, ja się mylę. Nie mam zamiaru zwalać winy za porażkę na sędziego, ale interpretacja przepisów jest bardzo luźna i swobodna – skwitował.
Cecherz: Musimy być bardziej pazerni
Po tym meczu Wieczysta jest wiceliderem tabeli z 10 punktami. Jako beniaminek nie przegrała jeszcze w I lidze meczu. Przemysław Cecherz cieszył się z wygranej, ale komentował grę drużyny obiektywnie.
– Cieszy gra mojego zespołu, szczególnie w pierwszej połowie, bo mieliśmy mecz pod kontrolą. Musimy poprawić skuteczność. Stwarzamy za mało sytuacji, za mało oddajemy strzałów. Musimy być bardziej pazerni na bramki – mówił w Niepołomicach trener żółto-czarnych.