Deszczowa pogoda nie dla Cracovii
Pomimo nawałnicy, która nawiedziła stadion przy ulicy Kałuży, kibice nie zobaczyli gradu goli. Przeciwnie, piłka do bramki wpadła tylko raz. W Krakowie po 90 minutach zza chmur nie wyjrzało słońce. Cracovia przegrała z Podbeskidziem 0:1.
Nie tak miała wyglądać inauguracja rundy finałowej w wykonaniu Pasów. Zwycięstwo nad drużyną, która znajduje się w ogonie tabeli miało być pierwszym krokiem do obrony dziewiątej lokaty z sezonu zasadniczego. Jednak zamiast pierwszego zwycięstwa jest pierwsza porażka. Należy dodać, że jak najbardziej zasłużona. Krakowska tiki-taka już dawno przestała zaskakiwać przeciwników. Miażdżąca przewaga w posiadaniu piłki robi wrażenie już tylko na statystykach. Po 31 meczach trzeba powiedzieć sobie jasno, że krakowska wersja katalońskiego futbolu jest nieudaną imitacją pięknej gry. Na początku zaskakiwała, wprowadzała jakość do polskiej ligi. Z czasem stała się hamulcem, który ogranicza potencjał piłkarzy z Krakowa.
Nie ma strzałów, nie ma goli
Kto wierzył w zmartwychwstanie Cracovii po Wielkanocy, ten musiał zrewidować swoje poglądy po meczu z Podbeskidziem. Niecałe dwa tygodnie przerwy nie zmieniły kompletnie nic w poczynaniach Pasów. Cracovia jak zwykle próbowała budować swoje ataki na grze pozycyjnej. Masa podań, głównie w okolicach środka boiska nie mogła stworzyć zagrożenia pod bramką Richarda Zajaca. Mnożące się błędy techniczne gospodarzy oraz nasiąknięte niczym gąbka boisko nie były dzisiaj atutami krakowian. Do zwycięstwa wystarczyła agresja, a ta była po stronie bielszczan.
Największy minus należy się jednak drużynie Stawowego za brak strzałów z dystansu. Przy takiej pogodzie uderzenia zza pola karnego są czymś oczywistym. Nie ma strzałów, nie ma goli. Krakowianie dochodzili z piłką do pola karnego przeciwnika po czym tracili ją i narażali się na kontry. Jedna z nich była śmiertelna i doprowadziła do utraty bramki.
Decydująca akcja nastąpiła w 58. minucie. Piłkę na swojej połowie przejęli goście, nastąpił atak, który celnym strzałem po podaniu Antona Slobody sfinalizował Fabian Pawela. Podbeskidzie objęło prowadzenie, którego nie oddało do końcowego gwizdka.
Porażka w meczu za sześć punktów
Po spotkaniu swoich piłkarzy za styl gry nie chwalił trener Stawowy. – Patrząc na układ tabeli zdawaliśmy sobie sprawę, że to był o mecz o „6 punktów”. Porażka sprawiła, że robi się nerwowo. Nie mogliśmy wygrać tego meczu grając tak jak graliśmy, nie stwarzaliśmy sobie okazji. Na pewno odstawaliśmy też od rywali pod względem determinacji. To był jeden z najsłabszych meczów w naszym wykonaniu w obecnym sezonie – ocenił szkoleniowiec.
Cracovia po porażce w 31. kolejce T –Mobile Ekstraklasy zajmuje dziewiąte miejsce z dorobkiem 20 punktów. Na następny mecz krakowianie udadzą się do Łodzi, gdzie zagrają z Widzewem. Trzy punkty w starciu z drużyną zamykającą tabelę są mile widziane.
Cracovia Podbeskidzie Bielsko Biała 0:1 (0:0)
Pawela 58’
Cracovia: Pilarz - Nykiel (78’ Dudzic), Żytko, Marciniak, Jaroszyński (68’ Steblecki) - Papadopoulos (62’ Boljević), Dąbrowski, Štraus - Ntibazonkiza, Nowak, Bernhardt.
Podbeskidzie: Zajac - Adu, Telichowski, Iwański, Chmiel (87’ Bartlewski), Kołodziej (46’ Malinowski), Sokołowski, Sloboda, Pawela (68’ Lebedyński), Górkiewicz, Konieczny.
Sędziował: Mariusz Złotek
Żółte kartki: Żytko, Nykiel, Boljević - Kołodziej, Konieczny.
Widzów: 6393