Detektywi śledzili radnego Krakowa. A ten o czasach stalinowskich
Sprawa po 2,5 miesiącach
Blisko dwa i pół miesiąca potrzebowali radni Krakowa, aby zająć się wnioskiem w sprawie wygaszenia mandatu radnego Koalicji Obywatelskiej Bartłomieja Kocurka.
Z takim żądaniem w połowie lipca wystąpił radny dzielnicy Stare Miasto Wojciech Jakubowski. Stwierdził, że Kocurek nie mieszka na terenie Krakowa, lecz w oddalonej o blisko 15 kilometrów – w linii prostej od centrum miasta – miejscowości Baranówka na terenie gminy Kocmyrzów-Luborzyca.
Raport detektywistyczny jako dowód
Dowodem na to, że Bartłomiej Kocurek jest mieszkańcem Baranówki, miał stać się obszerny raport detektywistyczny.
Jakubowski tłumaczył, że przyczynkiem do zbadania sprawy była aktywność Kocurka w mediach społecznościowych. Mężczyzna w trakcie kampanii wyborczej do samorządu w 2024 roku udzielał się na lokalnej grupie „Mieszkańcy Gminy Kocmyrzów-Luborzyca”.
Filmy oraz zdjęcia wykonane przez pracowników biura detektywistycznego pokazują, że Bartłomiej Kocurek w trakcie obserwacji mieszkał w jednym z domów na terenie Baranówki.
Wiele fotografii ukazuje, że rano korzysta również z pociągu, który jedzie z podkrakowskiej miejscowości do stolicy Małopolski.
Kocurek miał wtedy jechać do spółki skarbu państwa, gdzie po wygranych wyborach został zatrudniony na stanowisku wicedyrektora w Krakowskim Parku Technologicznym.
Dlaczego miejsce zamieszkania radnego jest kluczowe
Dlaczego fakt, gdzie mieszka radny Krakowa, jest tak ważny? Radnym może zostać osoba, która w dniu wyborów samorządowych mieszkała na stałe na terenie gminy, z której kandyduje.
Po wyborach także nie może bez konsekwencji przeprowadzić się na teren innej gminy. Jeśli to zrobi, nie może być radnym i traci prawo do diety. W przypadku Krakowa miesięcznie ta kwota sięga blisko 5 tysięcy złotych.
Komisja bez pytań do radnego
W poniedziałek po południu sprawą Kocurka zajęli się radni z komisji skarg. Z sześcioosobowego składu komisji na sali było czworo radnych – wszyscy z Koalicji Obywatelskiej. Do swojego klubowego kolegi nie mieli żadnych pytań.
W posiedzeniu komisji uczestniczył także jego pełnomocnik Jan Hoffman, który jest nie tylko radcą prawnym, ale również przewodniczącym dzielnicy Stare Miasto.
Ostro na komisji
– To nie jest tak, że jeśli wyprowadzi się pod Kraków, jest radnym Krakowa, chodzi na siłownię w Krakowie, to mieszka w Krakowie. Trudno stwierdzić, że pan mieszka w Krakowie. Do tej pory nie wskazał pan żadnych konkretnych dokumentów – zwrócił się Hoffman do Kocurka.
Ten drugi swoje wystąpienie zaczął od atakowania obecnych na sali.
Zrobił to w sposób dobrze znany obserwatorom lokalnej polityki. Już wcześniej w dość specyficzny sposób atakował ówczesnego dyrektora miejskiego teatru, czy mieszkance Starego Miasta, która narzekała na imprezowy hałas, zalecał, aby kupiła sobie lepsze okna.
Szczególnie lubuje się jednak w mało taktownym szydzeniu z radnych z opozycyjnych ław.
„Przedstawienie cyrkowe”
– Mam wrażenie, że bierzemy udział w przedstawieniu cyrkowym: są klauni, są różne postacie, które wzbudzają co najmniej politowanie, bo inaczej się tego nazwać nie da – to były pierwsze słowa, jakie Bartłomiej Kocurek wypowiedział w swojej obronie.
Po specyficznym dla siebie stylu postanowił jednak przeczytać oświadczenie. Podkreślił, że jego centrum życia od zawsze znajduje się w Krakowie i nieprzerwanie spełnia przesłanki do korzystania z praw wyborczych w wyborach do Rady Miasta.
Kocurek: mieszkam w Krakowie
– Posiadam prawo wybieralności w wyborach do Rady Miasta Krakowa, to jest stale zamieszkuję na obszarze miasta Krakowa. Stan taki istnieje na dzień składania niniejszego oświadczenia, a także istniał nieprzerwanie od dnia wyboru na radnego w 2024 roku i wcześniej – stwierdził Kocurek.
Dodał, że okresowe przebywanie pod innymi adresami, zarówno w Krakowie, jak i poza nim, miało wyłącznie charakter tymczasowy i nie wiązało się z zamiarem stałego pobytu.
Sugerował, że w Baranówce przebywał, bo doglądał budowy domu oraz sprawdzał stan zaopatrzenia.
Spór o raport detektywistyczny
– Nie mam absolutnie obowiązku ani ochoty podawać panu (zwrócił się do radcy prawnego – red.) adresu mojego zamieszkania. Ze względu na to, że patrząc na to, co dzieje się w ostatnich miesiącach, mogę być narażony na różnego rodzaju nieprzyjemności związane z nachodzeniem mnie w domu – stwierdził Kocurek.
Nie dodał jednak, że przez detektywów był obserwowany nie w Krakowie, a na terenie Baranówki.
„Przebierańcy” i budowa domu
Kocurek kwestionował również raport detektywistyczny. Najpierw detektywów nazwał „przebierańcami”, aby później dodawać, że podawane publicznie przez Jakubowskiego czasy obserwacji detektywów, mające wynosić trzy miesiące, zamknęły się w maksymalnie 11 dniach.
– Wskazywany dom w budowie pozostaje inwestycją w toku i nie ma nawet numeru porządkowego – zaznaczył.
– Chciałem państwu też powiedzieć, że tego typu działania, tego pana, tego osobnika, który tutaj jest również z nami – wnioskodawcy, można skomentować tylko jednoznacznie. Polityka w tym mieście z pewnej strony sięgnęła bardzo głębokiego dna i myślę, że podglądanie, chodzenie za ludźmi, robienie im zdjęć jest po prostu obrzydliwe. Nikomu z państwa nie życzę takiej sytuacji – mówił Kocurek.
Emocje na sali
– Mam nadzieję, że był to jedyny wybiórczy przypadek. Pan Jakubowski co prawda wszystkich straszy, że wszystkich podgląda. Ja mu nie wierzę. Trudno wierzyć ludziom, którzy podglądają innych ludzi. Przecież pan Jakubowski doskonale odnalazłby się w czasach stalinowskich, w czasach hitl… późnego Gomułki. To są te czasy. Minął się z powołaniem, może rzeczywiście urodził się za późno – dodał rozemocjonowany radny.
Jan Hoffman odpowiedział: – Wielokrotnie uczestniczyłem w różnych rozprawach, ale nie zdarzyło mi się, żeby ktoś w ten sposób oceniał drugą stronę. No, może przy jakichś trudnych rozwodach te emocje sięgają takiego zenitu.
„Zwykły szacunek dla mieszkańców”
Bartłomiej Kocurek później był dopytywany przez Jana Hoffmana, aby powiedział, gdzie mieszka.
– W dniu, kiedy odbyły się wybory, a także później, do dnia dzisiejszego mieszkam w Krakowie. Mieszkam w północnej części Krakowa. Wszystkie dane dotyczące adresu zostały przedstawione panu przewodniczącemu Rady Miasta Krakowa, który musiał je utajnić, aby niepowołane osoby nie dostały informacji o moim dokładnym adresie – odpowiedział Kocurek.
Baranówka rządzi Krakowem
– Sprawa wydaje się poważna. Mamy radnego, który nie jest radnym – przynajmniej jak wskazuje raport detektywistyczny. Pamiętajmy o tym, że detektyw posiada licencję, którą można mu odebrać, gdyby poświadczył nieprawdę – mówił w trakcie posiedzenia komisji radny Krowodrzy Mateusz Jaśko.
Dodawał, że mamy do czynienia z sytuacją, w której „Baranówka rządzi Krakowem”.
Jaśko mówił też, że rozmawiał z mieszkańcami podkrakowskiej miejscowości, którzy – jak relacjonował – mieli mu potwierdzić, że rzeczywiście na terenie ich wioski mieszka Bartłomiej Kocurek.
KO odrzuca wniosek
Ostatecznie radni Koalicji Obywatelskiej zgłosili i przegłosowali, że złożony wniosek jest bezzasadny. W trakcie komisji nie argumentowali, dlaczego tak postąpili.
Dopiero po obradach w rozmowie z LoveKraków.pl mówili, że opierali się na opinii prawnej, którą 10 września sporządził dr hab. adwokat Stefan Płażek z Katedry Prawa Samorządowego UJ.
Opinia prawna
Z udostępnionego dokumentu wynika, że „należy bezspornie udowodnić, że radny przeniósł się tam fizycznie z zamiarem zamieszkania na stałe”.
Naukowiec pisze dalej, że dom radnego Kocurka jest w budowie i ewentualnie stałym miejscem zamieszkania może stać się dopiero po tym, jak przejdzie m.in. odbiór przez nadzór budowlany.
Sprawa może mieć ciąg dalszy
Wojciech Jakubowski jeszcze w trakcie posiedzenia komisji zapowiedział, że Bartłomiej Kocurek za słowa pod jego adresem odpowie prawnie. Zawnioskował o zabezpieczenie oraz udostępnienie nagrania.
Nie ukrywał satysfakcji, że radni KO swoim zachowaniem wpisali się w jego plan. – Teraz zderzycie się z rzeczywistością bardziej brutalną – rzucił w kierunku polityków partii rządzącej.