Dlaczego polskie firmy nie wykorzystują sprzedaży w sieci za granicę?

Pomimo zdecydowanie niższych cen, jedynie 3% polskich firm sprzedaje w sieci towary za granicę. Internetowy eksport to tylko pozornie proste zadanie. Na chętnych czekają różnice prawne pomiędzy krajami, zwłaszcza te chroniące konsumentów. Czasami firmy muszą ukrywać też swoją polskość – donosi „Rzeczpospolita”.

Obecnie odnotowywane jest bardzo duże znaczenie handlu internetowego. Dysproporcje cenowe w różnych krajach pozwalają znaleźć korzystniejszą ofertę poza miejscem zamieszkania. Zainteresowanie klientów nie przekłada się jednak na zainteresowanie firm. Jedynie 3% polskich przedsiębiorców sprzedaje towary za granicę. Niewiele wyższy odsetek, bo 6%, to średni wynik krajów Unii Europejskiej.

– Polskie firmy sprzedają za granicę głównie usługi zakwaterowania i kategorie produktów związane z informatyką i telekomunikacją. Mocna w tradycyjnym eksporcie żywność ma niszową pozycję w e-handlu – mówi dla „Rzeczpospolitej” Katarzyna Śledziewska, koordynator DELab UW.

Wysyłka za prawie 30 euro

Słaby wynik polskich firm zaskakuje. Nasze towary są zdecydowanie tańsze niż te, które oferuje zagraniczna konkurencja. Mowa tu nawet o cenach niższych o 10-16%. Przewaga cenowa jest jednak trudna do wykorzystania. Sprzedawcy w sieci mają na swojej drodze liczne przeszkody, co znacznie utrudnia e-sprzedaż. Jedną z nich są zróżnicowane koszty wysyłki. Najdroższa przesyłka na Wyspy kosztuje 27,6 euro, do Niemiec 16,8 euro, a do Włoch aż 29,4 euro.

Wyrzec się polskości

Sprzedawców zniechęcają też przepisy chroniące konsumentów. Część przedsiębiorców nie chce mieć problemów z klientami zagranicznymi, którzy zwracają towar bądź oddają go w ramach reklamacji. Jak zauważa „RP”, zdarzają się również przypadki, że firma z Polski musi się wyzbyć łatki polskiego sklepu, by nie być odebranym negatywnie u zagranicznych klientów.