Długie i wyboiste drogi do Białegostoku. Wisła wreszcie wygra?

W 13. kolejce Wisła Kraków stanie przed kolejnym trudnym wyzwaniem. Po bezbarwnym i bezbramkowym remisie z Termaliką z ubiegłej niedzieli, tym razem podopiecznych Kazimierza Moskala czeka wyjazd do Białegostoku, gdzie czeka już - również pogrążona w kryzysie - Jagiellonia. Mecz o godzinie 20.30.

Wystarczy spojrzeć na wyniki z poprzedniego sezonu aby stwierdzić, że wyjazdy do Białegostoku nie należą do ulubionych meczów zawodników Wisły. W kampanii 2014/15 efektowny i pachnący nowością obiekt w Białymstoku gościł wiślaków dwukrotnie - po jednym razie w fazie zasadniczej i finałowej. Zarówno w kwietniu jak i w maju, o losach tamtych spotkań decydowały ostatnie ich minuty. Dwa razy to właśnie Wisła była drużyną, która traciła punkty w samej końcówce.

Klątwa ostatnich minut

Jeszcze w rundzie jesiennej na stadionie przy Reymonta Wisła doznała z Jagiellonią bolesnej porażki 0:2. Celem kwietniowego wyjazdu było więc pomszczenie tamtego wydarzenia i wygranie drugiego, po derbach z Cracovią, meczu ligowego. Wszystko ułożyło się jednak dla Wisły bardzo pechowo. Co prawda za sprawą trafienia Patryka Tuszyńskiego Biała Gwiazda szybko przegrywała, jednak gole Pawła Brożka i Donalda Guerriera z drugiej połowy sprawiły, że to goście byli dosłownie o krok od zwycięstwa. Wszystko spełzło jednak na niczym w doliczonym czasie gry. Wtedy to Patryk Tuszyński efektownym uderzeniem odebrał dwa punkty Wiśle i sprawił, że podział punktów był dla Białej Gwiazdy jak porażka.

Jeszcze większym koszmarem zakończyło się rozegrane nieco ponad miesiąc później spotkanie w fazie zasadniczej. To właśnie mecz w Białymstoku był jednym z przełomowych - oczywiście w negatywnym aspekcie - momentów ubiegłego sezonu. Biała Gwiazda prowadziła grę, a za sprawą trafienia Macieja Jankowskiego prowadziła 1:0. Prowadziła długo, bo aż do 87. minuty. Wtedy jednak losy spotkania zupełnie się odwróciły, a Wisła, zamiast z trzema punktami, wracała do Krakowa z pustymi rękami. Najpierw Michała Miśkiewicza pokonał Patryk Tuszyński, a po chwili już podłamanych wiślaków dobił w niezwykłych okolicznościach Jan Pawłowski. Wisła przegrała w Białymstoku drugi mecz w krótkim odstępie czasu - drugi raz w stylu najbardziej bolesnym z możliwych.

Historia pewnej znajomości

Abstrahując od wydarzeń boiskowych, które faktycznie są w tych starciach dla Wisły mocno pechowe, zaostrzyła się również sytuacja pomiędzy kibicami obu drużyn. Jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia. Obok między innymi Lechii Gdańsk czy Śląska Wrocław to właśnie Jagiellonia była drużyną, której nazwa skandowana była na stadionie Wisły. Zgoda wiślaków z białostoczanami była jedną z najdłuższych tego typu porozumień kibicowskich w Polsce. Historia ta trwała ponad 20 lat, równolegle do zgody z Lechią Gdańsk, która z kolei z kibicami Jagiellonii nie miała najlepszych stosunków. To właśnie te relacje stały się podstawą do zerwania zgody i zakończenia wieloletniego wzajemnego wspierania kibiców obu klubów.

Wszystko działo się dziesięć lat temu. Swoje spotkania równolegle rozgrywały wówczas Wisła i Jagiellonia. Pech chciał, że ci drudzy mierzyli się wówczas z Lechią Gdańsk, która w tej sytuacji stała się czymś na wzór mitologicznego jabłka niezgody. W trakcie meczu z GKS-em Bełchatów do kibiców Wisły dotarła informacja o zamieszkach na stadionie w Gdańsku. Według niej to kibice Jagiellonii wszczęli burdy, a wiślacy zareagowali na to wszystko ściągnięciem na swojej trybunie flagi białostoczan. To właśnie ta decyzja poskutkowała wkrótce zerwaniem zgody przez kibiców Jagiellonii. Do planowanego spotkania stron nie doszło, jednak - mimo zakończenia dobrych stosunków - wielu kibiców Wisły przez długie lata z sentymentem wspominało relację z fanami z Białegostoku. Sporo zmieniło się jednak w ostatnich latach, gdy po raz pierwszy podczas spotkań pomiędzy obiema ekipami na trybunach zagościły wzajemne wyzwiska.

Powrót do przeszłości

Piątkowe starcie będzie swego rodzaju powrotem do przeszłości dla Michała Probierza. Znany z dosyć ostrych poglądów i ciętego języka szkoleniowiec piątkowych gospodarzy spędził w Krakowie dokładnie siedem miesięcy, podczas których zajął z Wisłą siódme miejsce w tabeli ekstraklasy przegrywając między innymi z… Jagiellonią. Probierz rozpoczął na ławce przy Reymonta również sezon 2012/13, jednak po falstarcie podał się do dymisji. W sześciu pierwszych meczach Biała Gwiazda zdobyła zaledwie siedem punktów, a informację o zakończeniu współpracy z klubem trener podał do opinii publicznej na konferencji po przegranym 0:2 meczu z Piastem w Gliwicach. Przygoda z Wisłą przypadła dokładnie między dwa „związki” Probierza z Jagiellonią. To właśnie tam nazywany polskim Guardiolą trener osiągał najlepsze rezultaty. W sezonie 2009/10 ekipa z Białegostoku sięgnęła po Puchar i Superpuchar Polski i zagrała w Lidze Europy, a kilka miesięcy temu pod wodzą Probierza Jaga uplasowała się na najniższym stopniu podium w ligowych rozgrywkach.

Prawdziwy wewnętrzny podział doskwiera za to innemu człowiekowi związanemu z oboma tymi klubami. Mowa o czterokrotnym królu strzelców ekstraklasy i reprezentancie Polski, Tomaszu Frankowskim, który właśnie w Wiśle i w Jagiellonii spędził łącznie 14 lat swojego piłkarskiego życia. Gra w tych klubach złożyła się łącznie na dorobek niezwykły. Frankowski jest dziś członkiem dwóch elitarnych klubów - zrzeszającego zdobywców ponad stu bramek „klubu stu” i „klubu trzystu”, którego członkami staje się w momencie rozegranie trzechsetnego meczu w ekstraklasie. W tej pierwszej klasyfikacji popularny Łowca bramek trafił zresztą do ścisłej czołówki. Z 168 bramkami na koncie Frankowski jest trzecim najskuteczniejszym strzelcem w historii polskiej ligi.

– Moje serce zawsze jest rozdarte, kiedy Wisła i Jagiellonia grają między sobą. Obu tym drużynom kibicuje w każdym innym spotkaniu, ale te starcia są dla mnie zawsze trudne – mówił przy okazji niedawnej obecności na stadionie przy Reymonta Tomasz Frankowski. O ile dla niego piątkowy mecz z pewnością nie będzie wydarzeniem komfortowym, o tyle kibice jednej i drugiej strony liczą tylko i wyłącznie na komplet punktów. Czy Wisła przełamie w Białymstoku złą passę i wygra po raz pierwszy od miesiąca? A może to Jagiellonia pożegna się z serią trzech porażek z rzędu? Wszystko wyjaśni się w piątkowy wieczór w Białymstoku.