Dramat w hodowli. „Sprzedawał psy pod osłoną nocy, by ukryć ich schorzenia”
Sprzedawał psy pod osłoną nocy
Wracamy do tematu hodowli psów w Raciborsku. Jak informowaliśmy w lipcu tego roku, Sąd Rejonowy w Wieliczce wydał wyrok w tej sprawie. Stwierdził, że zwierzęta były trzymane w złych warunkach. W efekcie oskarżony hodowca został skazany na rok bezwzględnego więzienia. Otrzymał również 15 lat zakazu posiadania zwierząt. Wyrok nie jest prawomocny.
Zapoznaliśmy się z uzasadnieniem wyroku. Sąd stwierdził m.in., że hodowca sprzedawał psy pod osłoną nocy, tak aby w oczy nie rzucały się ich liczne schorzenia i straszny stan.
W hodowli stwierdzano liczne nieprawidłowości
Przypomnijmy, że kontrole w hodowli pod Wieliczką prowadził m.in. powiatowy lekarz weterynarii.
– Stwierdzano szereg nieprawidłowości w obszarze szeroko pojętego dobrostanu zwierząt, w tym m.in. w zakresie zachowania czystości i porządku w miejscu utrzymywania zwierząt, warunków przechowywania pokarmu i dostępu do wody pitnej – przekazywała nam kilka miesięcy temu Bożena Mirecka, powiatowy lekarz weterynarii w Wieliczce.
Sąd nie miał wątpliwości: „Przez ponad 4 lata oskarżony trzymał różną liczbę psów (maksymalnie 83) różnych ras w warunkach skrajnie niedostosowanych do potrzeb i godności istoty żywej”.
Zwierzęta były mocno zaniedbane, wychudzone i schorowane. Żyły we własnych odchodach, które były sprzątane tylko na potrzeby kontroli. Jak wynika z uzasadnienia wyroku, psy nie miały stałego dostępu do wody. Kojce, w których się znajdowały, były za małe. Czworonogi gryzły się między sobą, część z nich była uwiązana na krótkich łańcuchach do ścian. Do jedzenia miały gnijące mięso, z robakami i larwami.
Sąd stwierdził, że hodowca traktował psy przedmiotowo, jako źródło zarobku. W ogłoszeniach wskazywał inne zwierzęta niż te, które ostatecznie trafiały do kupujących. U weterynarza bywał okazjonalnie.
„Nie jest (...) rzeczą normalną, że hodowla z ponad 80 psami nie ma stałej obsługi weterynaryjnej, a psy wyprowadzane są weterynarzom przed posesję. Już samo to powinno budzić czujność, a ci próbowali jeszcze niejako usprawiedliwić oskarżonego” – podkreślił sąd.
Zwierzęta bały się oskarżonego
Z uzasadnienia wyroku wynika, że mężczyzna dobrze wiedział, jakie warunki panowały w jego hodowli: że były po prostu straszne. Dlatego psy sprzedawał pod osłoną nocy, tak aby w oczy nie rzucały się ich liczne schorzenia. „Gdy taki nabywca zorientował się, co w rzeczywistości kupił, było już za późno” – czytamy.
Wiele osób zwracało hodowcy uwagę, że psów na posesji jest za dużo. Ten zdawał się być jednak głuchy na te słowa: zwierząt przybywało. „Oskarżony widział w psach możliwość zysku. Nie interesował się ich stanem. Były tam po to, aby on mógł na nich zarobić. Psy nie miały imion, nie miały więzi z człowiekiem. Bały się oskarżonego” – podkreślił sąd.
Warunki w hodowli zmieniały się: na potrzeby zapowiedzianych kontroli. Wówczas mężczyzna usuwał nieprawidłowości. „Zaś w przypadku niezapowiedzianych kontroli oczom kontrolujących ukazywał się istny dramat, który dotykał również zmysłu węchu” – napisano w uzasadnieniu.
Sąd uznał, że mężczyzna nie jest nieporadny, a wszystko robił świadomie. To osoba o pełnej poczytalności, dorosła. Hodowlę miał prowadzić już od kilkunastu lat, zaś hodowaniem psów zajmować się od 20.
„Rodzi to więc wniosek, że oskarżony w takiej hodowli dostrzegł sposób zarobku, z absolutnym pogwałceniem praw przetrzymywanych tam zwierząt. Oskarżony nie miał przeszkolenia, kursów, certyfikatów, jednak skoro mógł założyć hodowlę, to znaczy, że nie było w tym zakresie żadnego wymogu” – podkreślił sąd.
Zwrócił też uwagę na postawę oskarżonego. Ten negował zastrzeżenia inspektorów, a w trakcie postępowania przed sądem nazywał świadków kłamczuchami. Do jednej z kobiet powiedział, że jest chora na głowę.
Bezwzględne więzienie przyniesie efekt?
Na pewnym etapie warunki w hodowli poprawiły się: po jednej z kontroli. Stwierdzono wówczas pojedyncze niedociągnięcia, np. brudną maszynę do mielenia mięsa. „W styczniu 2023 roku nastąpiła poprawa, jednakże wymagało to licznych kontroli, ale już wtedy trwało postępowanie przygotowawcze” – stwierdził sąd.
Ostatecznie hodowcę skazano na rok więzienia. „Zdaniem sądu jedynie bezwzględna kara pozbawienia wolności ma szansę (...) uświadomić oskarżonemu naganność jego zachowania” – czytamy w uzasadnieniu.
Hodowca bronił się. Twierdził, że podawał psom karmę premium, a zwierzęta miały dostęp do wody. Kontaktowaliśmy się z jego obrońcą. Do dziś nie otrzymaliśmy stanowiska.
Jak wspomnieliśmy, wyrok w tej sprawie nie jest prawomocny.