Dwa tąpnięcia, które zachwiały Wisłą

Gdyby spojrzeć tylko na tabelę końcową ekstraklasy, zakończony sezon nie przyniósł Wiśle nic ciekawego. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że ostatni rok mocno zachwiał podupadłą potęgą, która wciąż ma ambitne plany.

Happy end, który długo nie był pewny

Krakowianie zakończyli rozgrywki na szóstym miejscu. Przed walką w grupie mistrzowskiej marzyli jednak o włączenie się do wyścigu o europejskie puchary, a potem o piątej pozycji. Mimo słabszej postawy w siedmiu dodatkowych kolejkach trener Kiko Ramirez ocenia rozgrywki pozytywnie.

– Walczyliśmy jak równy z równym z najlepszymi ekipami w lidze. Do samego końca biliśmy się o to, żeby ten sezon zakończyć najlepiej jak to możliwe – mówił Hiszpan po ostatnim spotkaniu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza.

Ostatnia historia Białej Gwiazdy w Lotto Ekstraklasie nie musiała się wcale zakończyć happy endem. Choć trener Dariusz Wdowczyk, który przygotowywał zespół do rozgrywek, na początku mierzył wyżej niż wskazywał rozsądek. Drużyna została osłabiona m.in. odejściem Rafała Wolskiego, ale szkoleniowiec nie tracił ogromnego optymizmu.

– Oczekiwania na nowy sezon zdecydowanie różnią się od tych, które były, kiedy przychodziłem do Wisły. Wtedy celem było utrzymanie się w lidze, a niewiele zabrakło do tego, byśmy awansowali do grupy mistrzowskiej. Teraz to nasz obowiązek. Walka o europejskie puchary i o mistrzostwo Polski to coś, co stawiamy sobie za cel na ten sezon – mówił Wdowczyk 15 lipca.

Pierwsze tąpnięcie

Dwa tygodnie później gruchnęła wiadomość, że po prawie dwóch dekadach Bogusław Cupiał postanowił oddać piłkarską spółkę, swoje dziecko, w inne ręce. Nową erę i pasmo sukcesów mieli zapewnić nieznany 30-letni biznesmen Jakub Meresiński i Marek Citko. Szybko okazało się, że pierwszy prowadził podejrzane interesy i interesują się nim śledczy w kilku województwach.

5 sierpnia, w dniu derbów Krakowa, za naszą sprawą wyszły na jaw pierwsze szokujące informacje o przeszłości Meresińskiego. Dziś katowicka prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie posługiwania się przez niego fałszywymi dokumentami przy przejęciu od Tele-Foniki akcji 13-krotnego mistrza kraju.

„Prokuratura w Częstochowie prowadzi śledztwo w sprawie wyłudzania podatku VAT. Zdaniem śledczych Jakub M., współwłaściciel jednego z krakowskich klubów piłkarskich, mógł narazić Skarb Państwa na szkodę wynoszącą prawie dziesięć milionów złotych. Jest także podejrzany o pranie brudnych pieniędzy oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej” – pisaliśmy na początku sierpnia.

Kolejne dni i tygodnie przynosiły następne niechlubne informacje o Meresińskim. Wisła stanęła nad przepaścią, od której pod koniec lipca oddaliło ją Towarzystwo Sportowe Wisła Kraków i dziś próbuje wyprowadzić klub na prostą.

Zamieszanie organizacyjne szło w parze z fatalnymi wynikami. Po wygranej w pierwszej kolejce przyszło siedem porażek z rzędu, które złożyły się na najgorszą serię w 110-letniej historii. – Każdy bał się o swoją przyszłość. W szatni częściej mówiło się o tym panu [Meresińskim], a nie o grze. To niestety miało wpływ na naszą dyspozycję – przyznawał na początku roku obrońca Maciej Sadlok.

Drugie tąpnięcie

Choć zespół zajmował ostatnie miejsce w tabeli, nowy zarząd nie zwolnił trenera Wdowczyka. Z czasem drużyna podniosła się i zaczęła wygrywać. Na linii zarząd klubu-szkoleniowiec zaczęło coraz bardziej iskrzyć i ostatecznie 10 listopada szkoleniowiec opuścił zespół, tłumacząc, że ma to związek z zaległościami w wypłacie pensji, które uprawniają go do złożenia wniosku o rozwiązanie kontraktu z winy klubu. Wcześniej nowa prezes Marzena Sarapata zwolniła część jego współpracowników.

Proces trenera z Wisłą wciąż toczy się przed Piłkarskim Sądem Polubownym. Pierwsza decyzja już zapadła i górą okazał się Wdowczyk. Przyznano mu rację, że mógł odejść z klubu.

Ryzykowana decyzja, która się opłaciła

Wdowczyk zostawił drużynę na dziesiątej pozycji, z czterema punktami przewagi nad strefą spadkową. Do końca roku Wisłę prowadzili Radosław Sobolewski i Kazimierz Kmiecik. Od stycznia zostali włączeni w sztab nowego trenera - Kiko Ramireza. Podstawowym celem nieznanego szerzej Hiszpana było zakwalifikowanie się do grupy mistrzowskiej. Wzmocniona drużyna dość łatwo sprostała zadaniu i na wiosnę była jedną z czołowych ekip.

Grupa mistrzowska nieco rozczarowała piłkarzy i kibiców z rozbudzonymi apetytami. Jednak szóste miejsce, mając na uwadze zawirowania z początku sezonu, nie jest złe. Udana misja Kiko Ramireza zaowocowała nowym kontraktem.

Jeszcze wiele zakrętów do pokonania

– Na początku rozgrywek byliśmy w tak dramatycznej sytuacji, że szóste miejsce jest zadowalające i satysfakcjonuje większość kibiców. Wiemy jednak, że nasi fani mają większe wymagania. Na całą sytuację trzeba jednak spojrzeć chłodniej i wtedy wyjdzie, że to dobry wynik – ocenia kapitan Arkadiusz Głowacki.

Najlepszy strzelec drużyny Rafał Boguski (12 bramek w lidze, 1 w Pucharze Polski) podkreśla, że to był szalony sezon. – Działo się tyle, że spokojnie można byłoby to podzielić na kilka lat. Oby kolejne rozgrywki były spokojniejsze, bez niepotrzebnych „atrakcji” – liczy 33-latek.

Przed Wisłą jeszczze kilka wyzwań organizacyjnych. M. in. ma do spłacenia ponad pięć milionów złotych za wynajem stadionu. Droga na szczyt będzie kręta, ale kibice pokładają w nowym zarządzie duże nadzieje.